W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Donata, Herminy, Rufina , 7 kwietnia 2020

Pajdokracja po gorzowsku

2013-06-12 15:41:08, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Kultura,

Nie od dziś wiadomo, że największe emocje wśród ludzi interesujących się życiem społeczno-politycznym budzą sprawy personalne. Jest to oczywiście wykorzystywane przez rozmaitych macherów od marketingu politycznego. Często bowiem różne problemy i kłopoty ludzi sprawujących władzę są natychmiast przykrywane kwestią kto na ministra, dyrektora, prezesa. Ten stary numer jest też z różnym powodzeniem stosowany także w Gorzowie Wlkp. Jak za bardzo nasila się krytyka gorzowskich dziurawych ulic to można uwagę gawiedzi przekierować na pasjonujące rozważania o tym, kto obejmie posadę szefa Filharmonii; brakuje miejsc w przedszkolach, to oferujemy wieloodcinkową sagę o zwalnianiu i powołaniu dyrektora Miejskiego Centrum Kultury. Niby to sprawdzony patent, ale budzący coraz więcej wątpliwości i zastrzeżeń. Po prostu ludzie nie dają się już nabierać na taki numer, a w kadrowych rozstrzygnięciach bardziej interesuje ich uzasadnienie wyboru i kompetencje nominata.

Jest to o tyle istotne, że w czasach rosnącego bezrobocia i głodu pracy społeczne zainteresowanie koncentruje się na coraz częstszych przejawach kolesiostwa, partyjniactwa czy zwykłego kumoterstwa w realizacji tzw. polityki kadrowej. Niby zostały ustanowione transparentne i uczciwe procedury w formie konkursów na różne posady, naborów według ustalonych reguł na wolne etaty w urzędach i jednostkach samorządu terytorialnego. Jakoś jednak dziwnym trafem konkursy wygrywają ci co mieli wygrać, a biurko w urzędzie obejmuje znajomy królika. W wydaniu gorzowskim idea konkursów została kompletnie skompromitowana choćby przy okazji wyłaniania dyrektora filharmonii i innych stanowisk kierowniczych w tej instytucji kultury. Tych konkursów w dwuletniej historii FG naliczyłem co najmniej cztery, w jednym z nich miałem nawet nieszczęście uczestniczyć i każdy kończył się większym lub mniejszym skandalem. A to zwycięzcą konkursu został członek komisji, która przesłuchiwała kandydatów, a to prezydent wybrał osobę, która w opinii komisji konkursowej uplasowała się na trzecim miejscu wśród pretendentów, a to kolejny konkurs odbył się właściwie bez konkurencji, bo większość ubiegających się o posadę dyrektora została skutecznie zniechęcona do udziału w rywalizacji. Nie chciałbym być złym prorokiem, ale źle to rokuje i obawiam się, że wkrótce nastąpi powtórka z rozrywki w postaci kolejnego konkursu na dyrektora.

Najgorsze jednak jest to, że błędy i niedostatki polityki kadrowej cechują przedstawicieli wszystkich partii, na wszystkich szczeblach kierowania. Platforma Obywatelska, obecna partia władzy, która miała ustanawiać nowoczesne standardy życia publicznego w naszym kraju, stała się swoistym biurem pracy rozdającym posady w administracji, samorządach i spółkach. Widać to jak na dłoni choćby w naszym województwie, gdzie głównym kadrowym jest szefowa struktur wojewódzkich tej partii. Mam także wrażenie, że ostre ataki na prezydenta miasta ze strony działaczy tej partii biorą się nie tyle z różnic dotyczących pomysłu na Gorzów, ile z frustracji płynącej z faktu braku możliwości wpływania na decyzje personalne i dostępu do municypalnych konfitur. A tu działacze domagają się tlenu i wyrazów wdzięczności za partyjne zasługi.

Na domiar złego prezydent bardzo zazdrośnie strzeże swojego prawa decydowania o tym kto zasiądzie na tym czy innym stołku, co oznacza że aktualna obsada najważniejszych stanowisk w mieście jest jego autorskim projektem i jest on w pełni za to odpowiedzialny. Stąd bierze się ta ogromna niechęć prezydenta do dokonywania jakichkolwiek zmian kadrowych, zwłaszcza tych, które usiłuje wymusić opozycja.

Cechą gorzowskich personalnych jest i to, że zawsze zawierają w sobie poważny ładunek zaskoczenia. Prezydent uwielbia zaskakiwać swymi nominacjami (pomijam ostatni wybór na dyrektora FG, bo tu decyzja była znana długo przed ogłoszeniem konkursu), a także co gorsze zbyt często kieruje się względami doktrynalnymi. Był czas gdy kierownicze stanowisko w ratuszu mogła otrzymać wyłącznie kobieta. Pamiętam, gdy na emeryturę odchodził ostatni mężczyzna – zastępca prezydenta, na miejsce którego przyszła, a jakże kobieta, spontanicznie narodziło się hasło „ niech Kneć zmieni płeć”. Kneć płci nie zmienił i wkrótce przestał pełnić swoją funkcję sekretarza. To żart, oczywiście, ale z podtekstem.

Teraz prezydent stal się wyznawcą nowej doktryny. Obecnie obowiązuje zasada „stawiamy na młodość”. Ważne stanowiska w mieście obejmują ludzie młodzi, a nawet bardzo młodzi, jak to się mówi z dwójką z przodu. Czy to przyniesie widoczny skutek w zarządzaniu miastem - śmiem wątpić, tak samo jak „ukobiecenie” ratuszowych władz nie spowodowało złagodzenia obyczajów, ani nie przyniosło innych zauważalnych, pozytywnych zmian. Obserwacja działań niektórych młodych wiekiem nominatów nie napawa optymizmem, niejeden już się przekonał, że łatwiej zdobyć zloty medal olimpijski niż kierować ważnym wydziałem w Ratuszu. Obawiam się, że wymiana starych, doświadczonych urzędników na nieopierzonych młokosów będzie kolejnym niezbyt udanym eksperymentem, okupionym rozmaitymi negatywnymi skutkami. Obym się mylił. 

Wyszukaj w blogu: