W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Donata, Herminy, Rufina , 7 kwietnia 2020

Gminne gry i zabawy ludu polskiego

2013-08-26 15:54:30, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Kultura,

Lato w tym roku kończy się wyjątkowo piękną pogodą sprzyjającą organizacji imprez w plenerze. Nic więc dziwnego, że rozmaite „open airy” cieszą się wielką frekwencją i sporym zainteresowaniem.

Nie ma w naszej pięknej, kiedyś ludowej ojczyźnie co większego sioła, miasteczka, które nie obchodziłoby swojego święta, dni tego, czy owego. W ostatnim czasie miałem okazję uczestniczyć, a czasem nawet mieć z tego przyjemność, w Jarmarku Magdaleńskim w Pszczewie, Święcie Sandacza w Lubniewicach, Święcie Pomidora w Przytocznej, Święcie Chleba w Stanowicach i wreszcie w wojewódzkich dożynkach w Bogdańcu.

Po tak potężnej dawce rozmaitych festynów ktoś mógłby przypuszczać, że doznałem licznych i rozmaitych atrakcji. Nic bardziej mylnego. Obowiązuje zasada – działamy według określonego schematu, a wyróżnia nas tylko nazwa. Czyli byłeś na święcie pieczonego ziemniaka to tak, jak byś był na święcie indyka, śledzia, czy kwitnącej pomarańczy. Na każdej imprezie jest wielka scena, na której najpierw popisują się miejscowe amatorskie „podmioty wykonawcze”, lansuje się miejscowy wójt czy burmistrz, a na koniec występuje tak zwana gwiazda polskiej estrady. Nawiasem mówiąc, skoro można uczestniczyć całkiem za darmo w koncercie znanego zespołu czy wokalisty, nie może dziwić, iż każda próba zorganizowania biletowanej imprezy w gorzowskim amfiteatrze kończy się fiaskiem. Zresztą budowanie w naszym klimacie amfiteatrów to pomysł z gatunku programu zasiedlenia księżyca. I potem mamy kilka, góra kilkanaście imprez w obiekcie, który przez większość roku stoi pusty i niewykorzystany.

Wracajmy jednak do naszych pikników. Na każdym z nich występuje podobny zestaw stoisk handlowych, często nie mających nic wspólnego ani z nazwą imprezy, ani z miejscem jej przeprowadzenia, wszędzie leje się piwo bez umiaru, wszędzie nieśmiertelny grill i pajda ze smalcem. Można też mieć nadzieję, graniczącą z pewnością, że natkniemy się na wójta jednej z podgorzowskich gmin, który będzie uczestniczył, a to w konkursie grillowania, a to w zawodach wędkarskich, a to będzie mieszał zupę lub smażył placki.

Jedno, co odróżnia jedną imprezę od drugiej, to miejsce ich przeprowadzenia. Pszczew wykorzystał swój piękny, stylowy ryneczek, Lubniewice historyczny, choć ciągle zamknięty zamek oraz znane wszystkim jeziora. Zaskoczyły mnie Stanowice, bo dziedziniec w zespole pałacowym okazał się miejscem wprost wymarzonym do organizacji festynu. Przy okazji można było się przyjrzeć efektom działań prowadzonych przez gorzowski ZUO pod dyrekcją Marka Wróblewskiego przy wykorzystaniu znacznych środków unijnych. Wielkim nakładem sił i kosztów przywracana jest świetność i zniszczonemu pałacowi i innym budynkom, dla których potrafiono wymyślić sensowny pomysł na działanie proekologiczne i edukacyjne. Już wkrótce będzie tam prawdziwa perełka, którą będzie można prezentować z dumą przybyszom nie tylko z kraju, ale z całej bliższej i dalszej zagranicy.

Bogdanieckie dożynki przebiegały według nieco odmiennego scenariusza związanego z tradycją rolniczego święta, a już znakomitym pomysłem był wybór miejsca na ich przeprowadzenie. Sceneria bogdanieckiego młyna pasowała jak ulał może nie tyle na przemowy pani marszałkini, ile na prezentację dorobku materialnego i kulturalnego wsi oraz rolniczego trudu. Przebojem był chleb wypiekany w starym piecu według babcinej receptury, a także przywiezione przez sąsiadów z Brandenburgii cepy, którymi można było wymłócić zboże, oczyścić je w staroświeckiej wialni i na koniec zemleć na mąkę. Okazało się, że nie zapomniałem jeszcze sztuki posługiwania się cepem - to jak z jazdą na rowerze.

Wykorzystując okazję, na dwie godzinki opuściłem gościnną polankę przy młynie i zagłębiłem się w bogdanieckie lasy. Świetnie wytyczone i co ważniejsze utrzymane ścieżki do nordic walking, okraszone tablicami edukacyjnymi i informacyjnymi, kończące się na wspaniałym placu zabaw przy budynku Nadleśnictwa to prawdziwa frajda dla miłośników natury szukających spokoju i ukojenia.

Kiedy patrzyłem na wspaniały zespół obiektów szkolnych i sportowych w Bogdańcu, na wiele innych obiektów użyteczności publicznej, to przestałem się dziwić niechęci włodarzy podgorzowskich gmin i ich mieszkańców do połączenia się z Gorzowem w jeden organizm administracyjny. Wątpię bowiem, czy to wszystko, co udało się w tych gminach zdziałać, udałoby się osiągnąć w ramach tzw. aglomeracji gorzowskiej. Czy piękna sala sportowa w Bogdańcu mogłaby powstać pod rządami prezydenta i rady miasta, czy zamiast tego pieniądze nie poszłyby na jakieś żużlowe fanaberie.

Wszystko to, co dotąd napisałem, nie oznacza wcale, że jestem przeciwny tym zabawom ludowym, piknikom, festynom, jak zwał tak zwał. Zaspokajają naturalną potrzebę człowieka do zabawy. Uważam jednak, że samorządy lokalne organizując rozrywkę masową, żeby nie powiedzieć plebejską, winny także podjąć inicjatywę choćby troszkę zawadzającą o kulturę wysoką. Przykład Kargowej pokazuje, że oprócz Święta Czekolady (pomysł tak samo dobry jak inne) można też zorganizować Kozzi Gangsta Film ściągający amatorów filmów kryminalnych z całego kraju. Jest pomysł, są fachowcy do jego wykonania, jest impreza, dzięki której Kargowa przebija się do mediów centralnych, czyli jest prawdziwa promocja.

Mam nadzieję, że takie działania to będzie kolejny etap rozwoju lokalnych inicjatyw w lubuskich samorządach. Nowe pokolenie wójtów i burmistrzów, którzy objęli władzę w gminach, obecnie prześcigają się w pomysłach na oryginalność w organizacji imprez o charakterze festynowym. Im wcześniej zrozumieją, że nie jest to droga prowadząca do tego, by gmina wyróżniła się na tle innych czymś świeżym i niepowtarzalnym, tym lepiej. Ten cel można osiągnąć tylko wówczas, gdy zamiast piwa i pajdy ze smalcem zaspokoimy potrzebę piękna i wzruszeń artystycznych.

Wyszukaj w blogu: