W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Ambrożego, Florentyny, Gawła , 16 października 2019

Zbieram dla Dzidzi

2019-09-28 18:18:11, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: Miasto,

Na ogół nie odbieram telefonów od osób nieznanych. Tym razem coś mnie podkusiło, żeby wcisnąć zieloną ikonkę. Po tamtej stronie odezwał się kobiecy głos. Czy pan Siatecki? Potwierdziłem. Ten sam głos zaczął opowiadać o Dzidzi, bardzo chorej, jeszcze prawie dziecku. Jedynie operacja w Stanach może naprawić jej zdrowie. Głos spytał, czy wiem, ile dolarów trzeba zapłacić za taką operację. Chciałem odpowiedzieć, że nie mam pojęcia, gdy głos dodał: Tylko dobre serce takich jak pan pozwoli Dzidzi cieszyć się życiem. Żeby tak się stało, powinienem podać adres, pod który ten głos wyśle już wypełniony blankiet. Ja oczywiście zaniosę blankiet na pocztę i wpłacę wskazaną sumę pieniędzy na podane konto. To wydało mi się podejrzane, dlatego zacząłem od pytania: czy Dzidzia do Zdzisława/Zdzisław? Ile Dzidzia ma lat i dlaczego operacja nie może być przeprowadzona w Polsce? Później chciałem się dowiedzieć, skąd dzwoniąca ma numer mojego telefonu i zna moje nazwisko. Odpowiedziała, że w Polsce jest tyle dobrych ludzi, którzy nigdy nie odmawiają pomocy. Najpierw proszę podać źródło, próbując sobie przypomnieć, któremu bankowcowi, konserwatorowi pieca centralnego ogrzewania, kominiarzowi, inkasentowi gazowemu i elektrycznemu podawałem swoje dane. Nie usłyszałem konkretnej odpowiedzi. I już byłem pewien, że wołanie o pieniądze dla Dzidzi jest najnowszą wersją metody wyłudzania pieniędzy na wnuczka, na policjanta, na listonosza, na sprzedawcę tanich kosmetyków itd. Wcisnąłem więc czerwoną ikonkę.

Nie byłem jedynym, od którego kobiecy głos domagał się pieniędzy dla Dzidzi. Tego samego dnia z identyczną prośbą także kobiecy głos zwrócił się do mojego kolegi. Kolega powiedział, że da pieniądze, ale nie osobie prywatnej, a fundacji czy stowarzyszeniu, które prowadzi zbiórkę na rzecz potrzebujących. Usłyszał, że jest naiwny, jeśli daje fundacji, bo dopiero tam kradną.

Może puściłbym to zdarzenie mimo uszu, gdyby nie informacja prasowa sprzed kilku dni. Sprawa dotyczyła zbiórki pieniędzy po wypadku drogowym w Oświęcimiu w lutym 2017 r. Wtedy fiat seicento zderzył się z rządową limuzyną, w której siedziała premier Szydło. Niedługo po wypadku znalazł się ktoś, kto ogłosił zbiórkę pieniędzy. Napisał, że celem akcji jest „uzbieranie kwoty potrzebnej na zakup nowego auta marki Fiat Seicento. Auto, które zostało uszkodzone, to rocznik 98-2000 według ustaleń Klubu Miłośników Fiata Seicento. Ceny takiego auta wahają się od 3,5 tys. zł do 5 tys. zł, w zależności od przebiegu i jego stanu. Zależy mi, aby młody chłopak mógł kupić auto w pełni sprawne, bez podejrzanej historii, ukrytych wad itp.”. Organizator akcji zebrał 150 tys. zł, ale tych pieniędzy nie dostał kierowca fiata seicento, bo organizator wydał je na własne potrzeby. Co ważne i z mojego punktu widzenia niezrozumiałe, prokuratura nie dopatrzyła się w tym przestępstwa. Według prokuratury, stało się tak, jak było w regulaminie zbiórki. Wniosek: winny jest nie oszust organizator akcji, lecz ci, którzy mu zaufali, bo dali się nabrać.

Od kiedy weszły w użycie plastikowe kartoniki, nie noszę gotówki w kieszeni. W sklepach posługuję się plastikami, pieniądze za usługi fachowców przelewam na ich konta w banku. Nie mam gotówki, nie daję więc tym, którzy wyciągają ręce. Nie daję, po pierwsze, bo nie mam pieniędzy w kieszeni. Nie daję, po drugie, bo tego nauczył mnie jeden taki, któremu dawałem. Ten, któremu często dawałem pieniądze, będąc przekonanym, że daję na zupę i chleb, dokładał się do kumpli, a ci szli do sklepu po najtańszą nalewkę. Po większym piciu mojemu „utrzymankowi” wypsnęło się, że on, gdyby pracował i miał pieniądze, nikomu by nie dawał. Każdy może pracować, a kto nie może, to z głodu nie umrze, bo są stołówki organizacji charytatywnych. Wyspać się można w noclegowni. To i przestałem go utrzymywać, mimo że kiedyś był moim kolegą z pracy.

Raz w roku wysyłam sms pod numer wskazany przez Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Tak długo, jak długo będzie się udawało Jerzemu Owsiakowi prowadzić tę akcję, będę z  jego dziełem. Tę odzież, której już nie noszę, której nie nosi moja żona, a bywa, że i której nie noszą inni moi bliscy, wywożę do magazynu Caritas.

Zdaję sobie sprawę z tego, że nie odpowiadając na prośby o pieniądze, nie wspieram tych wszystkich, którzy są odważni i proszą o pieniądze. Że nie wszyscy proszący są złodziejami. I że takie zachowanie jest z krzywdą dla słabszych. Pomogę, jeśli będę przekonany, że trzeba pomóc.

Wyszukaj w blogu: