W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Estery, Kiry, Rudolfa , 7 lipca 2020

In memoriam

2020-06-13 09:15:30, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Miasto,

Dobrze wszyscy pamiętamy, że początek kwietnia bieżącego roku to okres najsurowszych zakazów i nakazów epidemicznego lockdownu tak bardzo męczącego Polaków. Wtedy właśnie odszedł nieodżałowany Roman Bukartyk, którego na gorzowskim cmentarzu żegnało zaledwie kilku najbliższych członków rodziny, bo nawet nie wszystkie wnuki mogły stanąć nad mogiłą dziadka.

Dlatego uroczystość odsłonięcia tablicy upamiętniającej jego dokonania była swoistą formą pożegnania Romka przez tych wszystkich, którzy nie mogli tego zrobić wówczas gdy odszedł.

Skromna, acz podniosła ceremonia zgromadziła wielu przyjaciół Romka, którzy zapamiętali go jako wybitnego działacza żużlowego i samorządowego – byli ludzie związani z wielką Stalą  lat 60 i 70, jak Jerzy Rembas, Ryszard Dziatkowiak, Ryszard Fabiszewski, Stanisław Maciejewicz i wielu innych. Nie mogło zabraknąć licznej grupy radnych obecnej i minionych kadencji, prezydentów i wiceprezydentów Gorzowa  (aktualną władzę reprezentowała pani wiceprezydent Małgorzata Domagała), a także wielu z tych, którzy znali Romka z czasów jego owocnej pracy w administracji państwowej i tzw. aparacie politycznym epoki PRL. Dla nich wszystkich Roman Bukartyk był prawdziwym mistrzem i przyjacielem. Byli członkowie najbliższej rodziny – syn Tomasz z małżonką.

Ceremonii towarzyszył dźwięk ryczących motorów żużlowych bo na torze trenowali reiderzy gorzowskiej Stali  przygotowujący się do inaugurującego tegoroczną rywalizację pojedynku z leszczyńską Unią. Ten ryk silników to najpiękniejsza muzyka w uszach miłośników żużla, stanowiący jednocześnie iście symboliczną oprawę tej uroczystości.

Prawdziwym sprawcą tego wydarzenia był przewodniczący Rady Miasta Gorzowa  Jan Kaczanowski, człowiek który współpracował i przyjaźnił się z Romkiem od początku lat 70.

Jak powiedział  w swoim ciepłym i serdecznym okolicznościowym wystąpieniu stało się to możliwe dzięki temu, że jego pomysł został natychmiast i bez żadnych warunków „kupiony” przez prezesa Stali Marka Grzyba.

Dla mnie ta piękna inicjatywa oznacza nie tylko chęć upamiętnienia i uhonorowania osoby Romana Bukartyka, jest bowiem także, a może przede wszystkim, wyrazem szacunku dla ludzi, których dokonania są ważniejsze od ich poglądów politycznych, czy tego, jakie legitymacje partyjne nosili w kieszeni.

Dziś, gdy tak lekko i bezkrytycznie rozlicza się ludzi pracujących dla ojczyzny w epoce PRL, gdy bez głębszej refleksji rzuca się na nich inwektywy, wyzywa od komuchów i lewackiej zarazy, upamiętnienie Romana Bukartyka pozwala mieć nadzieję, że może jeszcze będzie u nas normalnie, że wyzwolimy się z tego zaczadzenia odbierającego rozum i rozsądek.

Oddanie hołdu Romanowi to także dowód na to, że obecni włodarze Stali doskonale rozumieją wartość sportowej wspólnoty, tak bardzo ważnej teraz gdy sport się profesjonalizuje i komercjalizuje. Bez kibiców, bez działaczy, bez całej tej społecznej otoczki sport zostaje pozbawiony swego pierwotnego sensu i dlatego mecze bez kibiców na trybunach będą smutne i bez emocjonalnego wydźwięku. Żeby klubowe motto „Zawsze razem” nabrało swego znaczenia musi wrócić normalność także do żużla, a z krótkiej rozmowy z panem prezesem Grzybem wnioskuję, że ma on tego pełną świadomość i co ważniejsze wiele fajnych pomysłów, które tę wspólnotę będą rozwijać i umacniać.

Warto jeszcze wspomnieć krótkie wystąpienie wieloletniego klubowego mechanika Stanisława Maciejewicza, który wspominał nie tylko Romka, ale przede wszystkim starał się przypomnieć romantyczny klimat tamtych czasów, gdy cała drużyna po meczu, czy treningu zbierała się w domu Romana, a jego żona – pani Janina podawała kawę, czy herbatę. Czy dziś byłoby to możliwe?

Odejście Romana Bukartyka, jednej z wielu ikonicznych postaci gorzowskiej żużla powiększyło grono tych, którzy przeszli już na drugą stronę, dobrze więc, że się o nich pamięta.

Za to, że pamięć tę się kultywuje, za tę symboliczną tablicę, w imieniu wszystkich przyjaciół Romka, dziękuje ci raz jeszcze drogi Janku.

Wyszukaj w blogu: