W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Janusza, Marii, Reginy , 21 listopada 2019

Depresja nad Wartą

2019-10-27 12:22:12, Autor: Leszek Sokołowski | Kategorie: Miasto,

Wybory parlamentarne dla Gorzowa były – jak można było przypuszczać – bardzo twardym lądowaniem. Jako jedyne miasto wojewódzkie mamy ogromny kłopot z tożsamością polityczną, bo autorytetów w tej dziedzinie życia zwyczajnie brak, a ci, którzy mają zadbać o rozwój miasta będą od 12 listopada zajmować się głównie sobą.

Do Sejmu w 2015 r. wysłaliśmy posłów, którzy mieli szansę pokazać dbałość o miasto, a efektów tych działań zwyczajnie nie widać. Nie od dziś wiadomo, że najlepszymi ambasadorami w Warszawie dla Gorzowa są właśnie parlamentarzyści. To oni swoim działaniem mają być katalizatorem inwestycji poprzez właściwy lobbing i zabiegi na rzecz konkretnych rozwiązań. Mitem jest konstytucyjny zapis, że mandat parlamentarzysty jest „generalny”, bo tak jak w polityce zagranicznej czy obronności powinniśmy działać ponad podziałami tak w przypadku „,małych ojczyzn” jest zwyczajna i prosta walka o jak najlepszy byt miasta i regionu, z którego pochodzimy. Tak właśnie wyglądają zasługi poszczególnych „wybrańców narodu”, którzy są tłem dla polityki ogólnokrajowej.

Miniona kadencja pod względem ilości „gorzowskich” posłów była zdecydowanie lepsza, ale ilość nie przełożyła się na realny efekt jakim byłoby podniesienie jakości życia dla mieszkańców. Jeśli obedrzeć rzeczywistość z fasady jakim była ilość odwiedzin prominentnych polityków PiSu w gorzowskich mediach i na lokalnych uroczystościach to realnych działań dających progres dla zmian nie widać. Oczywiście krytycy takiego myślenia mogą podkreślać, że Gorzów był jednym z pierwszych miast, w których zaczęto wypłacać pierwsze transze transferów socjalnych lub właśnie w naszym mieście podniesiono rangę uczelni poprzez zmiany ustawowe, a nie przesłanki merytoryczne. Takie działania nie podnoszą jakości, a powodują, że gorzowianie czują się bezpiecznie i komfortowo w strefie, która odstaje od reszty rozwijających się regionów. Można rzec krótko: „biednie, ale stabilnie” lub bardziej swojsko „bidnie, ale solidnie”. I tak rządy PiSu w kraju sprowadziły Gorzów z poziomu podmiotu do roli przedmiotu – głównie rozgrywek politycznych. Oczywiście to nie tylko wina decydentów, bo indolencja władzy w Warszawie przekłada się bezpośrednio na władze samorządowe. Wyjazd do Brukseli Elżbiety Rafalskiej był dla władz Gorzowa katastrofą. Tak jak można było liczyć do tej pory na pomoc pośrednią lub bezpośrednią (przypadek hali sportowej, która ma być choć tryb przypuszczający jest uprawdopodobniony) tak obecni reprezentanci PiSu w Warszawie z mniejszym lub większym związkiem z Gorzowem to już nie ta liga. Brat biskupa będzie posłem zasiadającym prawie na samej koronie sali plenarnej, a więc bez realnego wpływu na bieżącą politykę – także w sferze inwestycji. Natomiast lekarka, która zdobyła dziesięć tysięcy głosów nie będzie ani ministrem ani nie będzie miała żadnego wpływu na kreowanie polityki państwa. Właśnie dlatego kim jest, bo obecna władza właśnie lekarza tylko odrobinę lepiej traktuje od nauczyciela. Dość powiedzieć jaką pozycję miał w rządzie Konstanty Radziwiłł, a dziś ma Łukasz Szumowski, żeby wiedzieć jak istotna jest dla rządu kwestia ochrony zdrowia. W Sejmie dla Gorzowa PiS na minus.

Największa partia opozycyjna w Polsce z Gorzowa wprowadza posłankę – już zawodową – zasiadającą trzeci raz. Gdyby chcieć zmierzyć zasługi posłanki Krystyny Sibińskiej dla Gorzowa ilością zelektryfikowanej linii 203 to byłyby one poniżej obiektywnej oceny. Dopiero rządy obecnej władzy doprowadziły do remontu dworzec w Gorzowie i estakady kolejowej, ale o elektryfikacji wciąż cisza choć jak na wielu konferencjach podkreślała to sprawa największej wagi. Życie w opozycji ma swoje ograniczenia, ale w lubuskim mamy samorząd z PO. Jeśli nie można w Warszawie to spróbujmy w Zielonej Górze. Tu sukcesu też nie ma, bo jeśli nie współpracuje się z marszałek Elżbietą Polak, a rywalizuje z nią to trudno o korzyść dla Gorzowa. O debiutancie z Ośna Lubuskiego możemy powiedzieć tyle, że to naukowiec i człowiek o wielkiej pasji do...botaniki. Mieliśmy już posła z PO – specjalistę od entomologii – i już go nie ma. Oby kariera polityczna obecnego naukowca z Ośna była bardziej okazała. Nie trzeba wiele, bo jeden sukces już będzie przewyższał dokonania poprzednika. I na tym koniec, bo dwaj pozostali reprezentują interesy Zielonej Góry i tak zostanie. Mamy, więc gorzowską samotną wilczycę po drugiej stronie sali sejmowej w...dziewiątym rzędzie od dołu. Minus za bycie w drugim/trzecim szeregu opozycji i minus za jeden mandat.

Czasy, w których z Gorzowa mieliśmy dwóch posłów na Sejm z SLD już nie wrócą, a właśnie nadeszły takie, w których nie tylko nie mamy posła, ale także nie mieliśmy kandydata z – wciąż – największej partii lewicowej w Polsce. To, że Sojusz Lewicy Demokratycznej zrobił sobie krzywdę nad Wartą wie doskonale sam i tylko refleksja oraz samokrytyka, a następnie honorowe poddanie się wewnętrznej weryfikacji wyczyści atmosferę. Trudno w sytuacji elekcji Bogusława Wontora pokusić się o marzenie, że nagle zapała on miłością do Gorzowa skoro przez ponad dekadę Gorzów służył tylko nabijaniu słupków poparcia w kolejnych wyborach. Nadzieją gorzowianie mogą obdarzyć debiutantkę na Wiejskiej dr Anitę Kucharską – Dziedzic. To opolanka związana z grodem Bachusa prywatnie, a więc do Zielonej Góry ma bliżej, ale czy to znaczy, że także politycznie? Wybory na lewicy pokażą czy Gorzów będzie miał na kim oprzeć się, bo to, że zapadać będzie się dalej nie mam wątpliwości. Proces, który – na własne życzenie – trwa nie zakończy się z pewnością. Można go jedynie spowalniać i przygotowywać się odpowiedzialnie na uderzenie o dno.

Krajobraz po bitwie parlamentarnej dla naszego miasta jest fatalny. Nie powinniśmy mieć złudzeń co do przyszłości. Im szybciej zrozumiemy gdzie jesteśmy tym lepiej dla nas i dla naszego miasta. Ci, którzy mają autorytet polityczny w Gorzowie pozostają na swoich miejscach nie wzmacniając zaplecza  niewiele mogą zrobić. Ci, którzy nie mają nic próbują złapać się burty i krzyczeć „płyniemy”. Zdecydowana większość jednak nie ma nadziei na nic i tak to będzie trwało kolejne cztery lata...

Wyszukaj w blogu: