W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Emilii, Julinana, Konstancji , 19 sierpnia 2019

Uchodźcy na pograniczu

2015-11-23 17:40:37, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: historia,

Jeżeli dojdzie do przyjęcia uchodźców niechrześcijańskich, nie będą to pierwsi innowiercy, którzy znaleźli schronienie w Rzeczypospolitej.

Po 1945 r. większość mieszkańców ziem zachodnich i północnych to uchodźcy. Oprócz katolików – głównie prawosławni, unici i muzułmanie. Wprawdzie nazywano ich repatriantami lub osadnikami wojskowymi, ale nie przyjechali tu z własnej woli. Oni wtedy nie mieli wyboru. Gdyby nie zgodzili się wyjechać z Podola, Wołynia, Polesia, Wileńszczyzny, zostaliby obywatelami Związku Radzieckiego.

W latach 1946-1949 Polska przyjęła blisko 14 tysięcy uchodźców z Macedonii Greckiej (Egejskiej). Uznano ich za powstańców, którzy musieli szukać schronienia poza swoją ojczyzną. Większość osiedliła się na Dolnym Śląsku, sporo na Ziemi Lubuskiej, Pomorzu Zachodnim i w Wielkopolsce. Najlepszym znawcą dziejów tej grupy jest Mieczysław Wojecki z Zielonej Góry, autor rozprawy doktorskiej na ten temat, współtwórca Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Greckiej, którego zarząd główny jest w Zielonej Górze.

Jest jeszcze jedna grupa osób, które w XX wieku uciekły do Polski. To 17 tysięcy Żydów wydalonych z Niemiec. Pierwsza grupa przekroczyła granicę niemiecko-polską 28 października 1938 r. W następnych dniach droga z niemieckiego Tirschtiegel do polskiego Trzciela i z Neu Bentschen do pobliskiego Zbąszynia była pełna ludzi. Kto nie znalazł miejsca na drodze, szedł przez pola, łąki i lasy. Większość jednak dostała się do Rzeczypospolitej pociągami. Nie z własnej woli. To była decyzja władz III Rzeszy Niemieckiej. Deportowani byli obywatelami polskimi, na stałe mieszkającymi w Niemczech i Austrii.

Wczesnym rankiem 28 października do mieszkań zajmowanych przez Żydów przychodzili policjanci i dawali im pół godziny na spakowanie swego dobytku. Po tym czasie policjanci zamknęli mieszkania, a Żydów doprowadzili do stacji kolejowych, skąd ruszyły pociągi i autobusy w stronę granicy z Polską. Wywożonym powiedziano, że wracają do swego kraju, bo tak sobie życzą władze Rzeczypospolitej. Pojawienie się w ciągu doby tak wielu Żydów na granicy zaskoczyło władze Rzeczypospolitej. Chociaż z drugiej strony mogły się spodziewać takiego właśnie kroku ze strony Niemiec.

31 marca 1938 r., zaraz po anschussie Austrii, Sejm uchwalił ustawę, w myśl której obywatelstwo polskie tracił ten, kto nie tylko działał na szkodę państwa, ale i co najmniej pięć lat nieprzerwanie przebywał poza Rzeczpospolitą. W październiku, jeszcze przed akcją nazistów, polskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych nakazało posiadaczom paszportów uzyskanie potwierdzenia, czyli zdobycie stempelka. Kto nie miał tego stempelka, nie mógł wjechać do Polski po 26 października. Nie ulega wątpliwości, że wydalenie polskich Żydów z Niemiec to efekt rasistowskiej polityki III Rzeszy. To także skutek polityki władz II Rzeczypospolitej. Jeszcze wiosną 1936 r. Ministerstwo Spraw Zagranicznych przygotowało projekt ustawy pozbawiającej obywatelska polskiego osoby przebywające dłużej za granicą. Krótko mówiąc, w związku z tym co się działo w Niemczech, władze II RP obawiały się masowego powrotu polskich Żydów. Autor przepisów z 1938 r. o utracie obywatelstwa Wiktor Drymmer z polskiego MSZ tłumaczył na konferencji konsulów w Berlinie, że celem ustawy jest „podniesienie godności obywatela polskiego przez wykluczenie wszystkich tych, którzy nie są godni, a przede wszystkim pozbycie się elementu niebezpiecznego (mniejszości, a zwłaszcza Żydów) jako elementu destrukcyjnego”.

Niemal 17 tysięcy Żydów zatrzymało się w Zbąszyniu. Miasto nie było przygotowane na przyjęcie przybyszów. Część zakwaterowano w obozie urządzonym w koszarach, resztę umieszczono we wszystkich nadających się do tego miejscach, m.in. w sali ćwiczeń, byłej szkole, ochronce, strzelnicy, bożnicy. W młynie Grzybowskiego znalazło schronienie aż półtora tysiąca osób. Ponadto każdy mieszkaniec miasteczka, który miał serce i miejsce w domu, przyjmował pod swój dach przybyszów.

Józef Mackiewicz napisał w wileńskim „Słowie”, że to byli Żydzi „nie znający absolutnie języka polskiego, w znacznym stopniu urodzeni już w Niemczech, przepojeni zewnętrznym kolorem niemieckim, kulturą, oczytaniem niemieckim”.

PS.

Więcej na ten temat w mojej książce „Klucz do bramy” (2009).

Wyszukaj w blogu: