W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Donata, Herminy, Rufina , 7 kwietnia 2020

Jeszcze raz o księgarniach.

2013-09-02 13:43:49, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Kultura,

Ostatni weekend wakacji spędziłem we Wrocławiu, mieście, które w ostatnich latach odwiedzam dosyć często, za każdym razem odkrywając coś wyjątkowego i pięknego.

Tym razem trafiłem na jeden z większych w Polsce kirkutów, który zachował się w niemal niezmienionym kształcie mimo III Rzeszy, wojny i innych nieszczęść, jakie dotykały to miasto. Cmentarz żydowski, mimo że mocno zaniedbany, dzięki temu iż jest oddziałem Muzeum Miejskiego, jest otoczony stałym nadzorem i opieką, co chroni go przed bezmyślnym wandalizmem. Wrocławski kirkut różni się od innych, jak choćby od tego na krakowskim Kazimierzu tym, że można na nim znaleźć sporo elementów kultury cmentarnej wywodzących się z innych religii, refleksje o przemijaniu i marności tego świata. Jest tu miejsce spoczynku wielu wybitnych wrocławian, ale i przybyszy z całej Europy. Są tu między innymi pochowani rodzice Edyty Stein, świętej kościoła katolickiego.

Natomiast przechadzka po wrocławskiej starówce przyniosła innego rodzaju refleksje. Jak to zwykle bywa nasuwały się przy tej okazji porównania z Gorzowem, rodziły się pytania, dlaczego można we Wrocławiu, podczas gdy u nas te same problemy to nierozwiązywalna kwadratura koła. Jakoś nie widziałem osławionych pustostanów, obok wszechobecnych banków jest bowiem mnóstwo kafejek, rozmaitych czekoladziarni, ubieralni, lokali na wykorzystanie których był pomysł. To chyba jest najważniejsze w warunkach wolnej gry rynkowej, która oparta jest na ostrej konkurencji. Chcąc zatrzymać turystę i zachęcić go do wypicia kawy w tym a nie innym miejscu trzeba się czymś wyróżnić, bo świetnie parzona kawa jest wszędzie.

Możemy więc odpocząć albo w Cafe Nożownicza, czyli miejscu, które łączy funkcje kawiarni i sklepu z nożami (amatorów tego narzędzia jest jak się okazuje całkiem sporo). Jest Cafe Rozrusznik, Najadacze z wegetariańskimi przystawkami, Setka – bar Polski Ludowej i wiele innych miejsc, które starają się przyciągać gości wyjątkowym klimatem, co jest ważniejsze nawet od oferty kulinarnej. Dzięki temu zaniedbane kiedyś Nadodrze staje się dzielnicą cyganerii artystycznej, wspaniałych murali, a nie ohydnych graffiti, miejscem, które już można porównywać z wileńskim Zarzeczem, a wkrótce z paryskim Montmartrem, londyńskim Soho czy Notting Hill.

Jednak najbardziej zafascynowały mnie wrocławskie księgarenki, które jakoś nie sprawiają wrażenia, że grozi im bankructwo, o czym mówią gorzowscy księgarze. Okazuje się, że w sąsiedztwie wielkich galerii handlowych, gdzie naturalnie znajdują się także wielkie sieciowe księgarnie, można się natknąć np. na KsięgarnioKawiarnię Nalanda, oferującą coś dla ducha i coś dla ciała. Odbywają się tu nie tylko spotkania literackie i dyskusje o książkach, ale i zajęcia jogi, warsztaty artystyczne i wiele jeszcze innych fascynujących zajęć. Speak Easy to księgarnia specjalizująca się w kryminałach, ze szczególnym uwzględnieniem kryminału czarnego. Do tej literatury dostosowano wystrój lokalu, a nawet ofertę baru (specjalność szatańskie espresso), tu odbywają się seanse gry, a jakże by inaczej, o nazwie Mafia.

W kinie Nowe Horyzonty (to był kiedyś standardowy multiplex przekształcony dzisiaj w fascynujące centrum kultury filmowej) znajdziemy księgarnię filmową o intrygującej nazwie Tajne Komplety, gdzie indziej Cocofli (to nazwa niebiańskiego baru z książki Leszka Kołakowskiego) z wysmakowanym wnętrzem, świetnymi winami i ręcznie robionymi czekoladkami. Pomysły wydawałoby się szokujące i bez większego sensu, ale właśnie dlatego przyciągające licznych klientów.

Wydaje mi się, że gorzowscy księgarze zamiast biadolenia i szukania ratunku u radnych i dziennikarzy powinni usiąść i pomyśleć co dalej. Konieczna jest jakaś burza pomysłów, jak dalej prowadzić ten swój księgarski biznes. Warto by było wybrać się właśnie do nieodległego Wrocławia (to raptem niewiele ponad trzy godziny podróży autem, w tym blisko 50 kilometrów uruchomionymi już odcinkami S3), by trochę popodglądać, porozmawiać, poszukać inspiracji. Obawiam się bowiem, że obniżenie wysokości czynszu dla właścicieli księgarń w Gorzowie poprawi ich sytuację tylko na chwilę. Powtórzę raz jeszcze to, o czym pisałem już kilka tygodni temu – czasy Domów Książki już się skończyły. To nie wróci.

To oczywiste, że Wrocław to inna liga miast niż Gorzów, że inne warunki lokalowe, że liczne środowisko akademickie, że to się po prostu nie uda. Przecież jednak nie namawiam do zwykłej kalki cudzych pomysłów, zachęcam do twórczego myślenia uwzględniającego lokalną specyfikę i potrzeby.

A we Wrocławiu nawet salon fryzjerski nazywa się Terefere Fryzjer. Czyż to nie piękne i szalone?

Wyszukaj w blogu: