W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Geraldy, Honoriusza, Wery, 30 września 2020

Pro publico bono?

2020-05-12 13:07:54, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Miasto,

Takie dumne motto widnieje na fasadzie gorzowskiego magistratu wystarczająco długo, by mieszkańcy przestali nań zwracać uwagę i zastanawiać się nad jego znaczeniem. Gorzej, że nad sensem tych słów nie zastanawiają się także ci, którzy przede wszystkim winni kierować się zawartą w nich zasadą służebności dla dobra wspólnego, czyli nasi radni. Tę ostrą tezę pozwoliłem sobie sformułować na podstawie uzyskanych przeze mnie informacji dotyczących obecności gorzowskich rajców na sesjach i posiedzeniach komisji Rady Miasta. Kiedy kilkanaście dni temu występowałem do Urzędu Miasta z wnioskiem o udostępnienie w trybie informacji publicznej danych o frekwencji radnych obawiałem się, że ta wiedza nie zostanie mi udostępniona. Moje obawy wynikały z tego, że wcześniej odmówiono tych informacji zarówno śp. Piotrowi Steblin Kamińskiemu, jak i Alinie Czyżewskiej, którzy chcieli dowiedzieć się jak nasi radni wywiązują się z podstawowych zadań, jakim jest aktywna obecność na posiedzeniach statutowych organów Rady. Obawiałem się, że i teraz znajdzie się jakiś bardziej lub mniej wiarygodny powód, by i mnie tej informacji odmówić. Tymczasem niedawno w mojej skrzynce mailowej znalazła się odpowiedź podpisana przez Sekretarza Urzędu zawierająca szczegółowe dane dotyczące frekwencji. Imienny wykaz obecności, daty odbycia sesji i posiedzeń komisji pozwalają na dokładną analizę działalności poszczególnych radnych i sformułowanie konkretnych wniosków. Potwierdza się moim zdaniem widoczna od jakiegoś czasu reguła, że w składzie rad poszczególnych kadencji zawsze znajduje się co najmniej kilku radnych, którzy lekce sobie ważą spoczywające na nich obowiązki wynikające z objęcia mandatu radnego, a może i nawet nie bardzo zdają sobie sprawę z tego na czym polega sprawowanie owego mandatu.

W bieżącej kadencji gorzowska Rada Miasta zebrała się już 18 razy na sesjach,  większość z 7 komisji problemowych odbyły już ponad 20 posiedzeń ( z wyjątkiem Komisji Rewizyjnej i Komisji Skarg Wniosków i Petycji, które zbierają się rzadziej). Z list obecności jasno wynika, który z radnych zasługuje na pochwałę, a który na naganę. Gdy mówimy o sesjach to za wzór dla innych może być  sam przewodniczący Jan Kaczanowski, który był obecny na wszystkich sesjach i na posiedzeniach komisji, której jest członkiem. Jakoś mnie to specjalnie nie zaskoczyło, bo kiedy w trybie wieczorowym łączył naukę w szkole średniej z pracą zawodową i obowiązkami rodzinnymi to zdarzyło mu się opuścić chyba tylko jeden dzień nauki w przeciągu trzech lat zdobywania wiedzy w ogólniaku na rondzie, o czym wiem z autopsji, bo byłem tam  wówczas  nauczycielem. Oprócz niego żadnej sesji nie opuścili radni K. Kochanowski i P. Szymotowicz. W pracach komisji szczególnie wyróżnia się radna Grażyna Wojciechowska, która nie dość, że pracuje w składzie trzech komisji to jeszcze nie zdarzyło się by była nieobecna na którymś posiedzeniu. Na drugim biegunie znajdziemy radnego, który na 18 sesji opuścił 8, w tym 4 nieobecności pozostały nieusprawiedliwione. Jeszcze ładniejsze „kwiatki” znajdziemy na listach obecności  posiedzeń komisji, bo jest i taki radny, który nie zaszczycił swoją osobą ani jednego posiedzenia. To niechlubni liderzy, ale jest sporo takich radnych, do których można mieć większe lub mniejsze zastrzeżenia. Każdy radny musi mieć świadomość, że jako osoba publiczna podlega społecznej kontroli i obserwacji, a wyniki ich pracy podlegają naszej ocenie, nie tylko w trakcie weryfikacji wyborczej.

Mam wrażenie,  że nie wszyscy radni decydując się na przyjęcie mandatu byli gotowi mentalnie i organizacyjnie do tego by właściwie wywiązać się ze swej roli. Bo gdyby przyjrzeć się nie tylko frekwencji, ale także np. sposobowi i terminowości pełnienia dyżurów radnych, bieżącym, codziennym kontaktom z mieszkańcami, konsultacjom z ekspertami przy analizie projektów uchwał i dokumentów przygotowywanych na sesje, merytorycznej wartości wypowiedzi na sesjach i komisjach, znajomości regulaminów i procedur to naprawdę można by dojść do smutnych wniosków. Nie mówię już o tym, że niektórzy radni pełniąc ważne funkcje zawodowe nie mają po prostu czasu na to by skutecznie połączyć obowiązki służbowe (czasem daleko od Gorzowa) z zadaniami radnego, a mimo tego nie zrzekają się mandatu z niezrozumiałych dla mnie powodów.

Uzyskane przeze mnie informacje wyraźnie wskazują, że jest problem z frekwencją radnych i że uchwała o rozszerzeniu katalogu usprawiedliwionych nieobecności jest tego wyraźnym potwierdzeniem. Jednak reakcja medialna na tę uchwałę wydaje mi się przesadzona, istota sprawy leży bowiem zupełnie w innym miejscu. Aspekt prawny oceni Wojewoda Lubuski, który jeszcze nie zareagował na tę uchwałę, natomiast aspekt moralny winni wziąć sobie do serca sami radni, którzy nie powinni szukać tanich wymówek dla swej nieodpowiedzialności.

Natomiast za kompletne nieporozumienie uznaję pretensje o to, że radnym zakupiono ze środków Urzędu tablety umożliwiające uczestnictwo w sesjach on-line. W taki sprzęt radni gorzowscy powinni być wyposażeni już dawno, choćby po to by mogli oni otrzymywać materiały na sesje w wersji elektronicznej, co zapewniłoby także sporą oszczędność papieru. Inne samorządy już dawno o to zadbały, więc zarzut o to, że kupiono tablety radnym a nie znajdującym się w potrzebie dzieciom z ubogich rodzin uznaję za najczystszy populizm. Ale to temat na inną rozmowę.

Wyszukaj w blogu: