W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Delfiny, Marii, Wirginiusza , 8 grudnia 2019

O co chodzi ?

2019-11-17 14:58:17, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Miasto,

Całkiem niedawno miałem okazję uczestniczyć w bardzo emocjonalnej dyskusji „starych” gorzowiaków. Wśród ludzi mających gorzowski staż liczony od 45 roku moje czterdzieści kilka lat obecności w naszym mieście nie wywoływało szczególnego wrażenia, dlatego przysłuchiwałem się rozmowie z należytą estymą i uwagą. A problem dotykał właśnie tego co jest esencją owej gorzowskowości, o której się tak wiele gada, dla której wywołuje się kosztowne, a nie zawsze efektywne projekty w rodzaju „Jestem stąd”, czyli szacunku dla naszej lokalnej tradycji, że o historii nie wspomnę.

Tematem  dyskusji była sprawa na pozór błaha, bo dotycząca uchwalonych właśnie przez gorzowskich radnych zmian nazw przystanków komunikacji miejskiej.

W naszej rozmowie staraliśmy się dociec co kierowało naszymi radnymi, że w ogóle podjęli tę uchwałę  i czemu właściwie miała ona służyć. Jestem właściwie dziwakiem niezbyt przystającym do dzisiejszych czasów bo ciągle wierzę w to, że radni działają dla naszego wspólnego dobra, że starają się rozwiązywać gorzowskie problemy, że ich działania prowadzą do tego, by żyło nam się lepiej, wygodniej  oraz co ważne, rozsądniej. Jednak moja wiara staje się coraz słabsza, gdy patrzę na radosną twórczość naszych rajców. Kwestia zmiany nazw gorzowskich przystanków staje się tego najlepszym przykładem. To oczywiste, że miasto będące żywym organizmem nieustannie się zmienia; powstają nowe osiedla, przeobrażeniom ulega infrastruktura, znikają fabryki i zakłady produkcyjne, na ich miejsce pojawiają się nowe. Oprócz tego niebagatelne znaczeni dla semantyki miejskiej ma niestety bieżąca polityka, stąd niesłusznych na danym etapie historycznym patronów ulic i obiektów zastępują inni pochodzący z innych bajek.

Nie wiem, kto podsunął radnym projekt tej uchwały, jestem jednak absolutnie pewien, że był to ktoś kto nie czuje miasta i nie ma świadomości znaczenia tradycji, a nawet zwykłych przyzwyczajeń. Przecież to, że nie ma dziś na mapie gospodarczej miasta np. Stilonu, czy Silwany nie oznacza, że te zasłużone dla naszej historii fabryki maja być wygumkowane z naszej pamięci i będą usuwane choćby z  tablic informacyjnych autobusów, czy tramwajów, kiedy wreszcie ruszą.

Jestem gotów przyjąć każdy zakład o to, że większość gorzowian potrafi skojarzyć miejsce gdzie znajdował się restauracja Pegaz, choć jej żywot zakończył się kilkadziesiąt lat temu. Dlatego o wiele bardziej oczywiste było nazwanie przystanku właśnie Pegaz, niż Dunikowskiego, bo konia z rzędem dla tego kto potrafi zlokalizować tę ulicę. Takich przykładów można zresztą podać więcej, a co gorsze podobno to jeszcze nie koniec, mają być kolejne zmiany nazw przystanków, które nie wiadomo czemu maja służyć. Podejmowanie tego rodzaju decyzji bez żadnego wyjaśnienia może być potraktowany jako wyraz pewnej arogancji. Gorzowskie Wiadomości Samorządowe informując o tej uchwale i podając wykaz zmienionych nazw przystanków ani się zająknęły po co i dlaczego, a takich wyjaśnień i uzasadnień ja jako mieszkaniec tego miasto mam pełno prawo oczekiwać.

Wyszukaj w blogu: