W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Eustachego, Faustyny, Renaty , 20 września 2019

Munio odszedł

2016-02-03 21:19:52, Autor: Bogusław Dziekański | Kategorie: Kultura,

Wielka strata. Jeszcze niedawno, 18 grudnia 2015, bawił nas sobą i swoją muzyka w Filarach. Kiedy rozmawiałem z nim  w nocy na początku października na  Jazz Campingu na Kalatówkach, a była to długa rozmowa,  opowiadał mi o sobie, o psotach w życiu, swojej żonie Ani, która odeszła po długiej chorobie w czerwcu ubiegłego roku, przebiegła mi myśl trzeba go zaprosić. Przyjechał i stanął u boku zespołu Levandek Old Stars. Udzielił ostatniego wywiadu telewizyjnego w życiu dla TVP Gorzów dla Hani Kaup – krótki, ale jaki wymowny. Potem wspólna kolacja… dziś pozostał żal.

Kiedy z jakichś powodów, a było to rzadkością, nie mógł być na Kalatówkach, zawsze z tyłu głowy było, że się pojawi. On, pełen specyficznego humoru, puent o życiu, swoim postrzeganiu, zmieniającego się świata i anegdot z tym związanych. Charakterystyczny głos jego saksofonu z unikalnym frazowaniem. Zawsze skupiający wokół siebie młodzieżówkę jazzu. Od niedzieli 31 stycznia cały młody krakowski jazz płacze… Był dla nich prawdziwą ikoną. Kto był w Klubie „U Muniaka” na ul. Floriańskiej, to wie. Dorosłe środowisko też stanęło w miejscu, kończy się pewien rozdział w historii polskiego jazzu.

Jazz Camping Kalatówki bez niego to już będzie inny rozdział. Z odejściem  Munia pewna karta w historii tej imprezy została zamknięta. W Gorzowie grał  w starych Filarach w latach siedemdziesiątych. Potem za sprawą Klubu Jazzowego Gorzowskiego Towarzystwa Muzycznego zagrał w wrześniu 1997 roku w dawnym klubie Profil, po 1980 roku wraca już do jazzowych Filarów. Widzę sceny sprzed blisko trzydziestu lat. Jasio i jego słynna herbata Muniakówka, przyrządzana według jego receptury… nocne, pokoncertowe rozmowy u Tereni, prowadziła wtedy bufet w klubie, u niej w domu na dywanie … i to nie  jedne.

Kiedy występował wraz z zespołem w klubie w listopadzie 2000 roku poprosiłem go, żeby zagrał z - wtedy 14-letnim - Adamem Bałdychem na bis. Po koncercie Jasio powiedział, musisz go koniecznie przywieźć na Jazz Camping. Podobną opinię w podobnej sytuacji, parę miesięcy wcześniej wyraził Zbigniew Namysłowski. I zawiozłem w 2001 roku… Występ Adama był sensacją pamiętaną przez wiele lat. Zabrałem też wtedy Michała Wróblewskiego.

18 grudnia, jak już teraz wiemy, na ostatnim koncercie Jasia w klubie, zaproponowałem, żeby u jego boku i zespołu Levandka na scenie stanął najmłodszy z naszej jazzowej trzódki, saksofonista Marek Konarski. I stanął, i zagrali razem… i to jak. A ja rzekłem uszczęśliwiony sytuacją i widząc na scenie kolosalną różnicę w ich wzroście wypaliłem „Panie i Panowie Janusz Muniak gra na najdłuższym saksofonie tenorowym na świecie, a Marek na najkrótszym” i Jasio spojrzał na mnie rozbawionymi oczami. Następnego dnia grał koncert w Warszawie i 2 stycznia w Krakowie… a potem zamilkł na zawsze… po ciężkim zawale.

W piątek 5 lutego, w dniu krakowskiego pogrzebu Jasia realizuję koncert z udziałem Marka Konarskiego na terenie Gorzowa. Poproszę go, aby zgrał Muniowi jego najbardziej ulubiony standard Body And Soul. Był mistrzem interpretacji tej ballady. 

Wyszukaj w blogu: