W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Amelii, Dobromira, Leonarda , 30 marca 2020

Sławojki i toi toie

2020-02-19 10:51:46, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Miasto,

Właśnie wróciłem z miasta Łodzi. Kiedyś, w latach siedemdziesiątych spędziłem w tym mieście kilka miesięcy pilnie zdobywając wiedzę wojskową na kursie oficerskim. Po latach utwierdziłem się w przekonaniu, że hasło „Polska w ruinie” to czysta propaganda i pusty frazes. Łódź z miasta szarego i smutnego stała się nowoczesną, tętniącą życiem europejską metropolią. Dokonano tam rzeczy wielkiej, a mianowicie przekształcono to, co kiedyś było jej wielką słabością w wielką atrakcję, nie tylko turystyczną. Chodzi mi o XIX-wieczne budynki fabryczne, symbol włókniarskiej Łodzi, z których po rekonstrukcjach i renowacjach wydobyto ich swoiste piękno czyniąc z nich perełki architektury industrialnej. To już nie tylko Manufaktura, ale i piękne i stylowe lofty, czy też obiekty użyteczności publicznej, muzea, instytucje kultury itd.

Naturalnie są i problemy, bo kto ich nie ma, niektóre trudne i poważne, ale i budzące co najmniej rozbawienie, choć pewno nie wszystkim jest do śmiechu.

Otóż w lokalnej gazecie przeczytałem o pewnym konflikcie, jaki ma miejsce w Łodzi, już od dłuższego czasu i nadal nie widać szczęśliwego zakończenie. Jednemu z miejscowych biznesmenów, znanemu skądinąd niegdysiejszemu posłowi od Leppera, Piotrowi Misztalowi zamarzyła się budowa 110-metrowego wieżowca w centrum miasta. W tym celu nabył sporą działkę przy słynnej Piotrkowskiej i rozpoczął starania o zdobycie wszelkich niezbędnych do realizacji powyższych celów pozwoleń i opinii. I tu nagle zong ze strony miejskiej administracji, bo jak się okazało plan zagospodarowania przewiduje w tym miejscu jedynie budynki nie przekraczające bodajże ośmiu pięter. Biznesmen uznał to oczywiście za nieuzasadnioną szykanę, wypowiedział władzy wojnę, m. in. poprzez postawienie na swojej działce klasycznej słąwojki, takiej znanej nam z przedwojennych filmów, bo skoro nie mogę postawić swojej wieży, to „upiększę” centrum takim obiektem społecznie użytecznym. Ot, typowe dla nas sobiepaństwo i wolnoć Tomku w swoim domku.

Cała ta sprawa jako żywo skojarzyła mi się z naszym Gorzowem (bo mnie, panie kapralu, wszystko się kojarzy). Przypomniałem sobie bowiem, jak to przez wiele miesięcy na najważniejszym skrzyżowaniu w mieście, naprzeciwko najdostojniejszego zabytku, pyszniła się przenośna toaleta zwana popularnie toi toiem. Jakoś ten widok nikogo nie raził, ani nikomu nie przeszkadzał. Ja oczywiście rozumiem fizjologię i związane z nim człowiecze potrzeby. Trudno mi jednak uznać ten fakt za potwierdzenie doskonałej organizacji pracy przy realizowaniu jednej z większych miejskich inwestycji. Raczej stanowi dowód braku wyobraźni i dobrego smaku, tym bardziej, że przecież tuż obok, nie brakowało rozmaitych krzaczków i zarośli, gdzie ową toaletę można by dyskretnie schować.

Ta nieszczęsna toi toika nabrała przez to swoistego symbolicznego wymiaru, pokazując w jaki to mianowicie sposób przebudowuje się nasze miasto. To dowód na nieudolność i niekompetencję, skutkującą wieloletnimi już opóźnieniami, zniecierpliwieniem mieszkańców i właścicieli sklepów i punktów usługowych położonych przy przebudowywanych ulicach, którym bankructwo zagląda w oczy od dawna (wielu już zrezygnowało, wystarczy spojrzeć na puste witryny przy Sikorskiego). Ogłaszanie kolejnych terminów otwarcia tej jednej z ważniejszych miejskich arterii już nawet nie wywołuje nerwowych reakcji, a tłumaczenie opóźnień kolejnymi znaleziskami archeo budzą jedynie pusty śmiech. Dziwię się tylko, że prezydent Wójcicki tak czuły na punkcie swego wizerunki i potrafiący dotąd dość skutecznie budować obraz skutecznego i zapobiegliwego gospodarza, zdaje się nie dostrzegać płynących z owych opóźnień inwestycyjnych zagrożeń. Przecież jeżeli taki stan rzeczy jeszcze trochę potrwa to może to w znaczący sposób wpłynąć na wynik w kolejnych wyborach. Wydawać by się mogło, że jeszcze sporo czasu minie zanim znów pójdziemy na głosowanie, ale wbrew pozorom ludzka pamięć ma swój okres ważności, tym bardziej że przed nami kolejne inwestycje, a od tempa ich realizacji może wiele zależeć.

Wyszukaj w blogu: