W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Eustachego, Faustyny, Renaty , 20 września 2019

Lekcja historii

2014-06-04 22:10:26, Autor: Bogusław Dziekański | Kategorie: Kultura,

Ten tekst pochodzi z bloga amerykańskiego zespołu GravelRoad, który wystąpił w klubie 17 maja 2014 roku.

„Sobota 17 Maj – Gorzów Wlkp.

Nadal pada, Ewa czuje się o wiele lepiej. Niestety nie mogę tego powiedzieć o Stefanie i o sobie. Przespałem się parę godzin, ale w porównaniu ze Stefanem byłem w hibernacji. Skarży się, że jego łóżko było tak niewygodne, że zdecydował się leżeć na podłodze i oglądać filmy na swoim ipadzie do rana. Ibuprofen i kawa były podstawą śniadania tego ranka.

Przyjechaliśmy wreszcie na miejsce w Polsce. Dzięki bogu, podróż odbyła się bez przeszkód i dałem radę przespać się przed wyjazdem na samo miejsce koncertu. Stefan nie miał tyle szczęścia.

Koncert odbędzie się w czołowym klubie jazzowym w Polsce. W następnym miesiącu będą obchodzić swoje 50-lecie a obecny szef prowadzi go od 34 lat.

Tak naprawdę to nie grają tutaj rocka z odcieniem bluesa, a jazz. Zdecydowaliśmy się zmniejszyć głośność i ograniczyć intensywność o kreskę na pierwszy set. To miało dobre i złe strony. Myślę, że biorąc pod uwagę cały wieczór muzyki, umożliwiło to ludziom rozgrzać się i przywyknąć do naszych dźwięków. Z drugiej strony zmęczyliśmy się trochę i ten spokojniejszy set znudził nas trochę.

W trakcie przerwy uknuliśmy plan. Na drugą część mieliśmy zaplanowany bardziej rockujący set i pozwoliliśmy sobie na pełną wolność. Dobry wybór. Świetna reakcja publiczności, zarówno jeśli chodzi o większy aplauz i pokrzykiwania w trakcie gry, jak również pochwały po zakończeniu gry - tak więc wygraliśmy ich zadowolenie... szczególnie młodszych.

Po zakończeniu opanowało nas uczucie radości i ulgi. To był jedyny koncert, kiedy byliśmy niepewni wyniku, także przez fakt, że nie byliśmy w szczytowej formie energetycznej. Na szczęście zjedliśmy bardzo dobrze przed i po występie.

Nasz tour manager Ewa zdradziła nam, że serwowane przed koncertem pierogi są naprawdę niewiarygodne a dania serwowane po równie fantastyczne. Szef kuchni, również Ewa, wie jak gotować. Wylewnie podziękowaliśmy jej ściskając i całując, próbując przekonać, aby pojechała z nami do domu, szczególnie po drugim posiłku, który składał się z kurczaka w ziołach z czerwoną papryką i sałatki z kapusty (najlepszej sałatki z kapusty, jaką jadłem w życiu) oraz ziemniaków. Dwa, domowe polskie posiłki. Niebo w gębie.

Wypiliśmy trochę wódki, a szef  klubu  dzielił się z nami historią muzycznych „celebracji”, które organizuje 4 razy w roku w Polsce i w których występują naprawdę wielkie nazwiska z całego jazzowego świata. Podarował nam wielka książkę, zawierającą historię klubu a fotografie w niej znajdujące się pozwoliły nam na uzupełnienie brakujących mu czasami słów. Był naprawdę wspaniały. Czułem się, jak na lekcji historii, która zabrała nas z sobą do czasów Polski, kontrolowanej przez Sowietów. Naprawdę świetne. (WR)” – członek zespołu, perkusista Marty Reinsel

Ten ostatni akapit dotyczy monografii Jazz Clubu Pod Filarami autorstwa Doroty Frątczak, która opisała początki klubu ,,Pod Filarami” od roku 1964 i dobrała fotografie z tamtego okresu.”

Ten blog amerykańskich muzyków dedykuję tym wszystkim gorzowianom, którzy wbrew „sowietyzacji” kraju mieli w sobie ducha muzycznej wolności. I gdyby nie ich miłość do muzyki, to klubu „Pod Filarami” by nie było i mnie by tu nie było.

Chcę Wam podziękować 14 czerwca 2014 roku. Tego dnia o godzinie 17 na budynku w rocznicę 50-lecia istnienia klubu zostanie odsłonięta tablica pamiątkowa, ufundowana przez Bożenę Pomykałę-Kukorowską i Kazimierza Kukorowskiego.

Pełen program imprezy z okazji 50-lecia klubu  na www.jazzfilary.pl

Wyszukaj w blogu: