W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Emilii, Julinana, Konstancji , 19 sierpnia 2019

Historia lubuska jest warta zachodu

2016-01-31 12:54:33, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: historia,

W połowie ostatniego tygodnia stycznia wyższej rangi urzędnik wychylił się spod skrzydeł marszałek lubuskiej i dał głos w sprawie książki o historii Lubuskiego. Zaskoczyła mnie ta odwaga, bo dotychczas o wszystkim, co było, co będzie i co mogłoby być na środkowym Nadodrzu gaworzyła marszałek. Najczęściej na antenie do niedawna publicznego, a ostatnio narodowego radia. Na książkową historię Lubuskiego samorząd województwa zaplanował 80 tysięcy złotych, obwieścił urzędnik. Jej wykonawcą ma być Polskie Towarzystwo Historyczne. Domyślam się, że oddział zielonogórski, a nie np. gdański czy warszawski. Rzecz ma trafić jako podręcznik uzupełniający do szkół.

Urzędnik mówił o książce z historią Lubuskiego. Przejęzyczył się? Pewnie tak. A może jednak nie. Historia Lubuskiego, czyli województwa lubuskiego zaczęła się 1 stycznia 1999 roku. Jego dzieje poprzedził spór z rządem AWS-UW, który chciał podzielić Rzeczpospolitą na 12 województw (ziemie wokół Gorzowa miały należeć do administracji szczecińskiej, przesmyk od Słubic do Międzyrzecza do Wielkopolski, gminy i miasta od Świebodzina i Gubina na południe do Dolnego Śląska). Można dopisać głosy, które padały na spotkaniach w Międzyrzeczu, Łagowie i Gościkowie-Paradyżu. Rzecz można zilustrować zdjęciami z wieców pod zielonogórskim ratuszem, pod którym przemawiał ówczesny prezydent Kwaśniewski. I dopełnić je fotkami z manifestacji na placu Zamkowym w Warszawie, gdzie największą furorę zrobił wymachujący szabelką Szambelan (pewien zielonogórzanin pochodzący z Gorzowa, często przebierający się za szlachciurę). Potem rok 1999 i następne. Jeżeli naprawdę jest szykowana historia Lubuskiego (czyt. województwa lubuskiego), to na następnych stronach znajdą się ochy i achy dotyczące sukcesów i rzadziej klęsk. Do tego nie są potrzebni dyplomowani historycy. To mogą zrobić urzędnicy, tym bardziej że akurat w sprawie chwalenia się mają doświadczenie.

Urzędnik marszałkowski mówił o historii Lubuskiego. Nie regionu lubuskiego. A Lubuskiego. Takie nazywanie środkowego Nadodrza w gmachach przy Podgórnej 7 i 5, Bolesława Chrobrego 1-3-5, Sulechowskiej 25 a, Kożuchowskiej 4 w Zielonej Górze, Władysława Łokietka 22 w Gorzowie i 3. Avenue Palmerston w Brukseli jest codzienne. Wzorem marszałkini urzędnicy bardzo rzadko mówią: województwo lubuskie. Najczęściej: Lubuskie. Jakby nie słyszeli wrocławskich urzędników, którzy twierdzą, że ich miasto jest siedzibą władz Dolnego Śląska, poznańscy – że Poznań to stolica Wielkopolski, szczecińscy – pracują na rzecz mieszkańców Pomorza Zachodniego. Zielonogórscy i gorzowscy – urzędują w Lubuskiem. Dziennikarze, którzy zazwyczaj mają swoje zdanie i uważają się za czwartą władzę, w tej kwestii bezmyślnie powtarzają za marszłkinią i urzędnikami: Lubuskie. Nie twierdzę, że to błąd. Twierdzę, że jest to lenistwo. Że są bezmyślnie wpatrzeni w slogan: Lubuskie warte zachodu. Dlaczego nie: Ziemia Lubuska warta zachodu? Ta nazwa, odkurzona w Poznaniu zaraz po 1945 r. i najpierw zaszczepiona w Gorzowie, obowiązywała przez wiele lat. Było nawet zawołanie „Ziemia Lubuska – piękna, gospodarna i kulturalna”. W sprawie nazwy regionalnej próbowałem dyskutować z byłym marszałkiem Jabłońskim. Ja: powinno się pisać wielką litera Ziemia Lubuska. Jak Mazowsze, jak Małopolska, jak Warmia i Mazury. Bo to nazwa regionu. On: że małą, bo tak jest w słowniku. Ja: że w słowniku jest mowa o historycznej ziemi lubuskiej, którą Rogatka przehandlował z Brandenburczykami. Potem usiłowałem namówić do rozmowy jego następczynię. Cisza. Żadnej reakcji z jej strony i jej urzędników.

Na mój rozum książka powinna dotyczyć historii ziemi, którą obejmuje administracyjne województwo lubuskie. Powinna to być opowieść o przeszłości od czasów prahistorycznych do dziś. Trudna do napisania, jeżeli wziąć pod uwagę to, że np. Landsberg od założenia do stycznia 1945 r. był niemiecki, Międzyrzecz najpierw piastowski, potem niemiecki i wreszcie polski, Zielona Góra piastowska, czeska i austro-węgierska, niemiecka, polska. Książka powinna być historią Ziemi Lubuskiej. Tak: Ziemi Lubuskiej, pisanej wielką literą. Albo środkowego Nadodrza. Wolałbym jednak zobaczyć książkową historię Ziemi Lubuskiej. Domyślam się, że jej autorami będą uniwersyteccy badacze dziejów. I tu moja uwaga, wynikająca z kontaktów z historykami. Niedawno napisali dwutomową historię Zielonej Góry od założenia miasta do końca XX wieku. To, co znalazło się w pierwszym tomie jest strawne. Drugi tom to coś w rodzaju zbioru monografii fabryk, które padły pod koniec wieku. Nie przeczytałem jej tak, jak czytam książki napisane z pasją. Nie przeczytałem ze względu na język. Wiem, że nie jest łatwo pisać mądrze i do czytania. Tą umiejętnością Stwórca obdarzył nielicznych historyków. A jeżeli książka będzie nudna i drętwa, uczniowie do niej nie zechcą zaglądać. Chyba że wydawca do każdego egzemplarza doda słownik wyrazów trudnych.

Nie przeczę, że jest potrzebna taka książka. Przydałaby się również encyklopedia lubuska. Napisałem sześć zbiorów opowiadań o dziejach naszego regionu z „kluczem” w tytułach. Na spotkania przychodzą dziesiątki czytelników i chwalą takie opowiadanie o Ziemi Lubuskiej. Historycy uniwersyteccy także wyrażają się z uznaniem o moich tomach. Chociaż przy okazji dodają, że język, którym się posługuję ma więcej wspólnego z beletrystyką niż wypowiedziami profesorów i doktorów. Ponoć posługiwanie się takim językiem w literaturze naukowej czy na konferencjach, byłoby źle przyjęte. Moje opowieści historyczne o regionie, wyjaśniałem, są przede wszystkim dla kandydatów na stolarzy, kasjerki, kierowców, żołnierzy zawodowych, strażaków, rolników, złodziei, leśników… Krótko mówiąc, dla większości, która płaci podatki i chce poznać historię najbliższą.

Wyszukaj w blogu: