W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Jagienki, Kamili, Korneliusza , 16 września 2019

Jedno jest pewne. Gorzów już przegrał.

2019-09-01 20:39:09, Autor: Leszek Sokołowski | Kategorie: Miasto,

To pierwsze wybory, gdy zagęszczenie kandydatów z południa województwa jest aż nadto dostrzegalne. Po reformie administracyjnej w 1999 r. podczas każdej elekcji parlamentarnej zachowywano pozory zrównoważonego podziału. Jeśli pierwsze miejsce na liście przypadało kandydatowi z Zielonej Góry to dla równowagi drugie rezerwowano dla gorzowianina. SLD złamało zasadę w 2015 r. po raz pierwszy wystawiając przewodniczącego wojewódzkiego z Zielonej Góry na pierwszym miejscu, a na dwójce był przedstawiciel Twojego Ruchu. Gdy będziemy dokonywać za nieco ponad miesiąc wyboru – zwłaszcza na liście lewicy – będzie to miało dla gorzowian wymiar niezwykłe symboliczny. Otóż z największej niegdyś siły politycznej, która w swojej historii zapisała się złotymi zgłoskami jeśli chodzi o gorzowską socjaldemokrację pozostał cień lub zwyczajnie jest pustka. Nie ma na liście zasłużonych posłów: Tadeusza Jędrzejczaka, Jana Kochanowskiego czy Jakuba Derech-Krzyckiego. Nie ma przewodniczącego Rady Miejskiej SLD Macieja Buszkiewicza. Nie ma w końcu żadnego radnego SLD, którzy osiągnęli dobry wynik w wyborach samorządowych. Ta pustynia jest nader symptomatyczna. Oczywiście moglibyśmy zaryzykować pogląd, że oto lewica jest w stanie agonalnym lub schodzi z polityki ogólnokrajowej, ale sondaże są dla tej formacji optymistyczne. Jedenaście procent i trwałe umiejscowienie na trzecim miejscu w wyścigu po mandaty sejmowe karze sądzić, że kryzys ta strona sceny politycznej ma za sobą. Dlaczego, więc gorzowska lewica jest tak bardzo zmarginalizowana, jałowa i kompletnie wyzuta z jakichkolwiek ambicji na podjecie rękawicy w walce o głosy niegdyś ”czerwonego” województwa w Polsce?

„Jedynka” jest zielonogórzanką, „dwójka” to zielonogórzanin. Podobnie jest z trójką i czwórką. Piątka? Też nie, bo dopiero szóstka na liście mógłby być ”nasz”, bo wreszcie jest z północy. Ta osobliwa układanka jest oczywiście wynikiem koalicyjnych ustaleń wszak są trzy partie, które mają swoich szefów i każdy z nich – nawet z niewielkimi szansami na sukces – musi być wysoko, bo formacja, którą reprezentują zwyczajnie musi obsadzić te miejsca.

To sprowadza Gorzów w lewicowej myśli do roli „podstawka”, a miejsce w szeregu stołeczne miasto lubuskiego zajmuje pomiędzy Żaganiem, a Krosnem Odrzańskim. To nie jest nawet druga liga zachowując żargon piłkarski.

Tylko pozornie sytuacja na listach Koalicji Obywatelskiej jest dla północy regionu lepsza. W pierwszej piątce, a więc spośród osób o największej szansie na elekcję mamy trzech przedstawicieli z „gorzowskiego”. Należy jednak pamiętać, że taki ścisk powoduje, że „największym wrogiem w wyborach jest twój kolega/koleżanka na liście”. Zresztą sondaże obecnie nie dają szans na zmianę władzy w Polsce, a więc bitwa pomiędzy kotami z Platformy, Zielonych i Nowoczesnej już jest zauważalna. Kandydat na senatora z Koalicji bywa nadożynkach tylko z jednym kandydatem, bo reszta to potencjalni wrogowie dla tego ostatniego. I takie swoiste pary dostrzegamy także w samej  Platformie Obywatelskiej, bo obecni posłowie z Gorzowa także grają w tandemie, aby nie wzmacniać pozostałych, a elekcja przebiegła bezproblemowo. Osamotnionyzielonylider listy może liczyć jedynie na siebie i swoją pracą zasłużyć na pracę w Sejmie. Podsumowanie będzie dla Gorzowa hekatombą, bo nie tylko nie będzie posłów, którzy zadbają o nasze (gorzowskie) interesy, ale nawet ci, którzy tam będą nie będą grać w ekstraklasie zajmując na sali sejmowej miejsca od piątego rzędu w górę. Innymi słowy to ich głos będzie jedynie statystyką.

Czy w takim razie zadba o Gorzów ktoś z PiSu? Czasy, w których absolutnie numerem jeden po prawej stronie w regionie był Kazimierz Marcinkiewicz minęły bezpowrotnie. Była ministra wyjechała do Brukseli, a więc jej wpływ na lokalną politykę został naturalnie zmarginalizowany. Następców nie widać, a więc tu w sprawie gorzowskiej też niczego dobrego spodziewać się nie możemy.

Czemu ma służyć marginalizacja Gorzowa na wszystkich listach do Sejmu? W nowym parlamencie zostanie powołana komisja do sprawy nowej reformy administracyjnej. Pisałem o tym wielokrotnie, że zbliżamy się w Polsce nieuchronnie do nowego podziału na województwa. Koncepcje są dwie. Powrót do większej ilości regionów o statusie województwa (bez szans z uwagi na wyludnianie się Polski – największa ilość zgonów w 2018 r. po II Wojnie Światowej!), aby zniszczyć do końca PSL trzymający się mocno właśnie na tym poziomie administracyjnym. Druga – o większym powodzeniu w realizacji – to stworzenie 6-12 silnych jednostek wokół głównych miast w Polsce. Nie bez powodu Zielona Góra połączyła się z gminą, aby odgrywać w tej dyskusji rolę podmiotu, a nie przedmiotu. Możliwy jest więc powrót do stanu sprzed 1975 r. gdy to stolicą było miasto na południu lubuskiego. Jak rozwój Gorzowa wyglądał w okresie 1950-1975 możemy przeczytać w prasie...zielonogórskiej.

Smutna te pointa dla – jeszcze nie tak dawno odgrywającego kluczowe znaczenie – miasta nad Wartą. Pomimo potencjału ludzkiego nie może urodzić się w Gorzowie klasa polityczna, która za cel nadrzędny weźmie sprawy swojego miasta i podmiotowość mieszkańców. Co dalej? We wtorek będziemy mieli listy zatwierdzone i Gorzów w roli petenta. Taka naga prawda.

Wyszukaj w blogu: