W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Anatola, Leszka, Tamary , 3 czerwca 2020

Pamięć o Smoleńsku

2020-04-11 09:24:48, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Miasto,

To już dziesięć lat. Tyle czasu minęło od największej tragedii w najnowszej historii Polski. Skupiają się w niej jak w soczewce wszystkie cechy naszego narodu – wielkość i głupota, heroizm i geszefciarskie wykorzystywanie dramatu do podłego interesu politycznego.

Ta tragedia ciągle trwa, i nie chodzi tu tylko o to, że głęboko tkwi w naszej narodowej pamięci, ale o to, że ciągle toczy się paskudna gra wokół Smoleńska, pozbawiona wszelkich reguł przyzwoitości, za nic mająca ból bliskich ofiar.

Myślę, że każdy z nas ma jakieś osobiste wspomnienie, czy refleksję, związaną z tą straszną katastrofą. Mnie na przykład wiadomość o niej dopadła w trakcie zakupów w markecie w Seelow, w którym zaopatrywaliśmy się w dyżurny zestaw kibica, jako że jechaliśmy na mecz Herthy do Berlina. Potem zamiast śledzić wydarzenia na stadionie nasłuchiwaliśmy kolejnych wieści, które stawały się coraz straszniejsze.

Polska pogrążyła się w narodowej traumie, przez chwilę byliśmy zjednoczeni w bólu i żałobie.

Czułem to wyraźnie gdy udawaliśmy się w licznej, lubuskiej grupie na pogrzeb nieodżałowanego Jurka Szmajdzińskiego. Mijaliśmy pogrążone w ciszy, wyludnione miasteczka, to był prawdziwy ból i niekłamana żałoba. Pogrzeb na niewielkim cmentarzu zgromadził tłumy, które przyszły pożegnać Jurka. Oprócz całej czołówki polskiej lewicy spotkałem tam dzisiejszego ministra Mariusza Błaszczaka, co dziś byłoby chyba nie do pomyślenia, bo już zapomnieliśmy o zwyczajnej ludzkiej przyzwoitości.

Niestety ta jedność i poczucie wspólnoty, jak to u nas, nie trwało za długo. Co się działo dalej wiadomo – walka o krzyż, miesięcznice, gorszące swary, oskarżenia, komisje, ten chocholi taniec trwa do dziś. Mnie osobiście mocno zgorszyła inskrypcja na grobie prezydenta Kaczorowskiego w wilanowskiej Świątyni Opatrzności Bożej na którym obok granicznych dat życia jako miejsce śmierci podano Katyń.

Wczoraj odbyły się obchody dziesiątej rocznicy smoleńskiej katastrofy, jak chce okropna tradycja każda partia obchodziła ją osobno,  bo ma swych własnych bohaterów. Jakie to smutne.

Choć minęło już tyle lat do dziś mam przed oczami obraz Willego Brandta oddającego hołd bohaterom getta warszawskiego – samotnego, z pochyloną głową, dźwigającego odpowiedzialność za zbrodnie swego narodu.

Żeby jednak tak się zachować trzeba mieć serce, empatię i  poczucie taktu, których naszym politykom niestety po prostu brakuje.

Wyszukaj w blogu: