W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Eustachego, Faustyny, Renaty , 20 września 2019

Dress code

2014-10-16 22:31:14, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Miasto, Kultura,

Mamy za sobą pierwszą debatę pretendentów do prezydenckiego fotela. W szczelnie wypełnionej sali audytoryjnej biblioteki im. Herberta w trakcie blisko dwugodzinnej dyskusji zaprezentowali się prawie wszyscy kandydaci, jako iż zabrakło Jacka Wójcickiego, który był gościem Prezydenta RP jako ekspert mający opiniować ustawę przygotowywaną w Kancelarii Prezydenta, a która ma na celu umożliwienie budowy społeczeństwa obywatelskiego. Myślę, że udział wójta Deszczna w pracach nad tę ustawą jest wyrazem uznania dla jego samorządowego dorobku. Zresztą Jacek Wójcicki zdążył wrócić ze stolicy na przysłowiowe gaszenie świec, tyle że zaznaczył tym jedynie swoją obecność. Zresztą chyba niewiele stracił, bo o samej debacie można powiedzieć, że się odbyła i niech to stwierdzenie wystarczy za całą recenzję.

Nadal nie ma w Gorzowie nikogo, kto takie debaty potrafiłby umiejętnie przygotować tak, by były interesujące dla obserwatorów i twórcze w sferze merytorycznej.

Zresztą na sali dostrzegłem zarówno nadredaktora Delijewskiego, jak i niestrudzonego blogera Piotra Steblina Kamińskiego, którzy niewątpliwie odniosą do przebiegu samej debaty, wypowiedzi i zachowań pretendentów, rozmaitych smaczków i anegdotek. Dlatego ja sobie daruję analizy i oceny, natomiast swoją uwagę skupię na kompletnie czymś innym, a co wydawać by się mogło nieistotnym szczegółem. Chodzi mi o ubiory uczestników debaty. O ile nie można mieć większych zastrzeżeń do wyglądu pretendentów, garnitury, koszule, kolory krawatów były bez zarzutu, widać że politycy odrobili lekcję i mają świadomość znaczenia swego wyglądu, być może nawet odbyły się jakieś konsultacje ze stylistami. Zresztą błękitne koszule, czy krawaty w odcieniach czerwieni lub granatu to już prawie nudny standard. Także i strój jedynej kobiety w tym towarzystwie pani Krystyny Sibińskiej także był jak należy. Wszytko odbywało się zgodnie z regułami, długość krawatów odpowiednia, czyli do połowy klamry od paska, wszyscy przestrzegali reguły, że jak wstajemy to zapinamy marynarkę, jak siadamy to odpinamy guziki, jednym słowem Europa. Na tle nienagannie ubranych polityków tym bardziej raziły zbyt swobodne, graniczące z niechlujnością ubiory moderatorów debaty. Dziennikarze niestety zbyt często nie przywiązują wagi do swego wyglądu. O ile można to znieść, kiedy pracują przy zbieraniu materiałów to w momencie, gdy stają się współuczestnikami określonego wydarzenia medialnego, jakim choćby stała się debata, to wówczas powinni dopasować się stylem strojów do swych rozmówców, czyli podporządkować się zasadom dress codu.

Ktoś mógłby powiedzieć, że znowu się czepiam jakichś błahostek. Będę się jednak upierał, że przestrzeganie reguł ubraniowego savoir vivre ma jednak swoje znaczenie. Dlatego na koncert w filharmonii wypada założyć marynarkę, a na imprezę u Bogusia Dziekańskiego można przyjść w t-shircie, czy wyświechtanym swetrze.

Zresztą gdyby tak zapytać przeciętnego zjadacza chleba, o czym mówił oglądany przed chwilą osobnik w telewizorze to może być problem z uzyskaniem odpowiedzi, natomiast bez większego kłopotu dowiemy się jak on wyglądał i w co był ubrany. I nic na to nie poradzimy, mamy do czynienia z cywilizacją obrazkową. Przypomnę w tym miejscu, z jakim skandalem towarzysko – obyczajowym mieliśmy do czynienia przed kilku tygodniami, kiedy jedna z dziennikarek ośmieliła się obśmiać wygląd członków, a zwłaszcza członkiń jednego z komitetów wyborczych występujących na jakiejś imprezie w parku. Uwagi, choć złośliwe miały jednak swoje uzasadnienie, bo mimo parkowego entourage dress code został niestety złamany.

Banalne stwierdzenie, że diabeł tkwi w szczegółach znajduje przy tej okazji swoje potwierdzenie. Każdy gorzowianin otrzymał specjalny numer Gorzowskich Wiadomości Samorządowych. Jak zwyczaj każe, co cztery lata, dostajemy okolicznościową przedwyborczą laurkę z prezydenckich dokonań kończącej się kadencji. Zadzwonił do mnie znajomy, który wcale nie chciał dyskutować o informacjach zawartych w GWS, natomiast swoją uwagę skupił na tym, że na upozowanej fotografii kierownictwa magistratu prezydenci Jędrzejczak i Sejwa pozapinali wszystkie guziki w swych eleganckich marynarkach, podczas gdy on był zawsze uczony, że marynarki zapina się na jeden guzik. Brak wiedzy, czy obycia u prezydentów? Nie sądzę, przecież to światowcy, którzy obracali się w najświetniejszych towarzystwach. Znowu zabrakło kogoś przytomnego, kto by zwrócił uwagę na ten szczegół, co oznacza utratę kolejnego głosu w wyborach.

A wszystko to skutek tego, że krawiectwo miarowe upadło jako sztuka. Taki męski krawiec to nie tylko pytał o to, w której nogawce ma umieścić klejnoty właściciela garnituru, ale i pouczył swego klienta, jak ma nosić wytwór jego talentu, z jakimi dodatkami, rodzajem obuwia, żeby nie budzić politowania.

I na koniec jeszcze jedna uwaga. Usłyszałem dziś dosyć dziwną recenzję swojej blogerskiej twórczości. Otóż dowiedziałem się, że nawet fajnie piszę, regularnie jestem czytany, tyle że te moje artykuły są za długie. Nie dowiedziałem się czy ta moja pisanina jest mądra, a może głupia, usłyszałem że piszę za długo. Czyżby te rytualne półtora stroniczki tekstu to rzeczywiście zbyt wiele by utrzymać uwagę czytelnika? Muszę się nad tym głęboko zastanowić.

Wyszukaj w blogu: