W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Leoncjusza, Michała, Renaty , 23 maja 2019

Każdego można zamknąć bez powodu

2018-10-13 17:47:43, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: historia,

W moim „Drugim kluczu do bramy” (2010) jest taka rozmowa z Carlem von Ossietzky’m, niemieckim dziennikarzem i pisarzem, laureatem pokojowej Nagrody Nobla.

− W 1933 r. NSDAP wygrała wybory w republice weimarskiej. 30 stycznia tego roku Hitler objął urząd kanclerski.

− A w nocy z 27 na 28 lutego wybuchł pożar w Reichstagu. Wybuchł sam czy ktoś świadomie go spowodował? Na to pytanie nigdy nie usłyszałem jasnej odpowiedzi. W każdym razie partia Hitlera przejęła pełnię władzy w republice, co oznacza, że Rzesza Niemiecka stała się państwem totalitarnym. Drugim na świecie po Rosji Sowieckiej krajem, gdzie pod szyldem fałszywie pojmowanej ochrony narodu i państwa ludzi pozbawiono podstawowych praw. Przestrzeganie ogłoszonego wtedy stanu wyjątkowego było nadzorowane nie przez wojsko, lecz przez policję i organizacje paramilitarne, podporządkowane partii nazistowskiej. Dekret o ochronie narodu i państwa był wielokrotnie przedłużany, aż do 1945 roku. I, co jest bardzo ważne, od wydanych na jego podstawie decyzji  nie można się było odwołać do sądu powszechnego.

− Wspomniany przez pana dekret dawał prawo policji do aresztowania każdego bez podania powodu.

− Dekret ukazał się następnego dnia po pożarze Reichstagu. Również następnego dnia Herman Göring, komisaryczny minister spraw wewnętrznych Prus, wydał nakaz zamknięcia gazet określanych jako komunistyczne i socjaldemokratyczne. Kazał aresztować przedstawicieli inteligencji krytycznie nastawionej do remilitaryzacji Niemiec, do ograniczania swobód obywatelskich, w rzeczywistości chodziło mu o odizolowanie przeciwników tego, co dopiero miało nastąpić. Wśród aresztowanych byli pisarze i publicyści Egon Erwin Kirsch, Erich Mühsam, Ludwig Renn. Kilka dni później w ręce policji wpadł przywódca niemieckich komunistów Ernst Thälmann. Göring odważył się internować nawet tych posłów do Reichstagu, którzy należeli do frakcji komunistycznej. Niebawem za kratami znalazło się co najmniej 50 tysięcy antyfaszystów i podejrzanych o pacyfizm.

− Wśród aresztowanych 28 lutego 1933 roku był także pan.

− Po mnie przyszli tego dnia nad ranem. Już wiedziałem o podpaleniu Reichstagu i przygotowywanym ograniczeniu podstawowych praw obywatelskich zapisanych w konstytucji Niemiec, nie spodziewałem się jednak tak błyskawicznego działania policji. Świadczyło to o tym, że jeszcze przed wybuchem pożaru w budynku parlamentu narodowi socjaliści przygotowali spisy osób, które zamierzali aresztować.

− Jaki powód aresztowania podała panu policja?

− Najpierw coś mówiono o areszcie ochronnym. Potem o zdradzie państwa.

− Powiedziano, co haniebnego pan zrobił wobec swego państwa, że było konieczne aresztowanie i postawienie przed sądem?

− Tego nigdy się nie dowiedziałem. Po kolejnym aresztowaniu nigdy nie stanąłem przed sądem. Wpierw siedziałem w areszcie prezydium berlińskiej policji przy Alexanderplatz, stąd mnie przewieziono za kraty Columbiahaus, potem do więzienia śledczego w Spandau. Szef gestapo, Rudolf Diels, za wszelką cenę starał się wmanewrować mnie w proces oskarżonych o podpalenie Reichstagu. Gdy mu się to nie udało, usłyszałem, że zdradziłem wielki naród niemiecki. Kiedy, gdzie? Zamiast usłyszeć odpowiedź, zasłaniałem się przed ciosami dręczycieli. Później przeczytałem w jakiejś gazecie, że zaraz po pożarze Reichstagu Hitler powiedział do Göringa: „Nie ma teraz litości. Kto stanie nam na drodze, będzie zniszczony!”.

− 6 kwietnia 1933 roku pana razem z pisarzem Mühsamem, adwokatem Littenem i setkami innych przeciwników narodowego socjalizmu przetransportowano do Sonnenburga, dziś Słońska, gdzie powstał jeden z pierwszych w Niemczech obozów koncentracyjnych.

− Nie byłem wśród pierwszych, za którymi zamknęła się brama Sonnenburga. Dwa dni wcześniej z przepełnionych berlińskich więzień i kazamatów do miasteczka nad Wartą przewieziono działaczy Komunistycznej Partii Niemiec. Jaki im postawiono zarzut, tego nie wiem. Przed załadowaniem nas do okratowanych wagonów oznajmiono, że nie jesteśmy godni stąpać po ziemi Goethego, Wagnera, Haydna. Musimy być odizolowani od zdrowego społeczeństwa w państwowym obozie koncentracyjnym w Sonnenburgu. O tym miejscu słyszałem, że do 1931 r. było traktowane jako najcięższe więzienie, przeznaczone dla przestępców z najwyższymi wyrokami. Kto je przetrzymał, do końca swoich dni nie zapominał, co człowiek jest w stanie zrobić człowiekowi. To nic, że osadzony nie zawsze był skazany. Przecież ani ja, ani ci, którzy ostatniego dnia lutego 1933 r. byli aresztowani, nigdy nie usłyszeli wyroku prawomocnego sądu.

− Jak mieszkańcy Sonnenburga zareagowali na wasz przyjazd?

− Propaganda nazistowska swoje zrobiła, przedstawiając nas jako osoby zagrażające narodowi niemieckiemu, które trzeba natychmiast odizolować od pracowitego, bogobojnego, wrażliwego społeczeństwa. Gdzie odizolować? Najlepiej w miejscach do tego specjalnie przeznaczonych, takich jak Sonnenburg, Dachau, Oranienburg. Wiązało się to z jeszcze jednym faktem. Otóż ciężkie więzienie w Sonnenburgu powstało na początku XIX wieku. Jednym z jego pierwszych dyrektorów był August Burchardt z Landsberga, młodszy brat sławnego pomologa Theodora Burchardta, twórcy Renety landsberskiej i innych odmian drzew owocowych. Po stu latach użytkowania, ze względu na katastrofalne warunki i brak pieniędzy na remont, w 1931 r. sonnenburskie więzienie zamknięto. A ponieważ był to największy w Sonnenburgu i najbliższej okolicy zakład pracy, mieszkańcy słali petycje do gauleitera Marchii Wschodniej Wilhelma Klubego. Ten zapewnił ich, że jeśli narodowi socjaliści wygrają wybory do Reichstagu to więzienie zostanie reaktywowane. Gauleiter słowa dotrzymał, bo 1 kwietnia w Sonnenburgu powstał państwowy obóz koncentracyjny, gdzie wielu mieszkańców miasteczka dostało pracę.

− 7 kwietnia gazeta „Sonnenburger Anzeiger” napisała, że „od dworca kolejowego do dawnego więzienia skazańcy musieli maszerować z hymnem narodowym na ustach, w czym nieraz pomagały im gumowe pałki berlińskiej policji pomocniczej”.

− Nie wszystko zapamiętałem, ale tego jak nas traktowano podczas przemarszu z wagonów do obozu, nie da się zapomnieć. Wtedy zdałem sobie sprawę, że mój przyjaciel z łamów „Die Weltbühne” Kurt Tucholsky miał rację, przestrzegając Niemców przed narodowymi socjalistami. W Sonnenburgu nie mogłem pojąć, dlaczego niewykształceni mężczyźni w brunatnych koszulach i policjanci tak się znęcają nad słabszymi fizycznie, ale mocniejszymi umysłowo profesorami, prawnikami, pisarzami, publicystami, dziennikarzami, lekarzami, aktorami, którzy nie popierają ich ideologii.

Wyszukaj w blogu: