W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Dominiki, Jaropełka, Łucji , 6 lipca 2020

Drugi taki rok. Oby ostatni

2019-12-29 17:01:27, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: Miasto,

Odkąd wypełniam „Jasny gwint”, a niedługo zacznie się piąty rok pisania w miarę systematycznie, co tydzień, zawsze pod koniec grudnia staram się spowiadać, tzn. składać sprawozdanie z tego, jak mi było w mijających dwunastu miesiącach. Żeby nikomu nie zabierać czasu, od razu podaję: mój rok 2018 nie był lepszy od poprzedniego. Liczyłem na więcej. Nic takiego, co mógłbym uznać na katastrofę, porażkę, klęskę wręcz, się nie wydarzyło.

To napisałem przed rokiem. Właściwie poza uaktualnieniem, że chodzi o rok 2019, niewiele mam do dodania. W zeszłym roku napisałem:

Twórczo – tu było najgorzej. Najgorzej od kilku lat. W 2018 roku nie ukazała się drukiem żadna moja książka. W połowie roku podpisałem umowę wydawniczą na powieść z cyklu, którego bohaterem wiodącym jest redaktor Jung. Gdańskie wydawnictwo Oficynka, wydawca poprzednich trzech powieści z tego cyklu, zobowiązało się opublikować powieść do końca maja 2019 roku. Zostało mi jedynie czekanie na spełnienie tego zobowiązania.

Czekałem.

Przed końcem maja, kiedy mijał umowny termin wydania powieści, po sugestii prezeski Oficynki zmieniłem tytuł książki z „Poroniony pomysł” na „Zaproszenie na śmierć”. Tytuły wszystkich moich powieści z redaktorem Jungiem zaczynały się od „Po”, co prezeska uznała za nie najlepsze z punktu widzenia wydawnictwa i czytelników. Jej zdaniem tytuły („Pomylony”, „Porąbany” i „Pomsta”) zlewają się, przeciw czemu nie protestowałem, bo się zdarzało, że i sam podczas spotkań autorskich zaczynałem gubić się wśród tytułów. „Zaproszenie na śmierć” brzmi kłopotliwie, ale wyraźnie się odróżnia od wcześniejszych tytułów. Wreszcie w sierpniu zobaczyłem projekt okładki powieści. Niedługo później prezeska Oficynki zapewniła mnie, że książka na pewno ukaże się na początku października. Nie ukazała się. Z tego powodu przesunąłem spotkanie, o którym za chwilę. W kolejnym liście prezeska dała głowę, że powieść wyjdzie w listopadzie, a potwierdzeniem tego było umieszczenie książki w okienku „Zapowiedzi” wydawnictwa. Umieszczenie razem z okładką i taką treścią: „Bezlitosny szlak mordercy − W apartamencie profesora inżynierii biomedycznej Bolesława Witkowskiego znaleziono zwłoki kobiety, a on sam znika bez śladu. Komisarz Jacek Syski zaczyna drobiazgowe śledztwo. Dochodzi jednak do kolejnych brutalnych morderstw, a sprawa coraz bardziej się komplikuje. Na pomoc policji przychodzi Daniel Jung. »Zaproszenie na śmierć« to czwarta część serii o dziennikarzu śledczym Danielu Jungu”. Kończy się 2019 rok, a mimo zapewnienia prezeski wydawnictwa książki nie ma.

Nie ma też zbioru opowiadań pod roboczym tytułem „Pokuta mojego dziadka”. Książka miała się ukazać w zielonogórskim wydawnictwie Pro Libris z okazji mojego benefisu. Do złożenia maszynopisu w wydawnictwie namówił mnie dyrektor biblioteki im. Norwida, który jest szefem Pro Libris. Maszynopis miałem gotowy już w lutym. Gdy jeszcze w lipcu wydawnictwo milczało, odezwałem się z pytaniem, czy podtrzymuje swoją obietnicę, bo czas nagli. Wtedy dowiedziałem się, że brakuje pieniędzy i na razie zbiór się nie ukaże. Czekam więc.

Wracam do „Zaproszenia na śmierć”, które miało być gwoździem spotkania autorskiego 5 grudnia. Dyrektor biblioteki im. Norwida nazwał je benefisem. Przyznaję się, że gdy usłyszałem to określenie, nie wiedziałem, z czym się je je. Z Wikipedii dowiedziałem się, że benefis to spotkanie z twórcą z okazji jego jubileuszu. Jubileusz był, bo pół wieku temu w szczecińskim tygodniku „Wiadomości Zachodnie” ukazało się moje debiutanckie opowiadanie „Poranek”. O tym, że ja potraktowałem benefis poważnie, pewnie nie muszę nikogo przekonywać. Także poważnie potraktował go prezydent Zielonej Góry, który przyszedł do sali im. Janusza Koniusza ze Złotym Medalem dla mnie „jako wyrazem uznania za osiągnięcia mające znaczenie dla Miasta Zielona Góra”. Bardzo poważnie potraktowali to spotkanie czytelnicy oraz moi koledzy literaci i dziennikarze. Gospodarz, czyli biblioteka im. Norwida, ufundował tort. Wolałbym obiecane wydanie zbioru opowiadań. Wydatek pewnie nie byłby większy niż na tort.

Z jeszcze jednego powodu dobrze wspominam prezydenta miasta – na początku września byłem wśród tych, którzy otrzymali doroczną nagrodę kulturalną. Drugi raz, odkąd mieszkam w Winnym Grodzie, dostałem tę nagrodę. (Rok temu dostałem nagrodę kulturalną marszałka województwa.)

Do plusów wypada mi dodać to, że napisałem rzecz „Tutejsza od zawsze”. Jest to wywiad-rzeka z Brygidą Wróblewską, mieszkanką Kargowej, która urodziła się jesienią 1939 r. w Karge (wtedy wieś pod Unruhstadt, dziś Kargowa) w rodzinie mieszanej. Gdy się pojawiła na świecie, jej ojciec, żołnierz Wehrmachtu już nie żył. Kargowianka od zawsze jesienią 2019 r. świętowała swoje osiemdziesiąte urodziny. Z tej okazji Stowarzyszenie Lokalna Grupa Działania Regionu Kozła wydała tę książkę. Osiem lat temu ukazała się rzecz podobna w formie. Był to mój wywiad-rzeka z dr. Andrzejem Marcinkianem, ostatnim spośród pierwszych archeologów lubuskich, o tym, co się działo na Środkowym Nadodrzu 3 tys. lat temu, czyli krótko przed narodzeniem Jezusa. Wcześniej rzecz podobną jak „Tajemnice naszej ziemi” zrobiłem z Edwardem Czernikiem, mistrzem Polski i jednym z najlepszych skoczków wzwyż na świecie. Tamta książka nosiła tytuł „Przeskoczyłem siebie”.

Od trzech lat redaguję magazyn „Na Winnicy” wydawany przez Towarzystwo Miłośników Zielonej Góry „Winnica”. Redaguję i sporo piszę.

Liczę na to, że zaraz po Nowym Roku ukaże się „Zaproszenie na śmierć”. Spotkanie z czytelnikami ma się odbyć 13 lutego, dzień przed walentynkami. Mam nadzieję, że rok 2020 będzie lepszy, jeśli idzie o sprawy literackie i dziennikarskie. Na zdrowie nie narzekam, rodzina trzyma się dzielnie, a jeśli się powiększy, wszystko inne nie będzie miało aż tak wielkiego znaczenia.

Do Siego Roku!

Wyszukaj w blogu: