W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Mai, Marcelego, Wadima , 9 kwietnia 2020

Tak przemija chwała tego świata

2020-03-06 09:20:25, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Miasto,

Gorzów i Stilon to dwa słowa , kiedyś nierozłączne. Parafrazując poetę można stwierdzić, że mówiłeś Gorzów – myślałeś Stilon, mówiłeś Stilon – myślałeś Gorzów. Co prawda zdarzyło się przed laty i tak, że wspaniały, niezapomniany Piotr Skrzynecki występujący z Piwnicą na deskach gorzowskiego teatru pomylił Stilon ze Stomilem, ale nie ulega wątpliwości, że stilonowski brand czynił Gorzów bardziej rozpoznawalnym, nie tylko w Polsce, ale i poza jej granicami.

Tak, to była marka, to była fabryka nie do porównania z innymi, bez przesady można powiedzieć, że gdyby nie było Stilonu, to i Gorzów byłby zupełnie innym miastem.

Był w latach 50 i 60 głównym czynnikiem miastotwórczym,  a w mieście nie było rodziny jakoś niezwiązanej z fabryką.

Ale, jak mówią, to se ne vrati. Dziś o Stilonie prawie się nie mówi, fabryka z molocha zatrudniającego kiedyś ponad 10 tysięcy ludzi zmalałą do zakłądziku z niespełna 300 osobową załogą. Firma praktycznie nie ma  żadnego gospodarczego znaczenia w mieście, o rynku ogólnopolskim czy zagranicy nie ma co mówić. Proces degrengolady trwał długo, z roku na rok było coraz gorzej, kolejni właściciele (było ich sporo) głównie wyprzedawali rodowe srebra, ośrodki wczasowe, tereny pofabryczne, biurowce. Sprzedano nawet firmowy neon, który trafił aż do Warszawy, zamiast być chlubną pamiątką świetności w gorzowskim muzeum. To zresztą temat na inne opowiadanie, jak się dba, a raczej nie dba, o lokalną historię, czego dowodzą wieloletnie, bezowocne starania miejscowych regionalistów o utworzenie muzeum historii miasta.

O obecnej pozycji Stilonu w mieście świadczą ostatnie wydarzenia, jakie miały miejsce w tym zakładzie, a które stały się asumptem do napisania tego felietoniku. Otóż w Stilonie zdarzył się niedawno spór zbiorowy między pracodawcą i załogą. Niby nic nadzwyczajnego w dzisiejszych czasach, wydarzenie jakich wiele, zwłaszcza teraz przy rosnącej inflacji ludzie oczekują podwyżek płac, które mogłyby choć w części zrekompensować rosnące ceny. Wszystko odbyło się zgodnie z procedurami, powołano negocjatora, strony przedstawiły swoje stanowiska, spór ostatecznie zakończono porozumieniem. Najbardziej zadziwiła mnie kwota podwyżki, jaką udało się załodze wynegocjować z właścicielem. Otóż pracownicy Stilonu wywalczyli 100 (słownie sto) złotych. Pokazuje to dokładnie jaka jest dziś ranga tego zakładu, jaka jest skala jego możliwości i wielkość produkcji umożliwiająca rozmaite działania, w tym płacowe. Fabryka, która kiedyś wybudowała pół miasta, była sponsorem gorzowskiego sportu i mecenasem kultury dziś z trudem oferuje swoim pracownikom symboliczną, jak na dzisiejsze realia, podwyżkę. Tymczasem górnicy tupnęli nogą i zagrozili przyjazdem do stolicy otrzymali podwyżki o wysokości mogącej być wyłącznie przedmiotem marzeń stilonowców.

Smutne to i trochę żałosne, bo pokazujące miejsce, w jakim się znalazły zakłady będące kiedyś chlubą tego miasta, wiele z nich zresztą zginęły bezpowrotnie z gospodarczej mapy. Dziś pozostały tylko wspomnienia, rozsiane w różnych miejscach dokumenty i pamiątki. Mam tylko nadzieję, że przyjdzie czas i znajdą się mądrzy ludzie, którzy potrafią zadbać o to, by piękna historia fabryk i rozkwitu przemysłu w naszym mieście została upamiętniona stosownymi monografiami, zbiorami muzealnymi, bo ludzka pamięć wystarczy na krótko, zbyt krótko.

Wyszukaj w blogu: