W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Estery, Kiry, Rudolfa , 7 lipca 2020

Wybory i co potem

2020-06-22 11:25:57, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Miasto,

Tak się jakoś dzieje, że ostatnimi czasy każde wybory w naszym pięknym kraju są określane jako przełomowe, o wyjątkowym znaczeniu dla nas wszystkich i naszej przyszłości. Potem, gdy mamy je już za sobą okazuje się, że ich rezultat nie wywołał żadnego przełomu, ludzie żyją dalej po swojemu, a politycy nadal uprawiają swoje gry i zabawy, które jakoś coraz mniej nas obchodzą.

Obawiam się, że nie inaczej stanie się i teraz gdy już wybierzemy prezydenta Rzeczypospolitej. Bez względu na to, kto nim będzie, trudno oczekiwać, że tym razem nastąpi widoczna zmiana w sposobie uprawiania polityki, że trwać będzie, być może jeszcze z większym natężeniem, wojna plemienna Polaków.

 Trwająca właśnie kampania wyborcza w sposób oczywisty pogłębia podziały wśród nas, ostrość wypowiedzi poszczególnych pretendentów to już słowna agresja, a wśród zwolenników tego bądź innego kandydata coraz częściej dochodzi  do przemocy fizycznej. To wszystko zapada w pamięć, co oznacza, że znowu nie będziemy mieć prezydenta wszystkich Polaków.

Niewątpliwie też, bez względu na to, który z głównych kandydatów zwycięży, to wynik wyborów będzie kontestowany przez blisko połowę wyborców. Będą oskarżenia o fałszowanie wyniku wyborów, co wyraźnie wskazuje na to, jak bardzo w ostatnich latach została osłabiona nasza demokracja, a to rodzi z kolei brak zaufania i wiary w uczciwość klasy politycznej.

Wszystko to, co dotąd napisałem pokazuje, że zabrnęliśmy w ślepy zaułek, że nastąpiło dramatyczne zaplątanie głównych partii powodujące swoisty klincz uniemożliwiający konstruktywną współpracę w rozwiązywaniu naszych polskich spraw.

Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że obecna sytuacja naszego kraju bardzo zbliża się do niebezpiecznego kryzysu ustrojowego, który może spowodować także głęboki kryzys społeczny i gospodarczy.

Zastanawiam się nad tym czy już nie doszliśmy do takiej sytuacji, w której konieczne będzie dokonanie jakiegoś resetu, zwołanie kolejnego okrągłego stołu, przy którym zapiekli przeciwnicy mogliby się wreszcie porozumieć dla naszego wspólnego dobra. Obawiam się jednak, że dopóki w polskiej polityce są Tusk i Kaczyński nie będzie to możliwe.

Sądzę, że jest możliwe, bo już wkrótce stanie to koniecznością, jako że mury coraz wyższe,  a rowy coraz głębsze.

Uczestnicy wyścigu do najwyższego urzędu w państwie wydają się to dostrzegać, bo niemal każdy mówi o potrzebie porozumienia, odbudowy wspólnoty, przeprowadzenia procesu wielkich zmian.

Tyle tylko, że dzień po wyborach, ich zwycięzca natychmiast zmieni swoją retorykę, zapomni o złożonych obietnicach, bo główny cel został osiągnięty i już nie będzie trzeba się starać. Bo zwycięstwo wyborcze staje się celem samym w sobie, chodzi o zdobycie, bądź utrzymanie władzy, a nie o dobro wspólne.

Dlatego patrzę na kampanię wyborczą z dużym dystansem wychodząc z założenia, że jest to rodzaj swego rodzaju teatrum, w którym występujące postaci odgrywają pewną  przydzieloną rolę, żeby nie powiedzieć, że stają się tylko marionetkami.

Ale na wybory pójdę, choćby tylko po to, żeby powiedzieć, iż zrobiłem co mogłem. I do pójścia na wybory zachęcam wszystkich.

Wyszukaj w blogu: