W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Delfiny, Marii, Wirginiusza , 8 grudnia 2019

Wrócił red. Daniel Jung

2019-11-15 10:04:43, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: Miasto,

Na stronie http://oficynka.pl/pl/p/Zaproszenie-na-smierc-Alfred-Siatecki/718 jest zapowiedź mojej najnowszej powieści „Zaproszenie na śmierć”. Wydawca¸ a jest nim gdańskie wydawnictwo Oficynka¸ na ostatniej stronie okładki umieścił taką informację: „Bezlitosny szlak mordercy. W apartamencie profesora inżynierii biomedycznej Bolesława Witkowskiego znaleziono zwłoki kobiety, a on sam znika bez śladu. Komisarz Syski zaczyna drobiazgowe śledztwo. Dochodzi jednak do kolejnych brutalnych morderstw, a sprawa coraz bardziej się komplikuje. Na pomoc policji przychodzi Daniel Jung”. „Zaproszenie...” jest moją czwartą powieścią z red. Jungiem w roli głównej. Książka ukaże się do 5 grudnia może być Mołajkowa i pod choinkę. Jej akcja dzieje się po obu stronach Odry¸ tu i teraz. Oto fragmencik:

Kiedy wszyscy mieli trochę więcej w czubach, Vanessa, żona Adama Kulschmanna, poszła do toalety albo odpocząć w domku. Niedługo jej śladem wybrał się tam profesor. Wokół ogniska toczyła się dyskusja wzmacniana dawkami alkoholu, więc raczej nikt nie zastanawiał się, dlaczego Vanessa tak długo nie wraca. Powiedziałem do pani Celiny, że sprawdzę, co się z nią dzieje, bo może źle się poczuła i trzeba jej pomóc. Za dużo wypiła, a większość Niemek ma kiepską głowę do mocniejszego alkoholu w ilości większej niż naparstek. ‒ Syski sięgnął po kubek z wodą. ‒ Vanessa czuła się lepiej niż dobrze ‒ powiedział doktor i lekko się uśmiechnął.

‒ Co to znaczy?

‒ Z jej gardła wyrywały się okrzyki, jakie... ‒ zerknął na Dominikę i zaraz uciekł wzrokiem, jakby się zawstydził ‒ wydają niektóre kobiety w trakcie odlotowego sam na sam z mężczyzną.

‒ Tym mężczyzną był Witkowski?

Letzki kiwnął głową.

‒ Vanessa Kulschmann jest współwłaścicielką firmy Kulsch Medizintechnik tuż za miedzą graniczną, w Gubenie. Drugim współwłaścicielem jest jej polski małżonek, notabene absolwent naszego uniwersytetu, wychowanek profesora Witkowskiego. Adam ożenił się z Vanessą może pół roku po śmierci jej pierwszego męża, założyciela firmy. Na mój nos nie Adam ożenił się z Vanessą, tylko Vanessa wzięła sobie Adama. Od początku to nie jest udane małżeństwo, ale ona potrzebowała mężczyzny, pod którego szyldem będzie robiła to, co zaczęła robić pod bokiem pierwszego męża. Vanessa jest lekarką z wykształcenia. Zanim wyszła za Kulschmanna, pracowała w Plastinarium. Wie pan... wiedzą państwo, co to jest?

Syski kiwnął głową, bo coś słyszał o tej instytucji, ale gdyby ktokolwiek poprosił go o opowiedzenie, co robi Plastinarium, odesłałby go do internetu.

‒ Szefie, niech pan doktor wyjaśni ‒ powiedziała Dominika do komisarza.

Letzki był tam dwa razy. Pierwszy raz z ciekawości, gdy przeczytał w gazecie, że niemiecki profesor Günther von Hagens, który opatentował plastynację, czyli jeszcze jedną metodę mumifikacji ciał zmarłych, po czterech latach poszukiwań lokalizacji umieścił placówkę w Gubenie. Drugi raz był w Plastinarium razem z uczestnikami konferencji na temat implantów ortopedycznych, zorganizowaną przez Kulsch Medizintechnik, gdy pojechał tam z profesorem Witkowskim. Nigdy nie obejrzał wszystkiego, mimo że Vanessa zachęcała go kilkakrotnie. Jej zdaniem ciało zmarłego poddane plastynacji ma wiele wspólnego z mumią, ale wygląda jak rzeźba, tym bardziej że oprócz lekarzy anatomów przygotowują je do pokazu plastycy. Obiekty prezentowane w Plastinarium powinni obejrzeć studenci medycyny i inżynierii biomedycznej.

‒ Właśnie umieszczenie Plastinarium w Gubenie spowodowało, że Kulschmann przeniósł swoją firmę spod Stuttgartu do tego miasta ‒ wyjaśnił Letzki. ‒ Nawiasem mówiąc, jedynym konkurentem Olemedu na rynku implantów ortopedycznych w środkowej Europie jest właśnie Kulsch Medizintechnik. Profesor Witkowski stoi w rozkroku, bo u jednych ma etat i poważanie, drugim nie odmawia pomocy, spodziewając się światowego uznania i nawet nominacji do Nagrody Nobla.

‒ Gdzie ma etat? ‒ zapytał Syski, oczekując potwierdzenia tego, co mu przekazał Araszkiewicz po powrocie z Olemedu.

‒ Oprócz uczelni jest na etacie w firmie doktora Stonogi. Jego nazwisko widnieje na liście ekspertów ministerialnych. Dostaje pieniądze za konsultacje w naszym szpitalu i jeszcze gdzieś. Kapusty, jak studenci nazywają pieniądze, mojemu szefowi nie brakuje. W ogóle to mógłby już być na emeryturze. Młodzi czekają na zwolnienie miejsca.

‒ A...? ‒ zaczął komisarz, ale doktor podniósł rękę na znak, że domyślił się, czego Syski nie rozumie.

‒ Kilka razy profesor próbował wciągnąć do łóżka Medeę, żonę Olka Stonogi, właściciela Olemedu, lecz ta jeszcze pamięta, komu ślubowała miłość, wierność i co tam jeszcze mówi się przed ołtarzem.

‒ Vanessa Kulschmann ma krótszą pamięć.

‒ Raczej ma niewielkie wymagania w łóżku ‒ syknął Letzki. ‒ Ponadto, co jeszcze jest tajemnicą, przygotowuje rozprawę doktorską. Jako promotora wskazała szefa naszego zakładu. Założę się, że za rok, dwa lata obroni dysertację, na czym najlepiej wyjdzie profesor Witkowski.

‒ Mógłby pan być niezłym śledczym ‒ orzekła praktykantka.

Doktor znowu się zaczerwienił i spuścił oczy na stół.

Syski pomyślał, że Letzki nie wszystko powiedział. Ukrył coś, co jest dla niego niekorzystne. Co to może być?

Wyszukaj w blogu: