W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Darii, Mateusza, Wawrzyńca , 21 września 2019

Siatka pod nóż?

2015-01-25 13:30:43, Autor: Robert Gorbat | Kategorie: Sport,

W ostatnią sobotę, 24 stycznia, wybrałem się na drugoligowe derby siatkarzy do Międzyrzecza. Zobaczyłem fajny mecz dwóch czołowych zespołów pierwszej grupy drugiej ligi, w którym miejscowy Orzeł pokonał 3:1 Meprozet GTPS. Wydarzeniem wieczoru nie była jednak pierwsza w tym sezonie porażka gorzowian. O wiele istotniejsze wydały mi się rozmowy, toczone na trybunie. Bo dowiedziałem się z nich, że dni gorzowskiego volleyballu w ligowym wydaniu są policzone.

W czym rzecz? Do końca 2014 roku głównym, tytularnym sponsorem naszych siatkarzy była firma Meprozet ze Starego Kurowa. Zenon Michałowski – szef zarządu zakładów, a równocześnie prezes klubu - nie szczędził sportowcom grosza. Ubiegłoroczny budżet GTPS zamknął się kwotą 530 tys. zł, w czym największą zasługę miał właśnie Michałowski i kilku jego biznesowych przyjaciół. Późną jesienią w Meprozecie (tym ze Starego Kurowa) doszło jednak do pałacowego przewrotu. Michałowski nie miał większościowego pakietu udziałów, więc jego wspólnicy zmówili się, odwołali pana Zenona z funkcji prezesa, powołali na to stanowisko swojego człowieka i oświadczyli z rozbrajającą szczerością, że nie będą już wydawali pieniędzy na gorzowską siatkówkę. Ważną do końca starego roku umowę wypełnili, lecz o zawarciu nowej nawet nie chcieli słyszeć.

Michałowski wierzył, że lukę tę – przynajmniej w części – wypełni dotacja od miasta. Jego nadzieje na nowe porządki w sporcie po zmianie prezydenta Gorzowa szybko zostały jednak rozwiane. Mimo deklaracji Jacka Wójcickiego na opłatkowym spotkaniu w GTPS okazało się, że przy rozdziale pieniędzy nadal obowiązuje schemat, narzucony środowisku przez Tadeusza Jędrzejczaka. A w tym na publiczny grosz mogli liczyć – spośród zespołowych sportów – tylko żużlowcy, koszykarki i w ograniczonym stopniu futboliści. Reszta miała sobie radzić sama. I wciąż musi to robić, bo w pierwszej odsłonie tegorocznego podziału miejskich funduszy nic się nie zmieniło.

Siatkarze stanęli nad skrajem przepaści. – W kasie mam tylko 12 tys. zł – mówił w Międzyrzeczu Michałowski. – To tyle, co… nic. Na szkolenie młodzieży miasto obiecało nam 70 tys. O 5 tys. mniej niż w ubiegłym roku. A za sam wynajem hali przy Czereśniowej, należącej przecież do miasta, zapłaciliśmy w minionych 12 miesiącach 75 tys. zł. Czyli wszystko, co nam przyznano, musieliśmy oddać! Tak się nie da funkcjonować. Niech miasto weźmie sobie wszystkie młodzieżowe grupy i samo je szkoli. Pierwszą drużynę być może wycofamy z rozgrywek, a klub postawimy w stan likwidacji. We wtorek zamierzam złożyć rezygnację z funkcji prezesa GTPS. Nie chcę firmować swoim nazwiskiem upadku stowarzyszenia, tej całej degrengolady, która nas otacza…

Jeśli czarny scenariusz prezesa doczeka się realizacji, to stracimy wszyscy. Zawodnicy i ich trener Krzysztof Kocik, którzy wykonali w minionym półroczu kawał dobrej roboty. Kibice, którzy oczami wyobraźni widzieli już swoją drużyna na co najmniej pierwszoligowym poziomie. Miasto, które bez widomego celu będzie opłacało szkolenie siatkarskiego narybku w kilku szkołach. A przede wszystkim setki dzieciaków, którym zamknie się drogę do rozwoju ich sportowych karier w rodzinnym mieście.

Czy o taki sposób funkcjonowania sportu w Gorzowie nam chodziło, gdy 16 listopada ubiegłego roku szliśmy do wyborczych urn?!

                                                         

Wyszukaj w blogu: