W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Hanny, Klementyny, Łukasza , 18 października 2019

Czasy się zmieniają

2019-09-13 18:46:08, Autor: Christophe Jędrzejczak | Kategorie: Miasto,

W kraju nad Wisłą okres przedwyborczy przypomina rynek w Konstantynopolu, gdzie handlarze fałszywym złotem, wydzierając się z całych płuc, szukają klientów spragnionych snów o potędze. Gawiedź, zahipnotyzowana banerami, z których uśmiechają się czarnoksiężnicy, podąża ślepo do kaplic demokracji, aby spełnić swój obywatelski obowiązek. Banery, na które wydano miliony złotych, szpecą przestrzeń publiczną. Zmarnowane pieniądze nie zostaną spożytkowane na edukację czy niedofinansowaną kulturę. Szamani obiecują otumanionemu kadzidłami dobrej zmiany ludowi nowy porządek prawny, w którym stopień nienawiści do obywateli drugiego sortu, czy innego wyznania zapewniać będzie szybszą karierę niż w armii cesarza Napoleona I. 

Dla ostatecznego zwycięstwa dobra nad złem potrzebna będzie jeszcze obietnica o krucjacie na wschód, podczas której 35 magicznych F-35 kupionych za miliardy dolarów pokona 3000 samolotów bezbożnego Jokera.  

Dlatego też, aby uniknąć tego targowiska opanowanego przez czarnoksiężników i szamanów, chciałbym wrócić do tych wydarzeń, które były ważne i o których świat nie zapomniał. No może poza mediami narodowymi.

Dnia 15 sierpnie uczciłem 50 rocznicę legendarnego festiwalu muzyki wszelakiej, którego atmosfera przypominała piosenkę Johna Lennona Give Peace a Chance. 

Podczas trzech dni, no prawie czterech, młodzi Amerykanie chcieli uwierzyć w możliwość zmian w społeczeństwie, zbudowanym na micie niepokonanej armii, która walcząc w imię dobra absolutnego, zrzucała tysiące bomb z napalmem, paląc żywcem niewinnych mieszkańców wiosek i miasteczek odległego od USA o prawie 14 000 km Wietnamu. Ale nie tylko o Wietnamie mówiono ze sceny. Festiwal rozpoczął czarnoskóry pieśniarz Richie Havens, który w swojej przejmującej pieśni Freedom upomniał się o sprawiedliwość i równość społeczną dla wykluczonych i prześladowanych. 

Kiedy dzisiaj słucha się jego pieśni Freedom, trudno jest nie porównywać treści tego hymnu o wolności i samotności z ziejącą pustką muzyczną produkcją, która zalewa nasze stacje radiowe i telewizyjne. 

Richie Havens, o którym już nikt w Polsce nie pamięta , schodząc ze sceny, odtańczył rytualny taniec jak prawdziwy szaman wierzący w możliwość zmian. Po tym występie przeszła trwająca trzy dni lawina uzdolnionych muzyków. Wzruszający był także występ Joan Baez. Kiedy mówiła o swojej ciąży i mężu cierpiącym w jednym ze stanowych więzień, kilkuset tysięczny tłum zamilkł jak na mszy. Ale najważniejsze wydarzenie miało dopiero nastąpić. W poniedziałek świtem bladym, kiedy już część słuchaczy wracało do domów, niektórzy podejmując decyzję o spaleniu karty powołania do armii, na scenę wtoczył się niejaki Johny Allen Hendrix. Człowiek, który odważył się w swojej szalonej improwizacji gitarowej stworzyć najbardziej przejmujący protest song w historii muzyki. Zniszczy kilkoma akordami mit o heroizmie zabijania niewinnych ludzi w słusznych wojnach. W swoją interpretację hymnu USA wplecie dźwięki odtwarzające lecące samoloty B-52 i wybuchy bomb z napalmem. Do tego tła dogra rozdzierający terkot karabinów maszynowych, który obudzi Amerykę z letargu i wstrząśnie mitem o nienaruszalności narodowych symboli. Ze środowisk bliskich militarystycznym koncernom zbrojeniowym oraz weteranów mienionych wojen otrzyma obelgi i groźby procesów. To pokolenie Woodstock podjęło próbę zmiany społeczeństwa, które, opętane misją zaprowadzania porządku na świecie, doprowadziło do wojny, w której zginęły miliony niewinnych ludzi.

Kilka lat po tym legendarnym festiwalu, do naprawy amerykańskiego społeczeństwa przyłączą się dziennikarze z pokolenia Woodstock pracujący w Washington Post. Był rok wyborczy 1972, dwóch odważnych dziennikarzy doprowadzi do ujawnienia afery znanej jako Watergate. Ponieważ w latach 70. nie było programu Pegasus, wiedzę o opozycji władza zbierała, posługując się nielegalnymi podsłuchami telefonicznymi. Skandal doprowadzi, pomimo prób ingerencji tajnych służby, do dymisji prezydenta USA Richarda Nixona. Afera Watergate jest dzisiaj akademickim przykładem metod stosowanych przez władze do celów politycznych. Sędzia John Sirica oraz komisja śledcza powołana do zbadania afery wskaże na nadużycie władzy , próby ingerencji w przebieg prac śledczych sędziego i policji, nielegalne podsłuchy etc.. .
Chociaż Hendrix już nie żył, to echo jego hymnu dalej rozbrzmiewało w uszach młodych Amerykanów spragnionych pokoju, miłości i państwa prawa. Paradoksalnie slogan kampanii wyborczej prowadzonej przez partię Richarda Nixona w 1972 roku brzmiał dziwnie swojsko LAW AND ORDER (PRAWO I PORZĄDEK)

Polska nie jest Ameryką i nasz festiwal w Kostrzynie nie ma już w nazwie legendarnego wydarzenia, ale za to mamy wyroki skazujące jego organizatora. Porównując naszą polską rzeczywistość do tej amerykańskiej, można tylko stwierdzić, że tam prezydent miał problemy, a u nas ma je organizator festiwalu. Program Pegasus z pewnością przyczyni się do transparentności wyborów i doprowadzi do zapanowania wszelkiego dobrobytu w atmosferze prawa i porządku. Młode pokolenie nie słucha pieśni Jimi Hendrixa, Joan Baez, a uwiedzione przez disco polo organizuje marsze, a nie festiwale peace and love. 

Już w 1964 roku Bob Dylan śpiewał The Times They Are a-changin, ale do młodego pokolenia  ona jeszcze nie dotarła.  

Wyszukaj w blogu: