W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Emila, Karoliny, Kary , 5 sierpnia 2020

Andrzej Toczewski nie doczekał

2020-03-29 12:28:54, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: Miasto,

Dopiero w piątek poszedłem na zielonogórski cmentarz Stary przy Wrocławskiej. Byłem parę kroków za główną furtką, gdzie stoi kolumbarium. Tam spoczęły prochy Andrzeja Toczewskiego. Zmarł 20 marca, cichy pogrzeb miał miejsce cztery dni później. Powinienem wtedy tam być. Nie poszedłem wyłącznie dlatego, że takie czasy, kiedy pochówki są bez tłumów. Poszedłem dopiero w piątek, 27 marca, i zrobiłem to, co żywi robią nad mogiłami zmarłych.

Z Andrzejem łączyło mnie sporo. To mój rówieśnik. Mimo że urodził się w Zielonej Górze, gdzie szkół średnich było niemało, chodził do technikum chemicznego w moim Kostrzynie. Niedługo po maturze wojsko go wezwało do odbycia zasadniczej służby. Znowu był w Kostrzynie. Może nawet go spotykałem, kiedy wracając ze Szczecina, gdzie studiowałem, do rodzinnego domu, przechodziłem wzdłuż płotu, za którym stały koszary. Tam Andrzej najpierw był zwyczajnym szeregowcem, a potem kimś w rodzaju korespondenta prasy wojskowej. Zresztą nie za długo był pismakiem na odległość, bo szybko na jego talencie poznali się dowodzący Śląskim Okręgiem Wojskowym i go przenieśli do redakcji „Żołnierza Ludu” we Wrocławiu. Po odbyciu półtorarocznej służby mógł zostać w wojsku aż do emerytury, może nawet by skończył szkołę oficerską i paradował w galowym mundurze pułkownika. Wrócił do Zielonej Góry, gdzie się zajął fotografią. A gdy Wyższa Szkoła Nauczycielska została Wyższą Szkołą Pedagogiczną, zapisał się na zaoczne studia historyczne. Niedługo później rektor WSP prof. Jan Wąsicki poszukiwał kandydata na kierownika wydawnictwa uczelnianego. Spośród chętnych wybrał Andrzeja Toczewskiego. Jeszcze jako studenta historii Andrzeja interesowały bitwy drugiej wojny na ziemiach zwanych odzyskanymi. Ten problem poruszył w rozprawie doktorskiej. Później, co śledziłem z zaciekawieniem, wrócił do Kostrzyna jako dyplomowany historyk i regionalista. Odkrył, że przebieg operacji berlińskiej ostatnich tygodni 1945 roku Żukow omawiał ze swoimi generałami w pałacu w Dąbroszynie. Najpierw opisał, co się działo w obozie jenieckim Stalag III C w Alt Drewitz (obecnie Kostrzyn-Drzewice), potem zainteresował się obozem Oflag II C Woldenberg w Dobiegniewie. Do Kostrzyna wracał wiele razy, przede wszystkim książkami „Rola środkowej Odry w bitwie o Berlin w 1945 roku”, „Kostrzyn 1945”, „Bitwa o Odrę 1945”. Rzadziej wracał osobiście, ale przyjechał podziękować za tytuł Zasłużonym dla Miasta Kostrzyn nad Odrą, który dołączył do godności Honorowego Obywatela Zielonej Góry.

Z Andrzejem łączył mnie gabinet dyrektora wydziału kultury w Urzędzie Wojewódzkim w Zielonej Górze, z tym że dopiero kilka lat po mnie on zajął to niewygodne miejsce. Nie łączyła nas zielonogórska Nagroda Naukowa, bo nauka nie jest moją pasją, za to łączyła Lubuska Nagroda Kulturalna i Nagroda Kulturalna Prezydenta Zielonej Góry.

W 1998 r. Andrzej Toczewski został szefem Muzeum Ziemi Lubuskiej. Objął tę funkcję po dr. Janie Muszyńskim, który, trzeba to podkreślić, muzeum w Zielonej Górze przekształcił w placówkę wyróżniającą się w kraju. Następca Muszyńskiego mógł kontynuować to, co zrobił poprzednik lub wymyślić nową formułę. Toczewski wymyślił Muzeum Tortur, Muzeum Wina i Muzeum Tożsamości. Dwie pierwsze ekspozycje urządził w podziemiach wykopanych pod gmachem muzeum. O tym, że to był strzał w dziesiątkę, przekonują tysiące zwiedzających placówkę. Muzeum Tożsamości łączące w sobie Muzeum Historyczne Zielonej Góry będzie w tej części, która jest w trakcie budowy. Dr Muszyński przekonywał kogo się dało, że w muzealnych magazynach jest tyle obrazów mistrzów pędzla, że gdyby je pokazać i zaprosić znawców sztuki współczesnej, by padło niedowierzanie, ile znaczyło Złote Grono. Muszyńskiemu nie udało się rozbudować gmachu. Toczewskiemu to się udało na papierze. Fizycznie marzenia swoich poprzedników zrealizuje Leszek Kania. Koniec rozbudowy jest zaplanowany na 29 maja. Będzie to największa placówka muzealna w regionie lubuskim i jedna z najnowocześniejszych w Rzeczypospolitej.

Andrzejowi jako dyrektorowi zawdzięczam to, że w wydawnictwie muzealnym ukazała się seria moich książek z „kluczem” w tytułach. Na czwartej stronie okładki „Drugiego klucza do bramy” Toczewski napisał: „Zebrane opowiadania mają realistyczną formę, przez co czytelnik odnosi wrażenie, iż osobiście w nich uczestniczy. Książka świadczy o kunszcie literackim autora i ogromnej wiedzy historycznej”. Andrzej namówił mnie do napisania reportażu „Aleja Niepodległości 15. Przechadzki po zielonogórskim Muzeum Tożsamości”, który ukazał się w formie książki liczącej 172 strony. I przekonał, że zasługuję na rolę bohatera cyklu „Twórcy zielonogórskiej kultury”, co się stało w 2014 roku, kiedy wyszła praca zbiorowa „Alfred Siatecki” pod redakcją Emilii Ćwilińskiej. (W tym cyklu ukazała się rzecz m.in. o Zbigniewie Czarnuchu, Januszu Koniuszu, Michale Kaziowie, Wiesławie Sauterze.)

Andrzej wymyślił Zielonogórskie Zaduszki. To doroczne spotkanie żywych, którzy wspominają zmarłych. W 2019 r. bliscy i znajomi wspominali Ryszarda Peryta, urodzonego w Zielonej Górze szefa Polskiej Opery Królewskiej, Gerarda Nowaka, reżysera festiwali folkloru i Orszaku Trzech Króli, reporterkę radiową Irenę Linkiewicz, poetkę Barbarę Konarską i społeczniczkę Jadwigę Korcz-Dziadosz. Ci, którzy znali Andrzeja Toczewskiego, a znało go i jego dzieła wielu Lubuszan, będą wspominali tego wyjątkowego zielonogórzanina.

Wyszukaj w blogu: