W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Jagienki, Kamili, Korneliusza , 16 września 2019

Chore myślenie spróbujemy zmienić

2019-08-26 20:30:06, Autor: Augustyn Wiernicki | Kategorie: Miasto,

20 września br. w Paradyżu  odbędzie się I. Kongres Ruchu Społecznego „Ku Trzeźwości Narodu” Zachodnich Ziem Polski. Głównym tematem rozważań będzie: „jak obniżyć poziom spożycia alkoholu w Polsce?” Jestem w gronie organizatorów tego ważnego wydarzenia, które ma dość ambitny cel, aby z Paradyża wyszedł silny sygnał prawdy, że trzeba już w końcu zmienić podejście do problemów związanych nadużywaniem alkoholu z narracji profilaktyczno-terapeutycznej na likwidację faktycznych przyczyn ciągłego wzrostu spożycia alkoholu.

Trzeba przerwać zmowę milczenia i odkłamać dotychczasowe podejście do polskiego pijaństwa. Musimy społeczeństwu powiedzieć prawdę, że nowaUstawa trzeźwościowajest konieczna, aby przyhamować dalszy wzrost spożycia alkoholu i powstrzymać degenerację dużej części społeczeństwa. Propozycje w tym zakresie przedstawimy na Kongresie w Paradyżu

Chwalimy się, że mamy szansę wejść do grona rozwiniętych krajów świata, że nasza gospodarka rozwija się na poziomie najlepszych w UE, że pozycja Polski  znacznie wzrosła i stajemy się ważnym „graczem” na arenie światowych układów.  Jednocześnie statystyki podają, że nie możemy poradzić sobie z dość dużym marginesem biedy, której przyczyną jest patologia pijaństwa. Biedni pijani ludzie wywołują naszą litość i współczucie. Jednak co ten alkoholik może? Co wyjdzie z domu, czy podniesie się z tej ławki parkowej, to od razu napotyka sklep z alkoholem i tanie„małpki”, wino, i tak w kółko. Do tych starych alkoholików dochodzą nowi, nawet coraz młodsi w ramach wymiany pokoleniowej. Politykom temat  alkoholizmu nigdy nie pasuje. A to nie wypada, bo obrazi się lobby alkoholowe, to znowu niedługo wybory i trzeba zabiegać o każdego, choć nie wiadomo czy ten „głos” w dniu wyborów będzie trzeźwy i do urny się dowlecze.

Pierwszy Kongres Trzeźwości Zachodnich Ziem Polski, który odbędzie się w godnym historycznie Seminarium  Duchownym w Paradyżu, w zabytkowym  kompleksie klasztornym, podejmie trudny temat zdiagnozowania i ustalenia głównych przyczyn wzrostu spożycia alkoholu w Polsce. Swój udział w Kongresie zapowiedziały wielce uznane autorytety, które poświeciły znaczną część swego życia problematyce trzeźwościowej, profilaktycznej, psychoterapeutycznej i prawniczej. Nasz zespół z Gorzowa Wlkp. na zakończenie obrad przedstawi: „ Główne zadania Ruchu Społecznego „Ku Trzeźwości Narodu Ziem Zachodnich Polski”, oraz „Model komplementarnych czynników, które prowadzą do ograniczenia spożycia alkoholu”.

Ocenimy stan problemów alkoholowych Polaków i nawiążemy do niechlubnej historii polskiego pijaństw,które przynosiło nam wstyd już od pokoleń. W zaborze niemieckim rozpijani Polacy pili ok. 7 litrów alkoholu (w przeliczeniu na spirytus) na dorosłą osobę, a okupant był pewny, że polski naród wykończy pijaństwem. Po zdobyciu przez Polskę niepodległości, w okresie miedzy wojennym, w roku 1937 spożycie alkoholu wyniosło 1,7l na dorosłego Polaka, choć i ta wielkość budziła zmartwienie Kościoła i ruchów trzeźwościowych. W roku 1953 wypijano już ok 3 litrów spirytusu, w 1960 wzrosło do 5,5 L, a w latach 1972-75 było 6,4 litra, w 1976-1980 wzrosło ok. 8 L, w 1981 roku był lekki spadek do 7L na osobę. W ostatnich trzydziestu latach obserwujemy ciągły wzrost spożycia alkoholu do zatrważającego poziomu11L czystego spirytusu na statystycznego Polaka w 2016 r. (powyżej 15 roku życia),  a WHO podaje nawet, że jest 13,3l.Polacy piją dziś o 50 procent więcej alkoholu niż za czasów PRL, a statystyczny Polak wypija niemal trzykrotnie więcej piwa niż np. mleka.

Polska ma niechlubną spuściznę pijaństwa od Sasów XVII wieku, w okresie 123 lat wyniszczania narodu polskiego przez zaborców i w okresie rozpijania Polaków przez okupanta niemieckiego. W okresie realnego socjalizmu wcale nie było lepiej; panowało powszechne socjalistyczne pijaństwo.  Na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych zarysowała się alkoholowa wizja katastroficzna, a społeczeństwo „staczało się po równi pochyłej”, mówił autor tego powiedzenia J.K. Falewicz i dowodził, że zbliżymy się niebawem do 16 litrów na głowę co spowoduje ogarnięcie PolskiSubkulturą Pijacką. Trzeba przyznać Falewiczowi, że postawił trafną diagnozę;  w tym kierunku podążamy.  Dlaczego?Rozmontowano system prawa zabezpieczający społeczeństwo przed pijaństwem kierując się poprawnością polityczną pod hasłem ”wytrychem”wolności gospodarczej i życia społecznego. Obecna Ustawao wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, po kilkudziesięciu jej zmianach, jest na tyle zdeformowana, że można podejrzewać tu poważną rolę lobby alkoholowego.Co gorsze, 30% kobiet w ciąży pije alkohol i później dziwimy się, że dzieci tych matek mają różne deformacje fizyczne, znaczna część ma tzw. ubytki osobowościowe i psychiczne, sprawiają trudności wychowawcze,  nie nadążają w edukacji szkolnej, a jako dorośli napotykają różne trudności w życiu rodzinnymi, małżeńskim i zawodowym.

Art.1.1 obecnej Ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi,wyraźnie mówi o obowiązkach administracji rządowej i samorządowej w podejmowaniu działań zmierzających do ograniczania spożycia napojów alkoholowych.Ustawa ta jest ponoć najlepsza w Europie, a spożycie alkoholu w ostatnich 20 latach pod jej rządami ciągle rosło i nadal rośnie.  Władzę w zakresie polityki trzeźwościowej oddano w ręce samorządów i burmistrzów, prezydentów i wójtów. Oni nie są zainteresowani obniżaniem poziomu spożycia alkoholu. Ustawa uzależnia dochody gminy na profilaktykę od ilości wydanych zezwoleń na sprzedaż alkoholu, tj. piwa, wina czy wódki. W pogoni za pieniędzmi, których im ciągle brakuje, zezwolenia na sprzedaż alkoholu i lokalizację sklepów z alkoholem zaczęli wydawać  nawet kilkanaście metrów od kaplic, świetlic dla dzieci i klubów trzeźwości, w sąsiedztwie Plebanii i niedaleko Katedry,  jak np. w Gorzowie Wlkp., po kilkanaście sklepów na jednej ulicy. Mimo że Ustawa daje gminom duże kompetencje w tym zakresie, prawie żadna gmina nie obniżyła znacząco limitu ilości sklepów z alkoholem, bo by musiała dobrowolnie zrezygnować z solidnego źródła dochodów z tzw. kapslowego, z zezwoleń na sprzedaż. Badania światowe jednoznacznie wskazują, że poziom spożycia alkoholu jest ściśle skorelowany z ilością sklepów i z łatwością dostępu do kupna alkoholu. Obecna Ustawa jest sprytnieskrojona pod potrzeby lobby alkoholowego, a nie dla dobra Narodu. Mamy do czynienia z manipulacją na najwyższym stopniu inżynierii prawnej i w interesie określonej grupy biznesu. Dobrze ten proceder tworzeniaustaw biznesowych opisał prof. Modzelewski.

Proszę przeczytać Art. 9.3.1 Ustawy, który decyduje, że „opłaty za udzielanie decyzji na sprzedaż alkoholu, mogą być wykorzystane przez zarządy województw wyłącznie na finansowanie gminnego programu profilaktyki i rozwiązywania problemów alkoholowych stanowiącego część strategii rozwiązywania problemów społecznych, uchwalanego corocznie przez radę gminy”. Art. 11.1. mówi, że „W celu pozyskania dodatkowych środków na finansowanie zadań określonych w art. 41 ust. 1 gminy pobierają opłatę za korzystanie z zezwoleń na sprzedaż napojów alkoholowych(…).”  W Art. 12.1 Ustawy jest, że „Rada gminy ustala, w drodze uchwały, maksymalną liczbę zezwoleń na sprzedaż napojów alkoholowych na terenie gminy.”

Zdecydowana większość gmin, jak i zarządy województw, nie są zainteresowane zmniejszaniem ilości zezwoleń na sprzedaż alkoholu. Przecież nie będą sobie podcinać gałęzi na której siedzą, podobnie jak Ministerstwo Sportu. W tych gminach nie myśli się w kategoriach dobra społecznego w kwestii skutków picia alkoholu. Liberałowie uważają, że rynek ureguluje tę kwestię samodzielnie, „niewidzialną ręką rynku”, że zmniejszanie ilości punktów sprzedaży alkoholu nic nie da, a tylko powstanieszara strefa. Rozwiązania takie w Szwecji, Norwegii, USA, nie potwierdzają tego myślenia, a właśnie odwrotnie; tam ograniczenie dostępności spowodowało zmniejszenie się  spożycia alkoholu i wzrostu dobrobytu.

W Art. 13.2.1. czytamy: „Podmioty świadczące usługę będącą reklamą napojów alkoholowych wnoszą na wyodrębniony rachunek utworzony w tym celu przez ministra właściwego do spraw kultury fizycznej opłatę w wysokości 10% podstawy opodatkowania podatkiem od towarów i usług wynikającej z tej usługi. Następny artykuł mówi, że: „Tworzy się Fundusz Zajęć Sportowych dla Uczniów, zwany dalej „Funduszem”, którego dysponentem jest minister właściwy do spraw kultury fizycznej.”

Zgodnie z tymi zapisami Ustawy nawet Ministerstwo Sportu nie będzie zainteresowane spadkiem spożycia alkoholu, bo wielkość tego spożycia zależne jest od reklamy np. piwa, a z reklam 10% pieniędzy idzie  na rozwój sportu. Reklama  piwa koreluje ze wzrostem jego spożycia, a następnie ze wzrostem spożycia wódki. A więc, im więcej reklamy tym więcej pijemy, a jak więcej reklamujemy  to i więcej mamy pieniędzy na sport. Z tego wynika, że im więcej pijmy to  tym więcej nasze dzieci będą mieć w szkole na sport. Czy minister sportu będzie za ograniczeniem dostępu do alkoholu i za zmniejszeniem ilości reklam np. piwa? Było by naiwnością sądzić, że chciałby sam sobie obniżyć  Fundusz Zajęć Sportowych dla Uczniów, który zależy od  ilości reklam alkoholu. Niedorzeczność! Taka jest, po serii kilkudziesięciu poprawkach, obecna Ustawa o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi.  Alfred Hitchcock by lepiej tego nie wymyślił!Ale idźmy dalej w analizie tej”genialnej” Ustawy. Oto Art.18.1. mówi, że: ”Sprzedaż napojów alkoholowych przeznaczonych do spożycia w miejscu lub poza miejscem sprzedaży może być prowadzona tylko na podstawie zezwolenia wydanego przez wójta (burmistrza, prezydenta miasta), (…).Wójt, burmistrz czy prezydent miasta  ma tu prawie absolutną władzę co do wydawania zezwoleń na spożywanie alkoholu w różnych miejscach, ale też może takie miejsca uczynić wolnymi od alkoholu. Jeżeli ktoś myśli, że wielu  burmistrzów gmin  z tego przepisu skorzystało, by wprowadzać przestrzenie wolne od alkoholu, to się bardzo myli. Dzisiaj w pogoni za finansami burmistrzowie pozwolenia na konsumpcję napojów alkoholowych dają bez opamiętania. Np. w Warszawie nad Wisłą, gdzie tradycyjnie odpoczywali Warszawiacy, a w Gorzowie na bulwarze nad Wartą; trzeźwi w tej strefie wypoczynku już prawie nie mają dla siebie miejsca – zajęli je pijacy i tzw.smakosze piwa.Pogoń za  „korkowym” funduszem, gorączka gminnego pieniądza wywoływana finansowymi możliwościami Ustawy trzeźwościowej jest tak silna, że przepis działa przede wszystkim w kierunku zwiększania ilości punktów sprzedaży alkoholu i przez to zwiększania ilości spożywanego alkoholu.Ustawao wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowigeneruje w gminach patologię pijaństwa i trzeba ją po prostu zmienić na uczciwą i skierowaną na dobro całego społeczeństwa, jak w Norwegii, USA, Kanadzie, czy do niedawna w Szwecji. Wiele uprawnień, które obecnie mają gminy w zakresie polityki trzeźwościowej należy przenieść na szczebel wojewódzki, a niektóre do administracji centralnej. Niedorzeczność i pazerność finansowa ogarnęła wiele urzędniczych umysłów, na bazie wadliwej Ustawy, którzy trzymają się zasady, że„Im więcej będzie sklepów z alkoholem i więcej przepijemy tym będziemy mieć więcej pieniędzy w budżecie”. Właśnie to chore myślenie spróbujemy zmienić!

Augustyn Wiernicki

Wyszukaj w blogu: