W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Augustyny, Łukasza, Urbana , 30 października 2020

Pożegnanie

2020-04-04 09:08:06, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Miasto,

Odszedł Roman Bukartyk, przyjaciel, mentor, dobry człowiek. Miał 83 lata, z których ogromną większość spędził w Gorzowie, mieście, które ukochał i które uznał za swoje, choć trafił tu nie z wyboru, ale  z powodu dziejowych wydarzeń. Przyjechał tu z rodzicami i rodzeństwem w 1945 ze Lwowa jako kilkuletni chłopiec. Tu skończył szkołę, tu podjął pierwszą pracę zawodową jako nauczyciel, tu wreszcie rozpoczął swoją działalność społeczną i polityczną, która stała się sensem jego całego życia. Został jednym z najmłodszych w kraju przewodniczących Gromadzkiej Rady Narodowej (gromady Wieprze, czyli dzisiejszych Wieprzyc), a potem piastował wiele różnych funkcji politycznych, najpierw w organizacjach młodzieżowych, potem w partii i administracji państwowej. Wszędzie darzony był sympatią podwładnych i uznaniem przełożonych. Zresztą trudno było Romka nie lubić, także i ja uwielbiałem jego towarzystwo, zawsze można było liczyć na to, że opowie jakąś smakowitą anegdotę ze swojego życia, był przecież świadkiem i uczestnikiem wielu historycznych wydarzeń i znał wiele historycznych postaci. Mogę tylko żałować, że nie udało mi się namówić Go na spisanie wspomnień, byłby hit, bo był wspaniałym gawędziarzem. Potrafił się bawić, po załatwieniu spraw poważnych ogłaszał; teraz remulade, tak nazywał pogwarki przy kieliszku czegoś mocniejszego.

Rok 1989 i ustrojowa transformacja nie był dla niego końcem świata, jak dla tych, którzy nie potrafili pogodzić się z utratą władzy, stanowisk i społecznej pozycji. Uznał to za dziejową konieczność i postarał się w nowej, odmienionej rzeczywistości odnaleźć i znaleźć dla siebie zadania do wypełnienia. Został radnym miejskim i w nowym samorządzie odgrywał znaczącą rolę. Jego zdanie i opinie zawsze były słuchane z uwagą i szacunkiem, także przez ludzi z konkurencyjnych formacji politycznych. Pozostał wierny swym lewicowym wartościom, co sprawiło, że wielu uważało Go za „starego komucha”, ale był w tym paradoksalnie autentyczny szacunek i uznanie, bo nie każdy potrafił uniknąć pułapki konformizmu i karierowiczostwa.

Ma ogromne zasługi dla gorzowskiego samorządu, co mogą potwierdzić choćby obecni radni – Grażyna Wojciechowska i Jan Kaczanowski, z którymi współpracował w Radzie Miasta  przez kilka kadencji.

Swoją potrzebę społecznej aktywności realizował przez wiele lat w Stowarzyszeniu Pokolenia, którego był jednym z ojców założycieli. Pod jego przewodnictwem gorzowskie Pokolenia stały się istotnym podmiotem w życiu społeczno-politycznym miasta, a inicjowane przez niego projekty, takie jak fundowanie stypendiów dla uzdolnionej młodzieży, lubniewickie majówki, czy działalność samopomocowa stanowiła niekwestionowaną wartość dodaną dla lewicowych środowisk miasta. Jego wielką pasją był sport, jego serce było podzielone pomiędzy piłkę nożną i żużel. W obu klubach, to znaczy piłkarskim Stilonie i żużlowej Stali pełnił ważne funkcje, czasem sobie żartowaliśmy, że gdyby miał do wyboru, gdzie miałby zostać pochowany – czy na polu karnym boiska piłkarskiego, czy na pierwszym wirażu toru żużlowego, to chyba musiałby żyć wiecznie, bo nie potrafiłby się zdecydować.

W swoim zawodowym życiorysie miał również okres pracy w Zielonej Górze. Tam skończył także studia historyczne na WSP, więc i to miasto znaczyło dla niego wiele, Miał w Zielonej mnóstwo przyjaciół, zadając kłam stwierdzeniom, że ludzie z Gorzowa i z Zielonej Góry nigdy się nie dogadają. Można powiedzieć, że był swoistym ambasadorem Gorzowa w Zielonej Górze, i ambasadorem Zielonej Góry w Gorzowie, bo zawsze był człowiekiem dialogu i porozumienia. Takim był jako dyrektor wojewódzkiego Urzędu ds. Wyznań, nie bez powodu wojewódzkie władze partyjne powierzyły mu rolę głównego negocjatora w spotkaniach z Solidarnością w gorących latach 1980  i 81.

Drogi Romku.

Uczyniłeś mnie swoim następcą i kontynuatorem w gorzowskich Pokoleniach. Mówiłeś mi wielekroć, że oczekujesz ode mnie  i tego, że Cię pożegnam w Twojej ostatniej drodze. Przyjmowałem to za nie najlepszy żart. Niestety, życie sobie z nas zadrwiło, bo straszna epidemia, która nas dotknęła nie pozwala na to, żeby Cię godnie pożegnać.

Pozostawiłeś w smutku nie tylko rodzinę, swoja ukochaną Żonę, o  której nigdy nie powiedziałeś inaczej jak Moja Żabcia, swoich synów, Tomasza i Piotra, swoje wnuki, z którymi wiązałeś ogromne nadzieje i z których byłeś słusznie dumny, pozostawiłeś w smutku także i nas wszystkich, Twoich przyjaciół z Pokoleń. Niech te słowa będą naszym pożegnaniem i wyrazem naszego ogromnego żalu.

Wyszukaj w blogu: