W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Ambrożego, Florentyny, Gawła , 16 października 2019

Dobrobyt właśnie od tych firm zależy

2019-09-28 17:37:47, Autor: Augustyn Wiernicki | Kategorie: Miasto,

Jesteśmy ciekawi co nam oferują poszczególni politycy, co nam zamierzają zafundować po wygranych wyborach.  Z tego wyborczegokoncert życzeń, z treści programów mamy szansę zorientować się, jaka filozofia leży u podstaw tej wyborczej twórczości. A to wystarczy byśmy mogli zrozumieć czy możemy spodziewać się czegoś lepszego, czy będzie jak dawniej… Najpierw trzeba się z tymi programami zapoznać, znaleźć wersję aktualną, bo co niektóre partie zmieniają swoje wyborcze oferty jak w kalejdoskopie.

Dotarłem do programów PiS i Koalicji Obywatelskiej; przeczytałem obydwa w połowę dnia.  Chciałem je porównać, ale ich porównać się nie da. Koalicja Obywatelska ma program bardzo ogólnikowy i policzyłem, że składa się z 311 hasłowo zapisanych obietnic. Tego programu nie da się rzetelnie ocenić, gdyż jest to zbiór niewiele uzasadnionych życzeń. PiS ułożył swój program wyborczy inaczej, wyraźnie odcina się od neoliberalizmu, podkreśla aktywną rolę rządu w budowaniu podwalin pod program: „Polska droga do dobrobytu”. Na 230 stronach rozwijana jest koncepcja  modelu rozwoju Polski z możliwością szybkiego dogonienia Zachodu i stworzenia Polakom porównywalnych warunków życia, choćby jak w Niemczech. Ten program PiS znacznie łatwiej się czyta, bo część jego założeń już jest wdrażanych do realizacji, on trafia w społeczne oczekiwania, wypełniony troską o człowieka  pisany jest w klimacie patriotycznych i tradycyjnych wartości. Nie ma w nim ideologicznycheksperymentów i postnowoczesnych poglądów. Nie można tego samego powiedzieć o programie KO; ten jednak liberałom może się podobać, w nim wyczuwa się rządy „niewidzialnej ręki rynku”, mało tam takiej bezwarunkowej troski socjalnej o najbiedniejszych, o małe polskie firmy, o polski kapitał, a już w ogóle nie ma tam takich pojęć jak repolonizacja czy interes narodowy. Jest to typowy liberalny program z oszczędnym zabarwieniem socjalnym. Uważam, że ścierają się  tu dwie odmienne koncepcje rozwoju społeczno-gospodarczego; jedna liberalna oparta o bezduszne prawa rynku, i ta druga PiS-owska też rynkowa, ale z dawką interwencjonizmu państwowego na korzyść bardziej sprawiedliwej dla wszystkich redystrybucji efektów gospodarowania.

Wszystkie przedwyborcze badania opinii  publicznej wskazują na zwycięstwo PiS; widocznie ta koncepcja bardziej przekonuje tą część społeczeństwo, która oczekuje troski Państwa o najsłabszych, o małych przedsiębiorców i narodowy kapitał. Przy tych dwóch koncepcjach modelu  społecznego równolegle tworzone są też odmienne koncepcje funkcjonowania gospodarki. Wspomnę tylko, że ta PiS-owska charakteryzuje się zdecydowanie większym udziałem państwa w kształtowaniu stosunków gospodarczo społecznych. Kraje o najwyższej dynamice rozwoje na świecie; Japonia, Niemcy, Szwecja, Norwegia czy  współczesne Chiny, potwierdzają ten kierunek roli państwa w modelowaniu i pobudzaniu gospodarki, oraz troski o społeczeństwo. Z tego też punktu widzenia należy się przyjrzeć programowi PiS jako temu, który ma największe szanse być realizowany po wyborach. Musimy wiedzieć, czy mamy się czego obawiać, czy nastawić się optymistycznie. Ten program rozwoju Polski będzie zapewne realizował Rząd premiera Mateusza Morawieckiego przez najbliższe cztery lata. Do budowanej koncepcji polskiego modelu gospodarki przez premiera Morawieckiego, jako bankowca i znawcę zagadnień finansowych, mam spore zaufanie. To zaufanie umacniają we mnie wprowadzane w Polsce trafne, sprawdzone w innych krajach, koncepcje polskiego sektora finansowego i odbudowywania narodowych fundamentów kluczowych gałęzi przemysłu, rolnictwa, sektora usług, rozwoju nauki i  innowacyjnej gospodarki, niezależności energetycznej, budowania sojuszy międzynarodowych z udziałem wyszehradzkich sojuszników, a  na naszych oczach powstaje sojusz gospodarczy i militarny ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki. Trudno zaprzeczyć tej koncepcji nowego modelu Polski z silnym jej miejscem w Europie; ma to swoją logikę i uzasadnienie. Właściwie nikt innych tego rodzaju koncepcji Polski nie proponuje, więc alternatywy praktycznie nie ma.

Wszystko podporządkowanejestkoncepcji państwa dobrobytu. Ta koncepcja powstawała w Europie na fali sprzeciwu wobec drapieżnego i niesprawiedliwego wolnorynkowego kapitalizmu XIX i XX w. Ekonomiści z chrześcijańskich szkół ekonomicznych, ale też tych socjaldemokratycznych, poszukiwali nowych dróg rozwoju które prowadziłyby w kierunku państwa ideału sprawiedliwości społecznej. Praktyczna realizacja tych ideałów, które najczęściej próbowały budować partie socjaldemokratyczne, na krótko poprawiały byt pracownikom, jednak nie przynosiły oczekiwanych efektów sprawiedliwości społecznej. Elity władzy wywodzące się z lewicowych sił politycznych najczęściej same przywłaszczały sobie efekty tych początkowo pozytywnych zmian. Próby budowy państwa dobrobytu podejmowali też komuniści, ale ten model rozwoju przerodził się w totalitarne prześladowania chrześcijan i opozycjonistów, a wypaczenia zaszły tak daleko, że trzeba było go zaprzestać po kilkudziesięciu latach ateistycznego eksperymentu na„niewdzięcznej” klasie robotniczo-chłopskiej. To musiało się źle skończyć. Po ponad stu latach funkcjonowania wolnorynkowego i „żarłocznego” kapitalizmu było jasne, że ten model bogacenia się jednych kosztem tych ciężko pracujących i wyzyskiwanych dobiega końca. Współczesne państwa dobrobytu oparły swoją drogę rozwoju na teorii z roku 1942 brytyjskiego ekonomisty W. Beveridge,a. Ekonomista ten argumentował, że państwo powinno podjąć działania redystrybucyjne na wielką skalę w celu ochrony obywateli przed zagrożeniami losowymi i ochrony ich godziwej egzystencji. W ramach ochrony socjalnej państwo powinno zapewnić: opiekę zdrowotną, emerytury, renty, mieszkania, ubezpieczenia społeczne, i godziwą płacę, a ludzi należy objąć opieką „od kołyski aż po grób”. Te koncepcje znalazły poparcie w wielu krajach Europy. Powstało jednak pytanie, na ile państwo powinno wyręczać obywatela, czy aby już nie dochodzi do bariery wydolności ekonomicznej z tytułu rozbudowanej pomocy społecznej. Ten problem dotychczas nie został rozstrzygnięty. Nie potrafiono tam rozwiązać choćby problemu spowolnienia gospodarczego, jak i presji na wydatki socjalne. Spowodowane to było przede wszystkim odejściem od zasady pomocniczości w polityce społecznej, erozji  etyki pracy i podstawowych naturalnych wartości. Wiele lat temu na swoją drogę trwałego rozwoju weszły i budują dzisiaj dobrobyt społeczeństwa m.in. Stany Zjednoczone Ameryki, Wielka Brytania, Kanada, Japonia, Korea Południowa, Australia, Niemcy, Szwajcaria, Norwegia, Holandia, Belgia, przede wszystkim Szwecja, a od niedawna także Chiny. One wszystkie charakteryzują się podobnym modelem gospodarki i ekonomii społecznej, choć w szczegółach nieco są odmienne. Widzimy, że Polska też na tą drogę do lepszego jutra wchodzi z programem „Polskiej drogi do dobrobytu”. Nie powinniśmy jednak przyjmować ekonomiczno-gospodarczych koncepcji wraz z ich kompletem błędów i wątpliwych rozwiązań.

Ważne,  że nie opieramy swej drogi rozwoju na wytycznych Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego. Ich koncepcje tworzone w interesie finansjery światowej już niejedno państwo wyprowadziły na manowce. Własną drogą poszła Korea Południowa, a dzisiaj jest dwunastą gospodarką świata. Polska też musi iść swoją drogą rozwoju do dobrobytu, opartą o ugruntowane historycznie wartości.„Państwo musi być aktywne, (…) solidarne państwo i przedsiębiorcze państwo to droga ku przyszłości” - stwierdził premier Morawiecki.Cały ten dotychczasowy pakiet socjalny: 500+ na każde dziecko, trzynasta i zapowiedziana czternasta emerytura dla seniorów, 500+ dla niepełnosprawnych wymagających stałej opieki,  wyrównanie dopłat dla rolników i podwyższenie płacy minimalnej od nowego roku do poziomu 2600 zł, a w następnym roku do 3 tysięcy rozpoczyna ten marsz do lepszego życia. Szczególnie ważny jest tu aspekt podwyżki płacy minimalnej, której poziom wymusi wiele zmian w ustalaniu polityki zatrudnieniowej i płacowej w przedsiębiorstwach. Liberalni politycy utrwalili pewien stereotyp polskich pracowników, którzy w ich mniemaniu muszą być zawsze tańszy od pracowników zachodnich. Często się mówiło, że wygrywamy tanią siłą roboczą. Na zachodzie też o Polakach mówiono, że są tanimi robotnikami z Polski. Pamiętamy, jak masowo młodzi i różni fachowcy wyjeżdżali z Gorzowa do Niemiec, Irlandii, Anglii, Norwegii czy Włoch. Ubyło nam w mieście ok. 5 tysięcy mieszkańców. Dzisiaj jeszcze odczuwamy brak tych fachowych rąk do pracy, choćby przy rozkopanych ulicach Gorzowa. Dobrze premier Morawiecki powiedział: „Rozwój oparty przede wszystkim na taniej sile roboczej to droga donikąd. Efektem takiej właśnie polityki była wielka emigracja. Po 2004 roku wyjechało z Polski od półtora do dwóch milionów obywateli!” Pamiętamy ten exodus na zachód, na popularne ”zmywaki”. Wyjeżdżali dobrzy fachowcy, inżynierowie, kucharze i murarze, a przysłowiowy hydraulik robił na zachodziefurorę i siał postrach na rynku pracy. „Ta polityka doprowadziła do powstania błędnego koła – pracownicy nie byli doceniani finansowo, a pracodawcom nie opłacało się w nich inwestować. Utknęliśmy w pułapce średniego rozwoju” - mówi premier Morawiecki. Podwyższenie płacy minimalnej doprowadzi do upodmiotowienia tych pracowników, którzy ledwo co wiązali koniec z końcem. Jest to też „głęboka zmiana filozoficzna” w naszej polskiej gospodarce. Pracownik powinien zarabiać więcej niż minimalna płaca, bo musi go też stać na godne życie rodziny, na dobry urlop, na własny solidny samochód. Żeby jednak ten poziom utrzymać  to równolegle musi się przynajmniej w tym płacowym tempie rozwijać poziom efektywności przedsiębiorstw. W innym przypadku Polska poniosła by poważną porażkę tej koncepcji „Polskiej drogi do dobrobytu”. Aby się tak nie stało, premier Morawiecki ogłosiłPakiet dla Przedsiębiorców, który był bardzo oczekiwany przez środowiska pracodawców. W pierwszym jego punkcie wskazał na zapowiedź niższej średnio o 500 zł składki na ZUS dla przedsiębiorców, których przychód wynosi poniżej 10 tyś. zł miesięcznie, a dochód osiągają poniżej 6 tyś. zł”. Jest to doskonała pomoc dla małych firm, najczęściej jedno-dwuosobowych. Niemcy dzięki małym i średnim firmom należą do największych globalnych eksporterów. Ich dobrobyt właśnie od tych firm zależy.  „Jeśli chcemy budować polski kapitał, jeśli chcemy, by zyski zostawały w naszym kraju, jeśli przywiązujemy wagę do tego, czyja jest własność w naszej gospodarce, to powinniśmy wspierać właśnie małe i średnie firmy”- powiedział premier Morawiecki. Rząd w swojej dotychczasowej polityce gospodarczej skupiał się też na walce z patologiami, takimi jak mafie VAT-owskie i to niosło ulgę nie tylko budżetowi państwa, ale wszystkim uczciwym podatnikom i przedsiębiorcom, dla których podatkowi oszuści, wyłudzacze podatków, stanowili nieuczciwą konkurencję. Tymi i kilkoma innymi decyzjami Rząd Mateusza Morawieckiego wprowadził na rynek dodatkowe pieniądze, wzmocnił stronę popytowa gospodarki, a Pakietem dla Przedsiębiorstw umacnia ich efektywność finansową i produkcyjną. Ten model Morawieckiego będzie w końcu gwarantem normalnego rozwoju przy 4,4 % wzrostu PKB w 2019 roku i z równie dobrą perspektywą na następne lata. Jestem przekonany, jeśli nikt temu nie przeszkodzi, że ta droga zmian poprowadzi Polaków na „Polską drogą do dobrobytu”. Dzisiaj widzę, że jest to nie tylko realne w najbliższych latach, ale ten marsz do dobrobytu już się rozpoczął.

Wyszukaj w blogu: