W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Edwarda, Marleny, Seweryna , 23 października 2019

Wszyscy leżymy w rynsztoku

2013-10-20 14:34:40, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Miasto, Kultura,

Polityka jest brudna. Prawda tak oczywista, powszechnie znana, dawno oswojona na tyle, że nawet przestała nam doskwierać. Od czasu do czasu jednak mleko kipi, wylewa się spod pokrywy przykrywającej tajemnice politycznej kuchni i robi się afera. Najczęściej dzieje się tak za sprawą wścibskich dziennikarzy, albo przy okazji walki wyborczej, kiedy rywalizujące ze sobą strony dla zniszczenia konkurenta decydują się ujawnić jego ciemne sprawki.

Od kilkudziesięciu już lat mamy Polskę wolną, z trudem budującą demokrację. Stworzyliśmy nowoczesne struktury państwowe, zbudowaliśmy system społeczno-polityczny oparty na sprawdzonych gdzie indziej wzorach. U nas jakoś to nie funkcjonuje jak należy, ciągle coś zgrzyta, co chwile przydarza się nam jakiś wiraż czy niebezpieczny zakręt. Gdzie przyczyna, dlaczego ciągle walczymy o miano chorego człowieka Europy? Odpowiedź jest prosta.  Źródeł takiego stanu rzeczy trzeba szukać w nas samych. Z jednej strony w każdym z nas tkwią jeszcze resztki dawnego porządku, czyli homo sovieticus, z drugiej natomiast walcząc ze starym reżimem, niszcząc stary system wartości nie potrafiliśmy zastąpić go nowym, w zamiarze lepszym. Nasze społeczeństwo w znacznej swej części zgubiło busolę ideową, celem ludzkich działań stały się wartości materialne, a przede wszystkim nowy bożek – mamona.

Nic więc dziwnego, że co chwila wybuchały wielkie afery, a to Rywina, a to gruntowa, a to starachowicka. Wyliczankę można by długo jeszcze kontynuować. Ich „bohaterami” byli ludzie spod różnych szyldów partyjnych, połączonych jednak wspólnym mianownikiem. W większości tych wielkich skandali zawsze w grę wchodziły wielkie pieniądze.

Platforma Obywatelska wchodziła do polskiej polityki z hasłami odnowy moralnej, wysokich standardów etycznych, jakie miały cechować jej członków i działaczy. Zamysły szlachetne, wyszło jak zawsze.  Czy znów musimy zaintonować przyśpiewkę naszych kibiców: nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało.

Jak to się dzieje, że nie potrafimy stworzyć mechanizmów eliminujących z naszej polityki ludzi pozbawionych kompetencji, bezideowych, nie posiadających kwalifikacji moralnych i przywódczych do uprawiania tego odpowiedzialnego zawodu.

Polityka nie może być sposobem na wygodne życie, to musi być trudna służba dla społeczeństwa. Jak jest teraz każdy widzi.

Od kilku dni po ujawnieniu słynnego już na całą Polskę listu posłanki Bożeny Sławiak czuję się zwyczajnie źle. Czuję się jeszcze gorzej kiedy z ust prominentnych działaczy PO słyszę, że jest to wewnętrzny problem tej partii i ja nie będąc jej członkiem, czy nawet sympatykiem nie mam prawa się nim zajmować, czy wypowiadać swoją opinię. Nic bardziej mylnego. Platforma jest partią władzy, jej ludzie wzięli w swoje ręce odpowiedzialność za sprawy mojego kraju, a także mojej małej ojczyzny. I jako obywatel tego kraju i mieszkaniec regionu mam prawo nie tylko oczekiwać, ale wręcz wymagać by te ręce były czyste.

Działacze lubuskiej Platformy nadali nowe znaczenie określeniu polityk gabinetowy. Już teraz wiem co to oznacza. Znaczy to po prostu, że w zaciszu gabinetów ważnych osób załatwia się jakieś podejrzane interesiki, knuje jakieś intrygi, zawiera szemrane sojusze i alianse. I jak się okazuje nie chodzi tu tylko o załatwienie atrakcyjnej posady dla córki ważnego działacza, o atrakcyjne wycieczki za pieniądze podatnika w różne strony świata pod hasłem promocji regionu i poszukiwania inwestorów. Dowiadujemy się bowiem, że dla zachowania władzy i wpływów nasi przywódcy gotowi są do kryminalnych uczynków, do których wciągają jeszcze zwykłych Kowalskich tylko dlatego by pozyskać jego kreskę wyborczą.

Tonący brzydko się chwyta.

Na całe szczęście zdanie „Wszyscy leżymy w rynsztoku” ma swój ciąg dalszy: „ale niektórzy patrzą w gwiazdy”. Trzeba wierzyć i mieć nadzieję.

Wyszukaj w blogu: