W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Anieli, Feliksa, Kamili, 31 maja 2020

„Pomsta” do słuchania

2020-04-27 08:31:38, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: Miasto,

Wersja na papierze ukazała się w 2017 r. Powieść wydało gdańskie wydawnictwo Oficynka. 27 kwietnia wyszła wersja do słuchania, tzw. audiobook. Książkę przez 13 godzin i 53 minuty czyta Bartosz Głogowski, aktor znany z takich seriali jak „Kod genetyczny” (gra faceta z klubu), „M jak miłość” (Kaleta, Janek), „Dziewczyny ze Lwowa”, (kolega kapitana), „Korona królów” (ochmistrz na dworze Bolka), „Plebania”, „Na dobre i na złe”, „Ojciec Mateusz”. Po „Postrzelonym” i „Porąbanym” jest to trzecia moja powieść do słuchania w interpretacji tego aktora. Za dwa tygodnie przeczyta „Zaproszenie na śmierć”, najnowszą moją powieść, która doczekała się e-booka i od dawna czeka na wersję papierową. Audiobooki są w serwisie Storytel.pl, wydała je firma Lind&Co.

„Pomsta” to mroczny cień przeszłości... Pewnego dnia zdun remontujący podupadły pałac księżnej Doroty de Talleyrand-Périgod na Zatoniu znajduje w kominie szczątki dziecka z dawnych lat. Znalezisko wstrząsa opinią publiczną. W tym samym czasie Daniel Jung dostaje polecenie od naczelnej, żeby przeprowadzić wywiad z profesorem Stefanem Poślednim, światowej sławy znawcą cywilizacji łużyckiej, który założył prywatną uczelnię archeologiczną. Do spotkania jednak nie dochodzi. Pośledni zostaje zamordowany w niewyjaśnionych okolicznościach. Dziennikarz śledczy - były glina - Daniel Jung zaczyna zadawać niewygodne pytania... „Pomsta” to trzecia część serii powieści o Danielu Jungu.

Oto fragmencik powieści:

Policjantka już miała spytać, co działo się później, gdy Nogal powiedział, że o osiemnastej wsiadł do fabii i wyjechał z domu, żeby nie spóźnić się na służbę. Wrócił w sobotę o ósmej. Spał do południa. Potem poszedł do delikatesów, co na pewno potwierdzi weterynarz z naprzeciwka, bo spotkał go przy cmentarzu na Kąpielowej i zamienił kilka cywilizowanych zdań. Po obiedzie przeglądał zdjęcia i zapiski z ostatnich dni.

− O siedemnastej trzydzieści jeden przyjechała Marta.

Policjantka słyszała to imię, lecz nie mogła sobie przypomnieć gdzie.

− Kim jest Marta?

− Córka Pośledniego z drugiego małżeństwa. Ją poznaję po chodzie. Zawsze na czymś, co ją unosi. I jak idzie, to najpierw widać piersi, a jest na co popatrzeć, potem resztę. Była z nią blondyna krótko obcięta. Idę o zakład, że to taka, co woli kobiety niż mężczyzn. Zresztą widać to po twarzy. Marta w tych sprawach także ma odmienne upodobania. Jak to niektórzy mówią: jest penisonieprzystępna. – Nogal zerknął na policjantkę, a ponieważ nie zareagowała na jego opinię, mówił dalej. – Ona, to znaczy blondyna, została w hondzie i paliła cluba ze złotym ustnikiem, bo są jeszcze z zielonymi i różowymi. Miała pozłacaną zapalniczkę marki Dupont.

− Aż takie szczegóły pan zauważył?

− Przypominam, że jestem pogranicznikiem. Po drugie, moja fujinon jest dokładniejsza niż niejedna luneta. Japońskie arcydzieło dla miłośników sztuki łowieckiej. Dla takich, co to chodzą na polowania po to, żeby podpatrywać dziką zwierzynę. Dostałem ją od kolegów, kiedy żegnałem się z wojskiem – pochwalił się lornetką leżącą na parapecie. – Blondaska paliła w hondzie, a Marta poszła do domu. Po pięciu minutach wyskoczyła jak oparzona. Dosłownie: wyskoczyła. Dlaczego?

− Właśnie dlaczego wyskoczyła jak oparzona?

− Naprawdę pani się nie domyśla?

Policjantka chciała powiedzieć, że nie przyszła do Nogala na plotki. Ją interesują niezbite dowody. To, co usłyszała, nie ma nawet charakteru poszlaki.

− A jak pan żył z Poślednim?

− Tak samo jak ten, z którym pani rozmawiała zanim do mnie przyszła – odpowiedział i pokazał na dom po drugiej stronie ulicy. – Nie gloryfikowałem profesora. Tu nikt go nie lubił. Może prezydent, ale jego więcej nie ma w domu niż jest. Nawet w sobotę i niedzielę. Służalcze życie samorządowego biuralisty. I nigdy nie wiadomo, jak jeszcze długo będzie się na stanowisku.

− Dlaczego sąsiedzi nie lubili Pośledniego?

− Uważał się za kogoś lepszego. Jakby był ulepiony z innej gliny. A ludzie chcą mieć takich sąsiadów, z którymi można pogadać, jak to się mówi, bez zobowiązań. Wymienić poglądy. Ponarzekać na przykład na służbę zdrowia. Na drożejące usługi komunalne. Pochwalić się dziećmi. Coś pożyczyć czy…

− Jeszcze jedno – przerwała mu policjantka. – Poza osobami, które pan sfotografował i opisał w swoim notatniku… Inaczej spytam. Czy do domu Pośledniego mógł wejść ktoś, kogo pan nie zauważył?

Po namyśle Nogal odpowiedział:

− Takie prawdopodobieństwo istnieje, pani sierżant. Istnieje tylko teoretycznie.

− A praktycznie?

Uśmiechnął się i zadowolony pokazał na skrzyneczkę za stolikiem. Wystawały z niej dwa mikrofony kierunkowe i coś, co było podobne do teleobiektywu. Zauważyła je wcześniej. Domyśliła się, że to stacja monitoringu. Gdy Nogal podniósł wieko skrzyneczki, żeby pochwalić się domową konstrukcją, Natasza zrobiła potępiającą minę i bez słowa wstała z krzesła. Powinna być mu wdzięczna za to, czego się dowiedziała i co zobaczyła. Nie była. Nawet nie podała mu ręki. Wetknęła notes do torebki, nie oglądając się za siebie, ruszyła w stronę drzwi.

− Świństwo! – rzuciła ze schodów. − Jaki ma pan interes w tym, żeby podsłuchiwać sąsiadów?

Odpowiedzi nie usłyszała.

Wyszukaj w blogu: