W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Jagienki, Kamili, Korneliusza , 16 września 2019

Cyrkowiec z Łagowa

2015-08-03 19:41:49, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: Kultura,

Często zaglądam do okienka Krystyny Kamińskiej w „EG”. Mimo że autorka zaprasza „Czytaj ze mną”, zawsze czytam osobno. Ale jestem wdzięczny jej za podpowiedź. Właśnie sięgnąłem po polsko-niemiecką w treści rzecz Roberta Piotrowskiego „Spotkania z historią. Treffen mit der Geschichte. Łagów * Lagow”. Książka ukazała się za pieniądze unijne. Dlatego w żadnej księgarni na świecie nie można jej kupić. Przypuszczam, że wybrani mogą ją dostać po znajomości w łagowskim urzędzie gminy.

Pewnie nie chciałoby mi się jechać do biblioteki, gdyby nie jedno zdanie w relacji Krystyny Kamińskiej. Ta niezwykle pracowita obserwatorka ruchu wydawniczego w regionie lubuskim pisze tak: „W rozdziale »Łagów nieznany« autor prezentuje dwóch panów: Leona Pineckiego oraz Gerharda Domagka. Pierwszy był popularnym w okresie międzywojennym zapaśnikiem, a w Łagowie kupił sobie i prowadził hotel Am See. W albumie pokazany jest na zdjęciu ze złotym pasem (najwyższe odznaczenie) i laurowym wieńcem mistrza świata oraz na wizytówce hotelu (ze zdjęciem właściciela)”.

Pinecki zainteresował mnie w 2010, kiedy pisałem „Drugi klucz do bramy”. Z różnych źródeł (także z „Ziemi Gorzowskiej”) sporo dowiedziałem się o zapaśnikach lat międzywojennych. O Władysławie Pytlasińskim, Cyganiewiczach, Aleksandrze Garkowience. Również o Leonie Pineckim vel Leo Pinetzkym. Informacje podawane na jego temat były sprzeczne. Wedle jednych urodził się w Stołuniu koło Pszczewa, wedle drugich – gdzieś w Niemczech, dokąd jego ojciec wyjechał za robotą. Prawdopodobnie w 1892. Pewne jest, że zmarł w 1949 r. w Sulęcinie i został pochowany w Łagowie. Na tablicy nagrobnej stoi biało na czarnym, że był trzykrotnym mistrzem świata i pięciokrotnym mistrzem Europy w zapasach. Właśnie tabliczna informacja kazała mi szukać prawdy. Skontaktowałem się z historykiem sportu, dziś profesorem Uniwersytetu Zielonogórskiego, a wtedy doktorem habilitowanym na etacie w gorzowskim Zamiejscowym Wydziale Kultury Fizycznej, Piotrem Godlewskim. Profesor nie kwestionował, że w latach 1930-1945 Pinetzky vel Pinecki był właścicielem hotelu Am See w Lagow. Że w 1947 wrócił do Łagowa i do śmierci prowadził hotel, który zresztą nadal stoi niedaleko Bramy Marchijskiejw perle Ziemi Lubuskiej. Zdaniem profesora, brak jest potwierdzenia tego, że Pinetzky vel Pinecki był trzykrotnym mistrzem świata i pięciokrotnym mistrzem Europy w zapasach. Spytałem profesora, skąd zatem ta informacja na nagrobku. Profesor opowiedział coś, co włożyłem do wypowiedzi bohatera mojej powieści przygotowywanej do druku w gdańskiej Oficynce. W „Porąbanym” ten akapit brzmi następująco. ‒ W latach międzywojennych były modne pokazy siłaczy na odpustach, jarmarkach, w mniej wykwintnych restauracjach. To było coś podobnego do dzisiejszego grania na ulicy. Ci z talentem najpierw rywalizowali na matach w swoich krajach, potem przedsiębiorczy berlińczyk wpadł na pomysł, żeby organizować turnieje międzynarodowe. On zaproponował właścicielowi restauracji Louisenthal w Zielonejgórze, kiedy nazywała się Grünbergiem, urządzenie zapaśniczych mistrzostw środkowej Europy w stylu wolnym W żadnym opracowaniu międzynarodowego związku zapaśniczego nie znajdzie pan nazwisk zwycięzców, a wedle miejscowej gazety była to impreza wielkiej rangi z udziałem najbardziej znanych zawodników. Właściciel Louisenthal zgodził się zapewnić im wikt, opierunek i nagrody. Berlińczyk ustalił z zapaśnikami, że w restauracji Luisenthal wygra Niemiec, Czech będzie drugi, Polak trzeci. Tydzień później odbyły się mistrzostwa północnej Europy w restauracji Kameralnej w Bydgoszczy. Jej właściciel też zapewnił wikt, opierunek i nagrody, zwyciężył Czech, Estończyk był drugi, Polak trzeci. W kolejnym tygodniu zapaśnicy pojechali do Breslau na mistrzostwa Śląska. Tam zwyciężył Niemiec przed Polakiem i Austriakiem. Były  następne turnieje, a to o szarfę Alp, o złotą wstęgę Jeziora Bodeńskiego, o puchar burmistrza Soltau. Mniej więcej ta sama grupa jeździła z miasta do miasta. Zapaśnicy byli zadowoleni, bo dostawali pieniądze, restauratorzy również byli zadowoleni, bo goście walili do ich lokali drzwiami i oknami, co oznaczało większą sprzedaż befsztyków, kotletów, wódki. Lokalne gazety także, bo miały o czym pisać. A niezorientowani ludzie nie domyślali się, że to, co oglądali, nie miało nic wspólnego z prawdziwą rywalizacją. ‒ Mistyfikacja ‒ powiedział ten, który słuchał opowieści. − Prędzej coś z cyrku – określił to bohater.

Profesor Godlewski też uważał Pinetzkyego vel Pineckiego za cyrkowca. Tę opowieść przytoczyłem w trakcie spotkania autorskiego w Międzyrzeczu. Pani ze Stołunia wstała i doniosłym głosem oznajmiła, że obrażam ją, stołunian i pamięć o Leonie Pineckim. To bohater! Patriota! Najbardziej znany mieszkaniec naszej wioski! Umierającej matce obiecał, że zawsze będzie Polakiem! – przekonywała publiczność i mnie stołunianka. Dotarłem do materiałów, gdzie Pinetzky vel Pinecki twierdzi, że dobrze twarzy matki nie pamięta, bo wtedy, kiedy ona umierała na suchoty, miał może dziesięć lat.

W Łagowie jest ulica Leona Pineckiego. Przed laty odbyła się tam sesja naukowa. Poprzedni wójt uważał, że gdzieś w okolicy dawnego Am See powinien stanąć pomnik, przynajmniej tablica Pineckiego. Wtedy mu opowiedziałem to, czego dowiedziałem się o Pineckim. Co robić? – spytał z miną naprawdę pytającą. Gmina ma nowego wójta. Jego zamysłu nie znam.

Wyszukaj w blogu: