W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Geraldy, Honoriusza, Wery, 30 września 2020

Nostalgia

2020-05-04 11:02:07, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Miasto,

Za nami ulubiony czas Polaków, czyli najdłuższy weekend współczesnej Europy – majówka.

Tym razem inna niż zazwyczaj, ale teraz wszystko jest inne od tego, do czego się przyzwyczailiśmy i co uznaliśmy za normę. Obecni czekamy na zapowiedzianą przez premiera „nową normalność” i aż się boję co to będzie.

Miało być jednak o majówce. Cóż, ciągle, mimo pewnego poluzowania, trwa społeczna ogólnonarodowa izolacja, co w sposób oczywisty sprawiło, że opustoszały miejsca, które w ubiegłym roku tętniły życiem odwiedzane przez tłumy ludzi. Przekonałem się o tym choćby na przykładzie Lubniewic, gdzie na szlaku Michaliny Wisłockiej snuła się smętnie garstka spacerowiczów, gdzie pusta plaża i jeziora zawładnięte bez reszty przez kaczki i łabędzie. Na tym tle tym smutniej prezentował się lubniewicki zamek, coraz bardziej zniszczony i wydaje się niedostatecznie zabezpieczony przed wandalami i złomiarzami.

Na całe szczęście pogoda odrobinę się popsuła, więc i żal po utraconych grillach jakby mniejszy, choć w Marzęcinie, na polu piknikowym, para młodych ludzi usiłowała piec kiełbaski. Jednak okazuje się, że dla niektórych majówka bez grilla jest nie do przyjęcia.

Także obchody świąt państwowych tym razem były jakieś mdłe i niewiele znaczące z oczywistych powodów. Tym razem zabrakło dygnitarzy, którzy tak jak 10 kwietnia tłumnie bez odstępów i maseczek pokazywaliby swój patriotyzm i zaangażowanie w wypełnianiu obowiązków państwowych.

Wydaje mi się zresztą, że już wcześniej, w poprzednich latach, majówka była dla nas nie tyle okazją do obchodów ważnych rocznic i świąt, ile sposobnością do zabawy, grillowania przy piwie w przydomowych ogródkach i na działkach.

W poprzedniej epoce przez wielu uznawanej za czasy słusznie minione, jakoś się udawało łączyć sfery sacrum i profanum, czyli oficjalne pochody i manifestacje oraz popołudniowe pikniki i festyny dla ludu. Dzisiejsze obchody świąt państwowych odbywają się według rutynowego rytuału – nabożeństwo w świątyni w intencji Ojczyzny, potem składanie wieńców pod pomnikiem w obecności lokalnych dygnitarzy przy skromnym ilościowo udziale tzw. zwykłych ludzi, którzy jak się już rzekło wolą pić piwo i konsumować kiełbaski w towarzystwie rodziny i przyjaciół. Gdzie te czasy gdy w gorzowskich parkach bawiły się tłumy, nie brakowało cukrowej waty i baloników na druciku.

Więc i tęsknota za tym jakby większa i bardziej oczywista. Pewnie, że można powiedzieć, ot staremu komuchowi marzy się powrót do PRLu. Tyle tylko, że o podobnych odczuciach mówili mi także i ci, o których wiem, że nigdy nie akceptowali starego porządku, dla których udział w pierwszomajowym pochodzie był najbardziej przykrym obowiązkiem i udręką, Ale i oni dziś dostrzegają znaczenie ówczesnych obchodów w budowaniu narodowej wspólnoty i kształtowaniu patriotyzmu. Pewnie, że dla ludzi z mojego pokolenia jest w tym także, a może przede wszystkim, sentyment dla utraconej dawno młodości, że jest na to nałożony filtr idealizujący przeszłość, coś w rodzaju DDR-wskiej Ostnostalgie, kiedy byliśmy piękni i młodzi. Jednak w procesie gwałtownego dekomunizowania wszystkiego, zrywania z paskudną przeszłością potraciliśmy niestety sporo istotnych wartości i idei, których nie potrafiono niczym zastąpić. I stąd mój smutek i nostalgia.

Wyszukaj w blogu: