W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Jagienki, Kamili, Korneliusza , 16 września 2019

O Marszu raz jeszcze

2019-08-25 11:21:24, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Miasto,

Muszę, niestety, raz jeszcze odnieść się do gorzowskiego Marszu Równości. Czynię to bez wielkiego entuzjazmu, ale po pierwsze marsz się odbył, wypada więc go skomentować wraz ze wszelkimi okolicznościami mu towarzyszącymi, a po drugie mój sąsiad z portalowej blogosfery, Leszek Sokołowski, dosyć mocno się po mnie przejechał w skierowanym do mnie liście otwartym za moje stanowisko wobec tego projektu.

To po kolei. Jakoś się w naszym kraju porobiło, że to, co gdzie indziej jest normą nie budzącą emocji u nas jest epokowym niemal problemem. Tak rzecz  się ma z rozmaitymi ulicznymi manifestacjami,, jak choćby z rzeczonymi marszami równości, których dosyć spory „wysyp” obserwujemy  ostatnio w różnych częściach Polski. Zastanawiam się nad tym na ile to wynika z faktu rzeczywistych zagrożeń dla swobody myślenia i działania, na zmniejszającym się poziomie tolerancji wobec inności, a na ile chęć zaistnienia w polityce, pokazania się w mediach i innych nie zasługujących na szacunek motywacji. Trudno na tak postawione pytanie odpowiedzieć jednoznacznie, jednak zbyt często do pełnych pięknych ideałów młodych ludzi podłączają się rozmaici politykierzy usiłujący coś dla siebie przy tej okazji ugrać, zwłaszcza teraz gdy kampania wyborcza rozwija się w najlepsze. Czy Gorzów jest miastem, w którym trzeba manifestować w obronie zagrożonej wolności i tolerancji, szczerze wątpię i tę wątpliwość wyraziłem już wcześniej.

Rozumiem potrzebę zademonstrowania solidarności z tymi wszystkimi, których obywatelskie swobody są coraz częściej zagrożone, tyle tylko, że wiąże się to z określonymi zagrożeniami i konkretnymi niebezpieczeństwami. To, że były one jak najbardziej realne świadczyć może nie tylko obecność wzmocnionych oddziałów policji towarzyszących uczestnikom gorzowskiego marszu, ale także i to, że wszystkie rozmowy o tym wydarzeniu rozpoczynały się od pytania czy były jakieś rozróby.

Na całe szczęście marsz odbył się bez większych zakłóceń, co zdaje się trochę rozczarowało niektórych poszukiwaczy sensacji, jak choćby reportera telewizyjnego relacjonującego przebieg marszu w Gorzowie, u którego ten ton w głosie był wyraźnie wyczuwalny.

Cieszę się bardzo, że marsz odbył się w spokojnej i radosnej atmosferze, że przeważali w nim młodzi ludzie, co pozwala mieć nadzieję na przyszłość, że Polska znowu stanie się normalnym krajem, w którym szacunek dla cudzych, choćby najbardziej odmiennych poglądów stanie się oczywistą oczywistością.

Wśród maszerujących dostrzegłem także wielu bliższych i dalszych znajomych, również z mojego pokolenia, co oznacza, że idee marszu łączą ludzi w każdym wieku i z rozmaitych środowisk.

Czy więc było warto? Przy każdym tego rodzaju projekcie należy przeprowadzić przewidywany rachunek zysków i strat. Choć to pojęcie żywcem zaczerpnięte z księgowości to zalecane jest do stosowania także wszystkim pięknoduchom, humanistom i idealistom. Czasem zwykły pragmatyzm i troska o bezpieczeństwo współmieszkańców musi stać przed nawet najszczytniejszymi ideałami.

Dlatego rozumiem decyzję prezydenta Jacka Wójcickiego, który najpierw odmówił zgody na marsz, by później po orzeczeniu sądu nie bacząc na zarzuty o brak odwagi i uprawiania polityki strusia zrobić wszystko by zapewnić marszowi pełne bezpieczeństwo.

Przykro mi, że mój poprzedni tekst na ten temat tak bardzo rozczarował Leszka Sokołowskiego. No cóż, jakoś będę musiał żyć z łatką tchórza i hipokryty. Nie wdając się w zawiłe wyjaśnienia i polemiki powiem krótko, popieram całym sercem prawo do wolności i swobody przekonań, ale podzielam pogląd Jana Kaczanowskiego wyrażony w jego liście otwartym, że ulica nie jest najlepszym miejscem do rozstrzygania naszych sporów, że potrzebujemy spokojnej obywatelskiej debaty, bo  uliczne manifestacje wymagają dojrzałości i społecznej kultury, której niestety nam jeszcze brakuje. Do tego też trzeba dorosnąć.

Uznając rewolucyjny entuzjazm i młodzieńczy zapał pana Leszka, zalecam więcej rozwagi i chłodnych kalkulacji, a przywoływanie historycznych haseł i pięknych cytatów lepiej zachować na stosowniejsze okazje. Mogę  i ja posłużyć się cudzymi mądrościami, w rodzaju takiego porzekadła: „za młodu przewracamy góry, na starość wygrzebujemy spod nich”. Nie oznacza to jednak, iż pojmuję, iż źródłem  dzielących nas  różnych poglądów i ocen jest spora różnica wieku pomiędzy nami.

Uważam bowiem za profesorem Kotarbińskim, że do tego by się mądrze działo,  potrzebne są młode ręce i stare głowy”.

Wyszukaj w blogu: