W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Anety, Lehca, Leona , 20 lutego 2020

Cesarz jest nagi

2020-02-06 21:36:11, Autor: Leszek Sokołowski | Kategorie: Miasto,

Gdy pierwszy raz usłyszałem, – nieoficjalnie - że szykowana jest bomba, aby wpisać ją do dokumentu „strategia województwa lubuskiego” byłem raczej sceptyczny. Gorzowski magistrat od zawsze (czyli od 2014r.) cechowało asekuranctwo, działanie „tu i teraz”, a wizje rozwoju miasta na kilkanaście lat do przodu ograniczyły się zakupem ruiny w centrum i hasłem „jakoś to będzie”. Stąd moje zdziwienie, zaskoczenie i niedowierzanie gdy Gorzów i jego włodarze (Prezydent i wiceprezydent od inwestycji) po cichu przygotowali prawdziwe boom(!). Zanim jeszcze wieść o centrum logistycznym (węźle infrastrukturalnym) umiejscowionym nad Wartą, w sąsiedztwie linii kolejowej nr 203 i tuż przy trasie S3 obiegła lokalne media i dotarła na biurko marszałek w Zielonej Górze, to już zaopiniowano, że Gorzów nie może w ciągu najbliższej dekady zwiększyć swojego potencjału gospodarczego i demograficznego. Przecież w głowach polityków i na mapach rysowanych na kolanie ma być miastem powiatowym po najbliższej reformie samorządowej. Wymyślono, że takie centrum owszem powinno znaleźć się w najważniejszym dokumencie, ale umiejscowione – a jakże! - na południu w okolicach Babimostu, bo przecież to najprężniej rozwijający się port lotniczy w naszym województwie (szkoda, że zapomniano dodać, że jedyny).

Pamiętam, że dziesięć lat temu powstawał podobny dokument, w którym inwestycje z Gorzowa stały się powodem, dla którego musiano wykopywać topór wojenny pomiędzy północą i południem województwa. Minęła dekada i sytuacja powtarza się, a pierwszoplanowi aktorzy są znów ci sami. Radni wojewódzcy z Gorzowa ponownie stają przed szansą wykazania się z tą jednak różnicą, że wsparcie parlamentarne jest dziś o wiele słabsze niż parę lat temu. Wojewoda oddał mandat na rzecz posła z Zielonej Góry, najbardziej wpływowa posłanka partii rządzącej poznaje uroki pracy w Parlamencie Europejskim, a w ministerstwach mamy lubuszan, ale ci będą raczej dmuchać w żagiel tak, aby okręt płynął na południe. Jedynym – paradoksalnie – wsparciem Gorzowa może stać się dwójka posłów Lewicy, którzy zasiedli przy Wiejskiej. Szef lubuskiego SLD stronnikiem północy nigdy nie był, ale wynik jaki osiągnął w Gorzowie powinien dać mu do myślenia, że należałoby spłacić ten dług wobec gorzowian głosujących na lewicową listę. Liderka „Wiosny” natomiast – przez wielu uznawana za pierwszy pomost łączący obie strony sporu w województwie – po tym jak otworzyła swoje biuro w Gorzowie może pokazać, że oprócz spektakularnie dobrego wyniku w wyborach jest równie skuteczna w pracy parlamentarnej. Strasznie to smutne i przygnębiające, że nasze miasto – stołeczne w województwie – musi liczyć na przychylność posłów z Zielonej Góry.

Po przedstawieniu gorzowskiego planu na „skok w przyszłość” odżyły na nowo kompleksy południa względem północy. Prymitywne pomyłki (jak ta z mostem wschodnim) i ostentacyjna drwina ze strategicznych inwestycji na północy (żadnej o randze ponadregionalnej z Gorzowa) bardziej nie mogą unaocznić wszystkim jak bardzo „ubieranie się w szaty” przyjaciela Gorzowa przez polityków z południa jest jawną propagandą służącą kolejnej elekcji i przedłużeniu „bytowania” przy stoliku o nazwie „województwo lubuskie”. Okoniem wobec takiego działania stanął – nareszcie! - Prezydent miasta, który w sposób syntetyczny, merytoryczny i rzeczowy udowodnił wszystkim, że taka inwestycja jest nie tylko potrzebna, ale ma wsparcie dużo większych i ważniejszych niż wątła koalicja w Sejmiku. Można śmiało puszczać wodze wyobraźni i dostrzec Gorzów za kilka(naście) lat jako prężny węzeł komunikacyjny łączący drogi lądowe i wodne. Brakować będzie lotniska, ale taki plan zapewne także gdzieś w szufladzie leży. Jestem nawet optymistą co do elektryfikacji słynnej już 203. Chciałbym widzieć wtedy miny tych, którzy obiecali oraz tych, którzy to zrobią. Przecież człowiek naje się do syta lepiej małą łyżeczką. Jeśli (znów) zwycięży lokalny nacjonalizm radnych na południe od Paradyża (sic!) to będzie to kolejny sygnał – chyba już ostateczny – że z tymi ludźmi i w takim układzie siadać do stołu zwyczajnie nie powinniśmy. Chyba, że nie przeszkadza gorzowskim politykom – i tu cytat z ministra Sikorskiego - „murzyńskość” wobec braci mniejszych. I tak jak w teatrze maski opadną, a cesarz(owa) ukaże nam się bez odzienia.

Wyszukaj w blogu: