W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Anatola, Leszka, Tamary , 3 czerwca 2020

Tymff też chciał dobrze

2020-04-21 11:53:58, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: Miasto,

Ludzie nie pracują lub pracują, ale tak, jakby mieli wolne albo nie było zbytu na ich produkty. (Nie potrafię powiedzieć od kiedy wszystko jest produktem, nawet książka. W czasach mojej młodości książka była traktowana jako dzieło sztuki, ceniona i uważana za twórczość, tyle że wtedy niewielu potrafiło napisać książkę. Dziś każdy może napisać, wydać, ale nie każdą książkę da się sprzedać i to wcale nie dlatego, że ubyło księgarń.) Mimo że ludzie nie pracują lub niewiele produkują, dostają pieniądze. Pewnie nie takie, jakie by dostawali, gdyby pracowali. Te pieniądze Narodowy Bank Polski dostarcza do kasy państwa, a ta za pośrednictwem bodajże ZUS-u je rozdaje, czym chwali się prezes Rady Ministrów. Czy te pieniądze oznaczają pokrycie w towarach, mam wątpliwości. To są pieniądze drukowane, które już napędzają inflację, czego skutki dostrzegam w osiedlowym markecie. Podobna sytuacja miała miejsce w epoce Gierka, kiedy zniesiono podatek od wynagrodzeń. W czasach Mazowieckiego/Balcerowicza zaczęły się himalaje inflacji, zakończone denominacją.

Kombinacji z pieniędzmi nie wymyślili współcześnie rządzący. Pierwszym był Andrzej Tymff lub Tynf. Urodził się w 1618 w brandenburskim Burgu, zmarł w 1690 r. w Sulstedt na duńskiej Lollandii. Zawodu mincerza uczył się w Rostoku. Około 1651 r. przyjechał do Wschowy i objął w dzierżawę mennicę. Rok później dzierżawił mennicę poznańską, potem z bratem Tomaszem także bydgoską, krakowską i lwowską.

W połowie XVII wieku od północy nadciągała burza wojenna, która do polskiej historii przeszła jako potop szwedzki. Gdy Szwedzi zajęli ziemie Polski, król Jan Kazimierz umknął do Głogówka na Śląsku pod skrzydła swego kuzyna Ferdynanda III, będącego cesarzem niemieckim. Wtedy Tymff dostał zadanie ratowania skarbu koronnego. W 1657 r. uruchomił mennicę w Opolu, gdzie bił trzykrucierze z portretem i imieniem Jana Kazimierza. Po wojnie w nagrodę za wspieranie skarbu królestwa został generalnym wardajnem, czyli probierzem srebra. Wardajn odpowiadał za jakość stopu i jego zgodność z ordynacją menniczą. A po wybiciu monet sprawdzał ich wagę, aby nie miały mniejszej wartości niż nakazywało prawo. Kolejnym szczeblem jego kariery był urząd superintendenta mennic królewskich.

Wojna ze Szwedami nie tylko mocno zrujnowała kraj, lecz i poważnie naruszyła gospodarkę finansową królestwa. Skarb koronny był niemal pusty, a ci, którzy bronili Rzeczypospolitej domagali się wypłaty zaległego żołdu. Wtedy podskarbi królewski Tytus Boratyni kazał bić nie monety srebrne, a miedziaki. W listopadzie 1659 r. pojawiły się miedziane szelągi, jeszcze przed Bożym Narodzeniem przezwane boratynkami. Bite, aby spłacić długi skarbu królestwa wobec wojska, tylko pogorszyły sytuację. Miedź użyta do ich wytwarzania była podłego gatunku. Mówiono, że „te szelągi ze szkła robione. Że w piasek zakopane, w żużel się obracają. Że masłem namazane, w mąkę jakąś się mienią”. Wartość szelągów stale się pomniejszała a to z powodu obniżenia ilości kruszcu, a to na wskutek inflacji. Tylko nominał pozostawał bez zmian.

I wtedy Tymff jako superintendent mennic królewskich zgłosił propozycję bicia srebrnych złotówek. Nominalna wartość nowej złotówki powinna być równa wartości dukata, czyli 30 groszom. To więcej niż nielubiana i wyśmiewana boratynka, która miała wartość trzeciej części grosza. Nowa złotówka była przezywana tynfem. W rzeczywistości zawierała nie 30 dawnych groszy srebra, jak Tymff obiecał królowi, a 12-18. Czyli oszustwo, od którego zaczęły się nieszczęścia Rzeczypospolitej. Szlachta i magnateria, która przecież starała się być przychylna królowi, na każdym kroku ponosiła straty. Mówiono nawet, że dla królestwa nadeszły gorsze czasy niż podczas potopu szwedzkiego. Z tego powodu trochę za namową magnatów i powinowatych w 1668 r. Jan Kazimierz zrzekł się korony królewskiej i wyjechał do Francji, gdzie objął dochodowe opactwo Saint-Germain-des-Prés. Był jednak tak wyczerpany, że tam rychło zmarł.

Podczas obrad sejmu w 1666 r. Andrzej Maksymilian Fredro żalił się przed posłami, że kiedy jest za granicą, traci dużo pieniędzy z powodu nikłej wartości polskiej złotówki. Tymff odpowiedział, że nie czuje się winny takiej sytuacji. Wtedy ktoś napisał satyrę: „Ojcze nasz, królu polski, Janie Kazimierzu, / Któryś jest w majestacie, lecz nie w dobrym pierzu / ale nas zbaw od Tymffa i Boratyniego, / i poszlij ich do czarta, piekła przeklętego”.

Prawda była taka: Tymff wybił więcej złotówek niż pozwalała na to uchwała komisji monetarnej, chciwie napychając zyskami swoją kieszeń. Sejm ogłosił swój zamiar postawienia Tymffa przed trybunałem skarbowym, ale on uciekł do Słupska, a stamtąd do Danii, gdzie zmarł.

Wyszukaj w blogu: