W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Adeli, Felicyty, Klemensa , 23 listopada 2020

Co po pandemii?

2020-11-20 08:59:27, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Miasto,

Kilka dni temu przemiła sąsiadka z portalu Renia Ochwat przedstawiła dosyć apokaliptyczny obraz Gorzowa po zmroku – opustoszałego, z pozamykanymi sklepami, ciemnymi ulicami. Choć przestałem bywać w mieście o tej porze jestem w stanie ten obraz sobie wyobrazić. Bo podobnie jak większości współmieszkańców moje wyjścia z domu ograniczają się do krótkich, acz niezbędnych wizyt w supermarketach, jeszcze krótszych w ulubionej piekarni u Szypiórkowskiego (to nie jest lokowanie produktu) oraz odbiorze zamówionych w sieci książek w księgarni. Jeszcze od czasu do czasu wyjazd do lasu (tyle dobrego, że tym razem nam ich nie zamknięto) na mały spacer, bo grzyby się już chyba skończyły I to właściwie wszystkie zajęcia dla osoby niepracującej zawodowo i pozbawionej innych, jakichkolwiek obowiązków. Tak teraz wygląda życie wielu ludzi nie tylko w Gorzowie, nie tylko w Polsce, ale obawiam się, że w większości krajów świata. Więc i przygnębiający obraz naszego miasta nie jest czymś nadzwyczajnym, ani wyjątkowym, tym bardziej, że przecież nie brakuje miejsc gdzie wprowadzono godzinę policyjną, czyli coś czego my możemy się dopiero spodziewać. Taka groźba staje się coraz bardziej realna, bo władza nie bardzo ma pomysł, jak zakończyć uliczne protesty i manifestacje kobiet i młodzieży, a społeczny odbiór tych wydarzeń jest coraz bardziej niebezpieczny dla rządzących. Sądzę bowiem, że nie tylko mną wstrząsnął obraz trzech rosłych policjantów w pełnym rynsztunku bojowym obezwładniających drobną dziewczynkę, której jedyną przewiną było to, że ośmieliła się trzymać w ręce kawałek tekturki z jakimś napisem nieprzychylnym władzy.

Kiedyś jednak, oby jak najszybciej, choć pewnie nie tak szybko, jak to zapowiada długonosy PMM, pandemia się skończy. Czy nasze życie wróci od razu do normy, czy znowu powrócimy w dobrze znane koleiny  wyznaczane rytuałami, obyczajami, przyzwyczajeniami? Myślę, że nie będzie to proces ani łatwy, ani krótki. Wiele ulubionych sklepów nie zostanie ponownie otwartych bo ich właściciele zostaną zmuszeni do ogłoszenia bankructwa, podobny los może dotknąć kawiarnie, w których spotykaliśmy się z przyjaciółmi, czy restauracje, do których chodziliśmy na niedzielny obiad. Jednak najgorsze i najboleśniejsze, bo nieodwracalne, są coraz częstsze wieści, że właśnie odszedł ktoś znajomy, kolega, przyjaciel, członek rodziny, bo przegrał walkę ze śmiertelną chorobą. Lista robi się coraz dłuższa, coraz tragiczniejsza. Dziś telefoniczną rozmowę nie zaczyna się od zwyczajowego „co słychać”, tylko od „jak się czujesz, jak zdrowie”. Potem wymiana informacji o tym kto ze znajomych został zakażony i groza rośnie. Nie ma beztroskiej paplaniny o pogodzie, o codziennych duperelach, bo ani ku temu nastrój, ani ochoty.

Jakże często pojawia się opinia, że świat po pandemii nie będzie już tak sam jak kiedyś, że my nie będziemy tacy sami. Trudno się z tym nie zgodzić. Bo jak pisał wieszcz w niedawno przypomnianych Dziadach (cz.II) „Kto nie doznał goryczy ni razu, ten nie zazna słodyczy w niebie”. Rację też mieli starożytni mędrcy, którzy twierdzili, że cierpienie uszlachetnia. Trzeba mieć nadzieję, że i tym razem nie będzie inaczej, że z tego wielkiego nieszczęścia wyjdziemy odrodzeni, silniejsi i lepsi, choć czasem trudno w to uwierzyć, jak się patrzy na to co się dzieje wokół nas. Ale niech żywi nie tracą nadziei.

Wyszukaj w blogu: