W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Augustyny, Łukasza, Urbana , 30 października 2020

Temperatura wrzenia

2020-10-13 13:33:44, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Miasto,

Patrzę na demonstrację rolników na ulicach Warszawy i zastanawiam się nad tym po co to Kaczyńskiemu było. Demonstracja może i nie najliczniejsza, ale emocjonalna i hałaśliwa, a przez to podnosząca i tak wysoką temperaturę polskiego życia politycznego.

Sądzę, że problem najlepiej zdefiniował kiedyś prezydent Wałęsa, który powiedział, że bracia Kaczyńscy świetnie sprawdzali się w walce, natomiast kiedy przychodził czas budowy okazywali się mało użyteczni. Lech Wałęsa może nie intelektualista, dowiódł tym osądem, że jest człowiekiem wyczuwającym wiele instynktownie, dzięki czemu osiągnął to, o osiągnął. Ostatnie lata wielokrotnie pokazały, że najważniejszy polityk w Polsce najlepiej się czuje, gdy przychodzi mu zarządzać kryzysem, w walce z prawdziwym, czy wyimaginowanym wrogiem widzi najlepszą metodę do realizacji swych celów. Jasno to było widać w ostatniej kampanii prezydenckiej, gdy na celownik trafiła tzw. „ideologia LGBT”, czy wcześniej uchodźcy. A jeśli sięgniemy głębiej do pamięci to przypomnimy sobie bliżej niesprecyzowany układ, który trzeba było rozwalić, ubekistan,  rozmaitej maści lewków, liberałów unijnych nie dbających o wartości, których trzeba było bronić jak niepodległości. W tym szaleństwie jest metoda, obecnie bowiem wystarczy, że Jarosław Kaczyński rzuci jakieś hasło i natychmiast rozpętuje się piekło.

Dziś, gdy pytam na czym polega kolejna „piątka Kaczyńskiego” mało kto potrafi udzielić odpowiedzi. Tych piątek było już tyle, że naprawdę trudno się w tym wszystkim połapać. Czyli nie chodzi o to, żeby złapać króliczka, ale by gonić go, jak to pięknie wyśpiewywali Skaldowie.

Zresztą casus Jarosława Kaczyńskiego nie jest na naszej scenie politycznej, czymś wyjątkowym. Profesjonalni politolodzy mogliby niewątpliwie sypać przykładami jak z rękawa.

Ja odwołam się do przykładu z lokalnego podwórka, jako że uważam iż według podobnej metody działał w naszym mieście poprzednik Jacka Wójcickiego, prezydent Tadeusz Jędrzejczak.

On też jest politykiem, który czuje się najlepiej, gdy ma konkretnego przeciwnika, żeby nie powiedzieć wroga. Ktoś mógłby powiedzieć, że dzięki temu staje się politykiem wyrazistym, rozpoznawalnym, skupiającym się nad obroną swoich poglądów i wyznawanych wartości. Może i tak, tyle że jest cienka granica, której przekroczenie oznacza narzucanie swojej jedynie słusznej woli, brak umiejętności zawierania czasem koniecznego kompromisu, obrażalstwo i wywoływanie złych emocji. Oznacza to także nadwrażliwość wyrażającą się w poszukiwaniu wszędzie wrogów, podejrzenia o nielojalność u podwładnych i współpracowników. W ostatnich latach prezydentury Tadeusza Jędrzejczaka bardzo często z różnych ust można było usłyszeć zdanie, że jego największym wrogiem jest on sam. I dlatego potem, gdy po spektakularnych zwycięstwach równie koncertowo przerżnął rywalizację z Jackiem Wójcickim zaskoczenie wynikiem nie było zbyt wielkie.

Nie mniej jednak przytoczone tu przykłady osób z wielkiej polityki dowodzą, że nie jest to dobry czas dla tych, których cechuje koncyliacyjność, skłonność do zgody i współpracy.

Wyszukaj w blogu: