W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Arkadii, Krystyna, Stanisławy , 13 listopada 2019

Superpuchar w Poznaniu dla Poznania

2015-07-11 11:25:32, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Sport,

Rozpoczynający się wkrótce nowy sezon piłkarski zapowiada się niezwykle ciekawie. Polska reprezentacja narodowa lideruje grupie w eliminacjach do Mistrzostw Europy, w których na dzień dobry mamy mecz z Niemcami chcących niewątpliwie odegrać się za pierwszą w historii przegraną z naszymi Orłami. Drużyny klubowe całkiem nieźle wystartowały w europejskich pucharach, może to jeszcze nie jest perspektywa przebicia się do elitarnej Ligi Mistrzów, ale szansa na dwa kluby w grach grupowych Ligi Europy jest całkiem realna. Dlatego też ze szczególnym zainteresowaniem kibice czekali na tegoroczny superpuchar, tradycyjny mecz mistrza kraju ze zdobywcą pucharu, który zwykle poprzedza inaugurację ligi.

Tym razem nastrój oczekiwania i napięcia podnosił zestaw przeciwników; dwie najbardziej renomowane i chyba najbardziej w tym momencie skonfliktowane, nie tylko w sensie sportowym, ekipy. Zdarzało się, bowiem w ostatnich latach podkupowanie zawodników, niezbyt fortunne wypowiedzi prezesów i zawodników, a także niczym nieskrywana nienawiść kibiców Lecha Poznań i Legii Warszawa. Poznaniacy mieli wreszcie swoją chwilę chwały, gdy po wielu latach upokorzeń wreszcie zdobyli w czerwcu upragniony tytuł majstra. Dlatego więc wybrałem się na ten mecz, polskie Gran Derbi, El Classico, czy jak tam chcą ten sportowy event nazywać nasi złotouści żurnaliści.

Oprócz aspektu sportowego chciałem też poczuć atmosferę wielkiego widowiska współtworzonego przez 40 tysięcy kibiców oraz porównać organizację meczów piłkarskich choćby z tym, co widziałem na Stadionie Olimpijskim w Berlinie w trakcie spotkań Herthy. Tak się, bowiem złożyło, że ostatnio częściej na żywo obserwowałem mecze tej drużyny w Bundeslidze, niż grę popularnego Kolejorza w naszej rodzimej Ekstraklasie.

Przede wszystkim należy podkreślić, że tym razem bez większych problemów można było kupić bilety na mecz w Internecie. Jeżeli tylko pomyślało się o tym odpowiednio wcześniej można było nawet przebierać w wyborze odpowiedniego miejsca na stadionie.

Nie było całej tej uciążliwej biurokracji z kartami kibica, podawaniem numeru PESEL, zaświadczeń o niekaralności, sorry tu się już rozpędziłem, choć nigdy nie wiadomo, co wymyślą nasi dzielni działacze, byle tylko uzasadnić swoją obecność w klubach. Mnie w każdym razie te wszystkie wymagania odstręczają od kupna bilety na mecz i sądzę, że nie jestem w tym osamotniony. Gdzie te czasy, gdy wystarczyło się ustawić w często długaśnej kolejce do kas i po odstaniu kilkunastu minut rozkoszować się piłkarskimi emocjami na starym stadionie na Dębcu, pięknie położonym stadionie Olimpii na Golęcinie, czy rozpadającym się już w latach siedemdziesiątych stadionie Warty noszącym imię 22 Lipca.

Teraz wymagań do spełnienia przy zakupie biletów coraz więcej, a ekscesów kibiców na trybunach wcale nie ubywa. Czy ktoś wreszcie spostrzeże, że nie tędy droga.

Internet umożliwia także zakup biletu parkingowego umożliwiającego postawienie auta w bezpośredniej bliskości stadionu. Jednak dotarcie do tego parkingu to prawdziwa droga przez mękę. I tu widać pierwszą zasadniczą różnicę między organizacją meczu w Berlinie i u nas w Poznaniu. W stolicy Niemiec szybko i w miarę komfortowo można dojechać na parking pod samym stadionem, u nas blisko dwugodzinna zakładka przyjęta przez nas na dotarcie na stadion Inei okazała się niewystarczająca, by zdążyć na rozpoczęcie meczu. Pewnie to wynika z faktu, że układ komunikacyjny Berlina jest po prostu bardziej funkcjonalny, że jest metro, wszystkie te S- i U- Bahny, podczas gdy Poznań przy okazji meczu Kolejarza najzwyczajniej się zakorkowuje i to nie tylko na samym Grunwaldzie.

Parkingi, ot takie sobie, w znacznej części to zwykłe klepisko ogrodzone jakąś taśmą umożliwiającą kasowanie klientów. Jednak tego bym się nie czepiał, bo Niemcy zachowują się podobnie racjonalnie, oprócz stałych parkingów z pełną infrastrukturą jest sporo parkingów doraźnych organizowanych wyłącznie na mecz, bo tylko wówczas są potrzebne

Rejestracja aut potwierdza, ze Lech to duma nie tylko Poznania, ale całej Wielkopolski, trafiają się także kibice innych regionów Polski, a także auta z rejestracją zagraniczną (czyżby skauci z lig europejskich?).

Cały ten niebieski tłumek żwawo zmierzał w stronę stadionu, obficie racząc się piwem, pewnie wychodząc ze słusznego założenia, że trunku już spożytego, żadne służby porządkowe nie będą w stanie nikomu skonfiskować.

Poznański stadion nie jest jakimś cudem architektury, nie może się równać nie tylko z warszawskim Stadionem Narodowym, ale efektowniejsze i piękniejsze są choćby stadiony we Wrocławiu i Gdańsku. Na jego kształcie odbił się bardzo wyraziście sposób jego budowy, pierwszą trybunę budowano w czasach, kiedy jeszcze nikt nie myślał o EURO 2012 roku, gdy po kolei budowano jego poszczególne segmenty, przy ciągle toczących się rozgrywkach ligowych. W wielu miejscach widać przaśność i siermiężność, może w jakimś stopniu wynikającej ze znanej powszechnie wstrzemięźliwości poznaniaków w rozstawaniu się z kasą. Są jednak i akcenty prawdziwie europejskie, jest wiele stoisk przeznaczonych dla fanów pragnących kupić klubowe gadżety, sporo bufetów dla zgłodniałych, czyste i zadbane toalety, których jednak w przerwie meczu WSE a mało. Ale to powszechna bolączka widoczna także na stadionie w Berlinie, zwłaszcza że tam pęd do toalet wywoływany jest przez sprzedawane bez ograniczeń piwo.

Sprzedaż piwa uznaję właśnie za wyznacznik normalności na naszych stadionach. Dopóki na polskich stadionach nie będzie sprzedawane piwo bez żadnych ograniczeń, dopóty nie będziemy mogli mówić, że obowiązują u nas europejskie standardy kibicowania. Po piątkowym meczu sądzę, że dzielą nas od nich lata świetlne. Polski kibol, to ciągle troglodyta, przyśpiewki z kibolskiego kotła to stek wulgaryzmów (byłem w towarzystwie kilkuletniej panienki, której nie byłem w stanie wyjaśnić znaczenia niektórych piosenek), na stadionie trwa festiwal inwektyw, którymi obie strony wzajemnie się raczą. Prawdziwa wojna plemion. Daleko nam jeszcze do rodzajowych scenek z berlińskiego stadionu gdzie ubrani na niebiesko kibice Herthy w pełnej zgodzie popijają piwo przy jednym stole z całymi w czerwieni kibicami Bayernu.

Stadion berliński ma i tę przewagę nad poznańskim, że bramy wejściowe są położone daleko od samego stadionu, co tworzy strefę dla kibiców mogących swobodnie przemieszczać się po terenie wyposażonym w bufety, sklepy z pamiątkami, czy po prostu zwykłe trawniki umożliwiające wypoczynek. W Poznaniu wchodzi się bezpośrednio na stadion.

Nie rozumiem tego, że na nowo pobudowanych stadionach umożliwiających doskonałą obserwację meczu z nieomal każdego miejsca kibice stoją zmuszając wszystkich do takiego zachowania, bo inaczej po prostu niczego nie byłoby widać. To bez sensu.

Na pewno należy dążyć do tego by rozszerzać nieśmiało tworzone sektory familijne na naszych stadionach, gdyż uczestnictwo rodzinne w meczach może doprowadzić z czasem do wytworzenia odmiennej kultury kibicowania, bo dzieciak znajdujący się pod opieką i nadzorem rodziców nabierze niewątpliwie innych nawyków niż w grupie bluzgających kolegów.

O sportowym wymiarze widowiska nie będę się rozwodził, bo wszyscy zainteresowani niewątpliwie mecz obejrzeli w telewizji. Powiem tylko, że dawno nie widziałem tak bezradnej Legii, a wynik i przebieg spotkania to gorzkie upokorzenie dla drużyny ze stolicy.

Frustracja jej kibiców objawiła się w momencie, gdy po stracie trzeciej bramki postanowili opuścić trybuny poznańskiego stadionu jeszcze przed ostatnim gwizdkiem arbitra. To chyba najlepszy komentarz do tego meczu. Natomiast poznańscy kibice wychodzili ze stadionu pijani ze szczęścia, które to uczucie zostało zapewne wzmocnione w licznych barach i klubach. Odwieczny rywal znalazł się na kolanach.

Wyszukaj w blogu: