W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Jagienki, Kamili, Korneliusza , 16 września 2019

Nie byłem, wina i miodu nie piłem

2019-08-27 10:16:15, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Miasto,

13 października coraz bliżej. Nie zdziwiłem się więc  gdy zajrzałem na FB i znalazłem mnóstwo fotek i postów pokazujących kandydatów w akcji. Mamy teraz czas dożynkowy, dlatego nie brakuje obrazków pokazujących naszych drogich (w utrzymaniu) polityków z dożynkowymi wieńcami, w towarzystwie aktywistek KGW w strojach ludowych, przemawiających z polowych mównic, posilających się grochówką, czyli oddających się typowym festynowym przyjemnościom. Wszystko to oczywiście zostało dokładnie udokumentowane, obfotografowane, opisane najczęściej mało dowcipnymi tekstami. Dzięki temu nietrudno było dostrzec, że  niektórzy potrafili w ciągu weekendu „obskoczyć” kilka takich festynów, co miało dowodzić, jak bardzo są im bliskie gry i zabawy ludu polskiego zwanego niesłusznie suwerenem. Można się spodziewać bez żadnego ryzyka popełnienia błędu, że w najbliższych tygodniach nie będzie ani jednej imprezy gromadzących choć trochę ludzi, na której zabraknie jakiegoś uczestnika wyborczego wyścigu, a czasem, jak szczęście dopisze, będzie ich może  kilku. Mamy takie czasy, że nawet kościelne uroczystości, czy nabożeństwa są „okraszane” wystąpieniami polityków (Ryszard Czarnecki przed ołtarzem głoszący swoje mądrości) co  dla wielu wiernych jest profanacją sacrum.

Dlatego z tym większym uznaniem przyjmuję świeży i oryginalny pomysł na inaugurację kampanii wyborczej pani Anny Synowiec, która kandyduje w wyborach do Senatu RP z własnego, niezależnego komitetu wyborczego. Oto bowiem znane i szanowane w mieście małżeństwo adwokatów i polityków postanowiło zaprosić wszystkich zainteresowanych na teren swojej posesji, by w swobodnej atmosferze pani Anna mogła się zaprezentować już jako oficjalna kandydatka w wyborach do senatu.

Zamierzałem, jak wielu gorzowian, z tego zaproszenia skorzystać, niestety skomplikowana sytuacja rodzinna na to mi nie pozwoliła. Byłem bardzo ciekaw czym pani Anna zamierza przekonać do siebie wyborców. Przyglądam się bowiem od dłuższego czasu jej karierze politycznej zauważając konsekwencję w działaniu i świadomość celów. Dzięki temu pani Anna jest dziś „samodzielnym bytem politycznym”, choć wiem , że to brzmi niezbyt elegancko w odniesieniu do pełnej uroku kobiety. Jeszcze trochę, a mecenas Jerzy Synowiec, człowiek – instytucja w Gorzowie stanie się bardziej  znany jako mąż swojej żony, co pewnie wcale go nie zmartwi. W pewnych kwestiach i działaniach pani Anna  w moim odczuciu już swojego męża wyprzedziła, wykazując się choćby większym zdecydowaniem i odwagą. Mecenas Jerzy Synowiec nie podjął bowiem wyzwania, kiedy wielu poważnych obywateli naszego miasta proponowało mu swego czasu wystartowanie w wyborach na prezydenta Gorzowa i była to propozycja wynikająca z oceny szansy na zwycięstwo. Tymczasem jego żona zdecydowała się kandydować na senatora mimo braku poparcia ze strony formacji politycznej, z którą dotąd była związana. Jest w tym sporo szaleństwa, ale jeśli nie teraz to kiedy, a jeśli nie ona, to kto. Bardzo mi się taka postawa podoba, bo oznacza pójście wbrew, bez większej  kalkulacji. Realistycznie rzecz oceniając wyborcze zwycięstwo pani Anny jest mało prawdopodobne, bo praktyka poprzednich wyborów pokazuje, że starcie „singli”, czyli kandydatów niezależnych w starciu z reprezentantami dużych ugrupowań partyjnych rzadko kończy się powodzeniem samotnych jeźdźców. Świadczy o tym także przykład znanego senatora od żużla, który dwukrotnie przegrał wybory startując z własnego komitetu, a do senatu dostał się dopiero wówczas gdy uzyskał nominację z Platformy Obywatelskiej.

Przyznam się, że będę mocno kibicował pani Annie, bo jej wyborczy start uwodzi mnie swoim romantyzmem, poza tym jak wielu uważam, że nasza polityka potrzebuje nowych ludzi, a nie tłustych, najedzonych kocurów ( to cytat z rywala pani Anny).

Atmosfera na spotkaniu w ogrodzie państwa Synowców, jak słyszałem, była znakomita i wbrew obawom niektórych nie była to tylko jeszcze jedna impreza towarzyska, lecz okazja i do dobrej zabawy i do poważnych rozmów.

Pani Annie życzę powodzenia  wyrażając przekonanie, że nawet jeśli nie uda się jej odnieść zwycięstwa, to start w wyborach do senatu będzie stanowił ważne wydarzenie w jej życiu i wspaniałą okazję do zdobycia nowych doświadczeń do wykorzystania w dalszej działalności politycznej. Bo przecież „sky is the limit” - niebo jest granicą. Uważam, iż jeżeli nie wydarzy się coś nadzwyczajnego to właśnie Anna Synowiec, a nie MBB zostanie pierwszą  w historii naszego miasta prezydentką Gorzowa.

Wyszukaj w blogu: