W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Ambrożego, Florentyny, Gawła , 16 października 2019

Kamiński pokrył Sujaka

2019-09-21 18:51:39, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: Miasto,

Wierzę dziennikarzom radia Zachód i „Gazety Lubuskiej”, że najczęściej dochodzi do wypadków na drodze 27 z Zielonej Góry przez Żary do granicy państwa w Przewozie. I na drodze 32 z Zielonej Góry do Gubina, od której odchodzi droga 29 przez Krosno Odrzańskie do granicy w Słubicach. Dlaczego? Nie natknąłem się na wyjaśnienia. Komentarze osób pytanych o powód tego, to: gadanie przez telefon komórkowy, śliska jezdnia, nadmierna prędkość. Moim niefachowym zdaniem sprawcami tego są kobiety stojące na poboczach w kusych spódnicach, obcisłych sukienkach, z wielkimi dekoltami, kopcące papierochy, na pierwszy rzut oka z dolewką krwi południowoeuropejskiej. Oraz kandydaci najpierw na radnych, później na eurodeputowanych i teraz na parlamentarzystów.

Na początku tego tygodnia jechałem do Krosna tak, jak nakazują przepisy. Zresztą szybciej się nie dało, ponieważ nie tylko ja chciałem być w kursie dzieła. Tylu kandydatów na posłów i senatorów, ilu spotkałem na tej drodze, w życiu nie widziałem, a przeżyłem ludową Polskę, wszystkie rządy od Mazowieckiego do Szydły i mam nadzieję usłyszeć o klapie ekipy, która uważa się za dobrą zmianę. W każdej wiosce niemal na każdym płocie widziałem podobizny kandydatów. Większość wisiała na płotach. Nawet na tych szczerbatych. Wszystkie na jedno kopyto, jakby wykonane w tej samej drukarni, gdzie oprócz imienia i nazwiska, numerków i nazwy komitetu były wizerunki. Niektóre wizerunki z wyraźnym udziałem fachowca od retuszu. Żeby przeczytać to, co było obok podobizn kandydatów, jechałem wolno. To znaczy: jechałem wolno, patrzyłem przed siebie i zerkałem na podobizny kandydatów. Nie spowodowałem wypadku, mimo że na gorąco lęgły się w mojej mózgownicy pytania. Na przykład takie. Dlaczego w południowej części regionu, to znaczy we wsiach, przez które jechałem z Zielonej Góry do Krosna Odrzańskiego, nie było podobizn gorzowian: Jerzego Wierchowicza, Tomasza Kucharskiego, Elżbiety Płonki, Sebastiana Pieńkowskiego, Anny Dębickiej, Wandy Szumnej, Jarosława Porwicha, Eugeniusza Rożka, Leszka Sokołowskiego, Michała Szmytkowskiego, Pawła Kamrada, strzelczanina Jana Świrepy, kostrzynianki Ewy Och, Krystyny Sibińskiej i Witolda Pahla z Chwalęcic, Danuty Malinowskiej z Sulęcina. Nie chcą, aby mieszkańcy okolic Zielonej Góry na nich głosowali czy wierzą, że są aż tak pewni, że wystarczy im głosów wyborców z okolic Gorzowa? Innego zdania jest Władysław Dajczak, którego podobizny wiszą nie tylko na płotach wzdłuż dróg 32 i 29, ale i przy drogach w Zielonej Górze. A tak przy okazji pytam Marka Asta, czy ma jeszcze dwóch braci, którzy nie tylko że są do niego podobni, ale i noszą identyczne okulary, identyczne krawaty, przechylają głowy w tę samą stronę i są pierwsi na liście PiS? To pytanie zadaję w związku z trzema podobiznami Marka Asta wiszącymi na rusztowaniu blisko ronda Urbana I Patrona Miasta w Zielonej Górze. Ast koło Asta i jeszcze trzeci Ast. To na którego głosować? Zresztą takie same podobizny widziałem w innych miejscach południowej stolicy regionu. Zastanawiam się, dlaczego Jerzy Materna i Zbigniew Kościk są razem na większości plansz. Maternę rozumiem, pochodzi z Babimostu, a to prawie Wielkopolska, oszczędność ma we krwi. Kościk urodził się w Lubsku. I jeszcze to. Dlaczego na przykład Fedak jest Jolą? Jako wicemarszałek, jako minister, nawet jako sekretarz miasta Krosna była Jolantą. To co, jeśli zostanie posłanką, powinienem się do niej zwracać: Jolu? Stanisław Tomczyszyn, kandydat na posła z tego samego komitetu co i Fedak, powiedział, że w Zielonej Górze był Władek Kosiniak-Kamysz. Kiedy Aleksander Kwaśniewski był prezydentem, wiele osób mówiło: Olek to, Olek tamto. Mówiło między sobą. Nigdy oficjalnie. Nigdy w obecności wyborców. Nie drażni mnie posługiwanie się zdrobnieniem w przypadku piosenkarzy, muzyków, aktorów, sportowców, licealistów, przedszkolaków, kumpli. Zwracanie się do posła: Jolu, Władku nie przejdzie przez moje usta. Dostrzegam w tym brak nie tylko powagi, lecz i kultury. I nie wobec osób, lecz funkcji, które w imieniu wyborców pełnią. A przez to i parlamentu. (Nie mam na myśli parlamentu ostatnich czterech lat.)

W pobliżu mojego domu stoi słup na ogłoszenia. Na początku września zawisły na nim plakaty z wizerunkami Jerzego Materny i Zbigniewa Kościka. Niedługo później dołączył do nich plakatowy Stanisław Iwan. Potem zawisły podobizny Radosława Sujaka. Dziś rano portrety Krystiana Kamińskiego zakryły te wcześniejsze.

Wyszukaj w blogu: