W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Mai, Marcelego, Wadima , 9 kwietnia 2020

Historia nauczycielką życia?

2020-02-25 08:27:18, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Miasto,

Jednak nie dla wszystkich. Kiedy królowa Maria Antonina dowiedziała się, że paryżanie skarżą się na brak chleba poradziła im by jedli ciastka. Jak się to skończyło chyba wszyscy wiedzą, wybuchła Wielka Rewolucja Francuska, a sama królowa zawędrowała na szafot. Przypomniała mi się ta historyczna anegdota gdy poznałem wypowiedź jednego z naszych posłów, który ludzi wykluczonych  komunikacyjnie przekonywał, że powinni kupić sobie samochody, to wówczas ich problemy znikną. Zastanawiam się czy to już głupota, czy jeszcze cynizm pana posła, który przecież tak niedawno nie był wybrańcem narodu, lecz zwykłym obywatelem żyjącym tak jak wielu rodaków. Wystarczyło kilka miesięcy, by odlecieć.

Ale ani Maria Antonina, ani niewydarzony poseł Konfederacji nie są kimś wyjątkowym. Przecież tak niedawno prezydent RP  na pytanie jak żyć, jak zdobyć mieszkanie błysnął radą brzmiącą jak kiepski dowcip: „weź kredyt, zmień pracę”. Kiedy się ma takich przywódców nie może dziwić masowy exodus młodych Polaków, którzy opuścili nasz piękny kraj  w poszukiwaniu lepszego życia.

Nasi politycy mają to, że bardzo szybko trafiają do odrealnionej bańki, która niewiele ma wspólnego z życiem przeciętnego Polaka. Budynek Sejmu został odgrodzony od reszty kraju nie tylko zasiekami, ale przede wszystkim barierami mentalnymi, co sprawia, że pojawienie się w parlamencie np. osób niepełnosprawnych jest traktowane jak akt agresji jakiś Hunów, czy innych dzikich plemion mącących dobre samopoczucie ludzi władzy. Rządowe lecznice, jazda na tzw. bombach pozwalająca unikać korków na ulicach Warszawy, diety, ryczałty, hojne nagrody, które im się po prostu należą, wiele innych przywilejów niedostępnych dla maluczkich to wszystko daje poczucie wyjątkowości graniczącego z majestatem. Szary lud niech się cieszy bo przecież łaskawa władza dała choć nie musiała 500+, trzynastą emeryturę, wyprawkę szkolną, więc buzia w kubeł i ciesz się narodzie.

Kiedy jednak okazuje się, że są i tacy, którzy na przedwyborczych wiecach zadają niewygodne pytania, skandują jakieś nieprzyjazne hasła to natychmiast padają oskarżenia o mowę nienawiści, hejt ( to kolejne nowe słowo, które pojawiło się w powszechnym użyciu), bo niewdzięcznicy nie potrafią docenić i uszanować łaskawości władzy. Kiedy więc PAD jako kandydat na prezydenta musi wyjść z tej strefy komfortu, jaką są dla niego wyreżyserowane partyjne konwentykle z wyłącznym udziałem zwolenników na otwarte wiece i musi zmierzyć się z tymi, którzy nie akceptują jego sposobu sprawowania najwyższego urzędu w państwie to radzi sobie z tym średnio. Stąd apele o kulturę w kampanii, o szacunek dla konkurenta politycznego, które są Himalajami hipokryzji, bo przecież jeszcze nie zapomnieliśmy rozmaitych prezydenckich pohukiwań.

A przecież każda kampania wyborcza powinna być okazją do powszechnej, rzeczowej rozmowy o tym co należy zmienić, poprawić w naszym polskim domu, o tym co nas boli, co nam przeszkadza i  co zrobić by te polskie bóle i problemy łagodzić i rozwiązywać. Czym są polskie kampanie polityczne każdy widzi, to walenie pałą konkurenta najlepiej do fizycznego wyniszczenia. Czy to wnosi coś pozytywnego do naszej narodowej wspólnoty?  Odpowiedź jest oczywista.

Wyszukaj w blogu: