W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Klaudyny, Romana, Tomasza , 18 listopada 2019

Sporty kultowe, sporty niszowe

2014-04-01 15:15:25, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Sport,

Wybrałem się na mecz piłki wodnej. Waterpolo to dyscyplina olimpijska, uprawiana w wielu krajach, gra bardzo widowiskowa i dynamiczna. Widziałem taki mecz (juniorów!!!), w którym zmagali się Serbowie z Chorwatami. Mecz osiągnął taki stopień zaciętości i zaangażowania zawodników, że trenerzy musieli wprowadzić do gry w polu rezerwowych bramkarzy, jako że na ławce siedzieli wyłącznie zawodnicy już wykluczeni z gry za nadmiar fauli. Pamiętam także kipiącą z emocji widownię na Słowiance, gdy grały juniorskie reprezentacje Polski i Turcji, a wynik ważył się do końca. Zbyt często jednak w naszej piłce wodnej mamy do czynienia z meczami, w których jedna drużyna gromi drugą olbrzymią różnicą bramek, co sprawia, że stają się one widowiskami jednostronnymi i zwyczajnie nudnymi. To dlatego między innymi w naszym kraju waterpolo stało się dyscypliną niszową uprawianą tylko w kilku ośrodkach, bo rzadko zdarza się by włodarzom miast, którym udało się zbudować basen starczyło jeszcze pieniędzy i przede wszystkim cierpliwości na to, by stworzyć drużynę waterpolową zdolną do osiągania sukcesów. Proces budowy zespołu, nawet juniorskiego, który byłby w stanie konkurować z uznanymi firmami z Łodzi, Szczecina czy Bytomia musi bowiem potrwać co najmniej kilka lat. W waterpolo niemożliwe są cuda takie jak choćby w hokeju na lodzie, gdzie reprezentacja Polski potrafiła wygrać ze Sborną. By osiągnąć poziom Węgier, czy choćby Holandii niezbędne jest stworzenie systemu szkolenia i rozgrywek, wybudowanie wielu basenów, w których będzie miejsce dla piłkarzy, a także sporych pieniędzy.

Takie myśli chodziły mi po głowie, gdy patrzyłem jak piłkarze GKPW 59, którzy jak nazwa wskazuje uważają się za spadkobierców wielkiej waterpolowej drużyny Stilonu, szesnastokrotnego mistrza Polski, przegrywa bezdyskusyjnie z zawodnikami z Łodzi.  Wydawać by się mogło, że w Gorzowie zrobiono wszystko by osiągać sukcesy w piłce wodnej przynajmniej na miarę krajową. Są wspaniałe tradycje, są nieźli jak na polskie warunki szkoleniowcy, jest wspaniały obiekt umożliwiający szkolenie w komfortowych, nieosiągalnych dla innych, warunkach. Gdy słuchałem opowiadań trenerów z innych ośrodków o tym jak przychodzi im trenować na dwóch torach szkolnego baseniku to nie byłem w stanie zrozumieć jak to się dzieje, że ich drużyna bije naszych jak chce.

Okazuje się, że gorzowscy piłkarze wodni, a także pływacy większe sukcesy osiągali wtedy, gdy trenowali przy dwudziestostopniowym mrozie na otwartym basenie na Energetyków, niż dziś, gdy do swej dyspozycji mają nowoczesny basen Słowianki.

Krokiem we właściwym kierunku było utworzenie Zespołu Szkół Sportowych, w którym mieli się kształcić młodzi sportowcy uprawiający dyscypliny sportowe związane z wodą. Tym bardziej, więc może dziwić decyzja wykluczająca młodych waterpolistów ze struktur tej szkoły. Gdyby nie uprzejmość dyrektora „Trzynastki” Tadeusza Wierzbickiego, który przygarnął osieroconych piłkarzy pod swoje skrzydła nie mieliby oni okazji korzystania z przywileju rozszerzonego programu wychowania fizycznego.

W dodatku gorzowskie środowisko waterpolowe jest mocno podzielone, co wynika z konfliktów personalnych uniemożliwiających współpracę trenerów, działaczy, rodziców. Dlatego od pewnego czasu działają w naszym mieście dwa kluby, w których uprawiana jest piłka wodna. Wspomniany już Gorzowski Klub Piłki Wodnej – 59 wydaje się zjeżdżać po równi pochyłej. Odeszło z niego wielu młodych graczy, którzy swoją karierę postanowili kontynuować w nowo powstałym klubie Alfa. GKPW 59 bez powodzenia uczestniczy w rozgrywkach seniorskich, w których nie zdobył dotąd ani jednego punktu, co jest niewątpliwą kompromitacją. Nie trafiają mi do przekonania wyjaśnienia trenera Diakonowa, że gramy juniorami i stąd takie wyniki. Wypadałoby w tym miejscu zapytać, dlaczego gorzowscy wychowankowie zamieszkujący nadal w naszym mieście grają, jak się domyślam za przysłowiowe frytki, w klubie poznańskim mając poważne szanse na medal w tych rozgrywkach. Jak to się dzieje, że Paweł Wielogórski, były zawodnik gorzowski potrafi na mecze lecieć z Londynu, gdzie aktualnie przebywa, zdobywa wiele bramek, ale w barwach Poznania.

Być może sytuacja się zmieni dzięki wysiłkom działaczy Alfy, którzy starają się rozsądnie i bez pośpiechu budować pozycję swego klubu. Początki są obiecujące, jako że we wszystkich rozgrywkach, w których uczestniczą jego zawodnicy, osiągane wyniki są lepsze niż lokalnego rywala.

Bez względu na okoliczności nie jest to zdrowa sytuacja, Gorzów nie ma takiego potencjału, który usprawiedliwiałby istnienie dwóch klubów piłki wodnej, a rywalizacja pomiędzy nimi nie zawsze zachowuje charakter zdrowej, sportowej konkurencji.

W ten sposób gorzowskie bagienko sprawia, że dyscyplina staje się coraz bardziej niszowa, nie tylko w kraju, ale i w naszym mieście, o czym świadczą pustki na trybunach Słowanki. Mecze, w których nasi biorą baty nie wywołują zainteresowania nawet wśród rodzin i przyjaciół zawodników.

Zresztą to określenie sport niszowy w naszym mieście ma specjalne znaczenie. Za sport niszowy niektórzy w Gorzowie uważają np. koszykówkę, a wszystko to po to by usprawiedliwić przekazywanie dużych pieniędzy na żużel, co odbywa się kosztem innych dziedzin sportu. Żużel sport w Gorzowie prawdziwie kultowy jest tak naprawdę sportem prowincjonalnym, coraz bardziej kojarzącym się z cyrkowymi popisami podobnymi do osławionej beczki śmierci, niż z prawdziwą sportową rywalizacją. Całe szczęście, że w ostatnim czasie idzie prostą drogą do pełnej degrengolady i zatracenia. Im szybciej to nastąpi, tym lepiej dla polskiego i gorzowskiego sportu.

Za pieniądze, które miasto wydaje na organizację żużlowego Grand Prix z powodzeniem można by zbudować drużynę piłki wodnej zdolną zakwalifikować się do Final Four waterpolowej Ligi Mistrzów i jeszcze starczyłoby na organizację tej imprezy w Gorzowie. Efekt propagandowy i promocyjny dla miasta byłby niewątpliwie o wiele większy niż tracąca z roku na rok na znaczeniu impreza żużlowa.

Wyszukaj w blogu: