W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Arkadii, Krystyna, Stanisławy , 13 listopada 2019

Team Filary i Noa

2014-02-17 20:39:59, Autor: Bogusław Dziekański | Kategorie: Kultura,

Pomału opadają emocje po koncercie Noa w Gorzowie. Kiedy słucham nagrań z koncertu dopiero dociera do mnie to, co się wydarzyło w gorzowskim teatrze. W dniu koncertu cały ten szum organizacyjny, bycie w gotowości przeszkadza w słuchaniu muzyki. Tak mam. Musi minąć dwa, trzy dni po takich koncertach, abym myśli pozbierał, stres odpuścił.

Nie od dzisiaj wiem, że przy Filarach mam wspaniałą ekipę: Ewa Łopuszańska i Adam Stachowiak od zawiłości cateringu. Ewa jest od tej tradycyjnej kuchni, Adam od wynalazków wegetariańskich.  Wspaniały Marcin Volvo Cieślik od transportu i opieki w czasie przewozu muzyków. Ciekawa postać, wielki fan Pata Metheny'ego, ba, nawet zaprzyjaźniony z nim. Cztery lat temu zajechał busem pod Salę Kongresową w Warszawie przed koncertem Pat Metheny Group.  Wytaskał z samochodu dużą skrzynię i ku zaskoczeniu obsługi wjechał od zaplecza do sali. Skrzynia wyglądała zawodowo, jak kolejny pakunek ekipy Pata. Na skrzyni napis Pat, a w skrzyni specjalny fotel, wykonany z siedzenia markowego Volvo, jako prezent dla ulubionego artysty. Mistrz przyjął prezent z radością i zaprosił Marcina z rodziną na pół godzinną audiencję po koncercie i tak się poznali. W kolejce byli również Anna Maria Jopek z Maciejem Kydryńskim. Niestety musieli swoje odczekać.

Na co dzień Marcin jeździ Volvo z napisem www.patmetheny.com. Jakie było zdziwienie Noa, kiedy Marcin tym samochodem podjechał po nią. Kobita po prostu wpadła w konsternację. Kiedy Marcin jej opowiedział historię z fotelem, ta mu opowiedziała, że siedziała dwa tygodnie temu w tym fotelu w domu Pata. Kiedy Marcin zajmuje się przewozem artystów, mogę spać spokojnie.

Kolejni członkowie ekipy filarowej to dziewczyny ze szkoły języka angielskiego Macphersona i Grażyna Lis-Batkowska od zawiłości językowych w kontraktach. Hubert Zbiorczyk od spraw technicznych - dokładny i precyzyjny do bólu w spełnianiu żądań technicznych zapisanych w raiderach.  Aneta Stosor od grafiki, plakatów i obsługi fotograficznej, świetnie rozumiejąca moje zamysły. Marek Demidowicz od kontaktu z jazzowymi mediami ogólnopolskimi, piszący relacje z koncertów Gorzów Jazz Celebrations i materiały na stronę o tych koncertach. Basia Browarna, w latach osiemdziesiątych działała w Polskim Stowarzyszeniu Jazzowym we Wrocławiu, ładnie zawsze w tle, a jak pomocna, Krysia Marszałek, która wszystko nam w klubie wysprząta. No i Wojtek, i Rysio od tego, abym czasami nie zwariował. To dzięki nim tworzy się taki klimat, że później te koncerty tak brzmię i wyglądają ku radości artystów i słuchaczy.

Jest jeszcze mój partner w Niemczech, Marek Komar, który na bieżąco mi podpowiada co jest trendy na europejskiej i światowej scenie jazzowej, no i zna myki, jak rozmawiać z agencjami koncertowymi i w ogóle zna osobiście wiele znakomitości jazzu i szefów agencji. Przed laty zakładał pierwszy fan klub Pata w Europie. Często bywa w jego gościnnych progach w Stanach.

Kiedy Noa z zespołem w piątek wieczorem pojawiła się w klubie na kolacji, od razu zrobiła się miła atmosfera. Marek Komar dużo jej opowiadał o naszej działalności i o Filarach. Jak tylko weszła do klubu, wyściskała się ze mną, jak byśmy się znali od wielu lat i przekazała pozdrowienia od Marka. Była radosna, uśmiechnięta i dynamiczna. W sobotę po koncercie, też przy kolacji, kiedy opadały z niej emocje wieczoru, widać było, że w gorzowskim teatrze dała z siebie wszystko. Po prostu ta piękna kobieta na moich oczach gasła ze zmęczenia. Dawno czegoś takiego nie widziałem.

W niedzielą razem z Marcinem pojechaliśmy o godzinie 17 do Hotelu Qubus, żeby ją i zespół pożegnać. Przybył też Hubert z rodziną. Jego żona Elżbieta pod wpływem emocji z koncertu wydziergała na szydełku serce, które je wręczyła, a Hubert wręczył jej nagranie z koncertu. Ściągnąłem Daniela Adamskiego, który to nasze pożegnanie obfotografował, a zarazem wręczył jej CD z fotografiami z koncertu w tetrze. Marcin też pod wpływem emocji zabrał z domu oprawioną wspólną fotografię z Patem i fotelem i wręczył jej.  Noa już wypoczęta, przed odjazdem powiedziała mi, że pobyt w Gorzowie był dla niej wielkim przeżyciem.

P.S. W piątek przy kolacji Noa skosztowała mioduli prezydenckiej, tradycyjnego napitku, który powstał na bazie receptury ludności Beskidów i Śląska Cieszyńskiego, produkowanego w Jasienicy k/Bielska-Białej. Trunek tak jej posmakował, że wyraziła chęć nabycia. Z uśmiechem odrzekłem jej, aby nie wyprzedzała moich myśli. W sobotę kiedy opuszczała klub, wręczyłem jej tę miodulę w pięknej drewnianej skrzynce z siankiem w środku. Bardzo się ucieszyła, że pamiętałem.

Teraz czekamy na koncert Hiromi 5 kwietna w Gorzowskiej Filharmonii w ramach Gorzów Jazz Celebraions. Będzie to pierwszy solowy występ tej artystki w Polsce.

Wyszukaj w blogu: