W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Amandy, Jana, Juliana , 27 maja 2019

Historia zatoczyła koło

2013-07-19 16:28:28, Autor: Bogusław Dziekański | Kategorie: Kultura,

20 lipca na rynku w Krakowie zagrają w ramach cyklu: NOC JAZZU – Special Guest: Billy Cobham & Adam Bałdych, a towarzyszyć im będą Vladislav Sendecki i Wolfgang Schmidt. Koncert odbędzie się w ramach XVIII Letniego Festiwalu Jazzowego w Piwnicy pod Baranami.

Był 19 stycznia 2001 roku. Do Gorzowa przyjeżdża Rene Helsdingen  ze skrzypaczką Luluk Purvanto oraz basistą Essietem Okonem Essietem. Wpadam na pomysł, aby Rene i Luluk zaprezentować Adasia, gorzowskiego skrzypka, wtedy czternastolatka. Jak zwykle zespół Rene przyjeżdża autobusem, który jest domem, salonką do prób i miejscem do spania. To taka jego specjalność – sam takie pojazdy przerabia i sam potem nimi kieruje. Autobus ustawiamy na gościnnym parkingu Państwowej Straży Pożarnej przy ul. Dąbrowskiego. Idziemy do klubu, a on do mnie z pytaniem: - Wiesz kogo tobie przywiozłem? -  No, tak nie do końca. Było ciemno, a niespodzianka też była ciemnego koloru. Pada odpowiedź: - To sam Billy Cobham we własnej osobie. Baranieję. Co?!

Okazało się, że na część trasy był on zaplanowany, ale wcześniej Rene nie mógł o tym informować organizatorów ze względu na wymogi kontraktowych zobowiązań Billy’ego. Wchodzimy do klubu. Puszczam informację, że jest z nami Billy Cobham. Po klubie gruchnęła wieść. Kto?! Sama Krystyna Prońko, która była wtedy w Gorzowie i przyszła na koncert, pyta mnie: - Czy to na pewno ten Cobham? – Tak, to ten – odpowiadam. Ona też od razu nie dowierza. Taki gość tu, w Filarach… Wszyscy są zaskoczeni.

Opowiadam Rene i Luluk o Adamie, rzucam pomysł, aby z nimi zagrał. Oni gościli w klubie wcześniej dwukrotnie, znali naszą publiczność i gościnność. Teraz myślę, że z grzeczności zgodzili się na udział Adama w koncercie. Po latach muszę się przyznać, że ja też wykazałem się dużym tupetem, aby im to zaproponować, kiedy oni u boku mają za perkusją Billy'ego Cobhama. W przypadku Adama kierował mną instynkt fana jazzu. Ta sytuacja powtórzyła się później, kiedy w klubie grali ze swoimi zespołami Janusz Muniak i Zbigniew Namysłowski. Jeden i drugi powiedział do mnie: Przywieź go na Jazz Camping Kalatówki, więc przywiozłem Adasia i Michała Wróblewkiego. Było to w roku 2001, ale o tym innym razem. A może już pisałem o tym…?

Ustalamy z Rene, że Adaś wejdzie na scenę w drugiej części koncertu, tuż po przerwie i zagra w pierwszym numerze. Koniec przerwy, pytam Adasia: - Dasz radę? – Panie Bogusiu, dam. Do dzisiaj się tak do mnie zwraca, choć nie raz mu proponowałem, aby mówił do mnie po imieniu. Na sto procent jestem pewny, że Adam nie wiedział, kto to jest Billy Cobham i jakie miejsce zajmuje w historii jazzu.  Kiedy po latach wspominamy ten moment, to się śmiejemy. Powiedział mi, że gdyby wtedy miał świadomość, kto to, to taki odważny by nie był.

Zaczyna się druga część koncertu. Rozpoczyna Luluk, gra temat, a potem improwizuje na skrzypcach, sekcja rytmiczna jej podgrywa, kończy. Wchodzi Adaś, no i się zaczęło. Najpierw Cobham podgrywa ostrożnie Adamowi na perkusji. Akcja muzyczna się rozwija. Billy z niedowierzaniem słucha, co się dzieje, jak i cała reszta zespołu. Intensyfikuje swoją grę na perkusji, rozpędza się. Muzyka się rozkręca. Ten widok zadziwienia i zaskoczenia na twarzy Cobhama będę pamiętał do ostatnich dni mojego życia. Na scenie czternastolatek starym wygom nie odpuszcza. Zachowała się jedna fotografia z tego koncertu, na której jest Adaś i Billy. Znajduje się w monografii Jazz Clubu „Pod Filarami”. Po koncercie Krystyna Prońko do mnie mówi: - On ich zabił. On, czyli Adaś.

Potem po koncercie z Rene długo w nocy rozmawiamy o Adamie, no i o Małej Akademii Jazzu oraz jej roli w ukształtowaniu Adama i jego innych gorzowskich rówieśników, którzy za sprawą Akademii weszli na drogę jazzu. To on zaproponował, aby Adaś przyjechał na festiwal jazzowy do Dżakarty i  opowiedział o Małej Akademii Jazzu. Rok później Adaś tam poleciał. Wziął udział w festiwalu, grał koncerty z miejscowymi muzykami i opowiadał o MAJ. Całe koszty tej eskapady Rene wziął na siebie. Była to pierwsza taka podróż w życiu Adama. Sam na inny kontynent. Jak to przeżywał przed wylotem, niech sam kiedyś opowie. Jest to  naszą tajemnicą.

20 lipca 2013 roku na Małym Rynku w Krakowie staną obok siebie Adam Bałdych i Billy Cobham, jak równy z równym na scenie muzycznej. Adaś u progu swojej pięknie rozwijającej się kariery i on, Billy w glorii gwiazdy jazzu, teraz w wieku 69 lat, który stał u boku największych gigantów jazzu. Jako młody muzyk marzył kiedyś, żeby stanąć u boku największych luminarzy jazzu i stanął. Z Milesem Davisem włącznie. Adama sen zaczyna się spełniać. Adaś, keep swinging. 

Wyszukaj w blogu: