W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Donata, Herminy, Rufina , 7 kwietnia 2020

Dokładnie tak

2016-10-05 18:28:46, Autor: Alfred Siatecki | Kategorie: Kultura,

Były lata, kiedy polityka, szczególnie ta regionalna, mnie wciągała. Zależało mi na tym, żeby nasz przygraniczny region był traktowany nie jak zawalidroga albo piąte koło u wozu. Kiedy wojewodą zielonogórskim był prof. Marian Eckert, wymyśliłem plan Eckerta jako odpowiedź na plan Stolpego. Plan Stolpego, pierwszego premiera Brandenburgii, wykraczał poza granice tego kraju związkowego Niemiec. Wskazywał Środkowe Nadodrze jako to miejsce, gdzie będą przyjeżdżali Niemcy na ryby i grzyby. Prof. Eckertowi zależało na tym, żeby tu powstawały fabryki, drogi, osiadali światli ludzie i malało bezrobocie. Trochę się udało, trochę nie. Profesor odszedł na wieczną wartę, ja z „Gazety Lubuskiej”. Teraz, kiedy szeregowy poseł, zarządca partii, która wygrała wybory parlamentarne, podejmuje decyzje traktując konstytucję jak czytadło, tzn. wedle widzimisię, staram się być jak najdalej od polityki! Od takiej polityki. Co nie znaczy, że milczę, bo moja chata stoi z kraja. Nie!

Dlatego dziś nie o tym, co mi się podoba lub nie podoba w polityce, a troszkę o kulturze. O kulturze języka. Niedawno szlag mnie mało nie trafił, gdy znajoma w co drugim zdaniu wrzucała „co nie”. Kilka w miarę rozsądnych słów i zaraz to „co nie”. Aż się wkurzyłem i powiedziałem, że to nie pasuje do niej, absolwentki uniwersyteckiej historii, żony doktora nauk politycznych. Kiedy zaraz po studiach wezwano mnie na przeszkolenie wojskowe, starszy kapral, który był kimś ważniejszym w jednostce w Żarach, dodawał sobie odwagi słowem „kurwa”. Mówił mniej więcej tak: Jeśli żołnierz, kurwa, nie rozumie, kurwa, co się do niego mówi, to, kurwa, ja go, kurwa, przeczołgam, że go rodzona matka, kurwa, nie pozna. Ktoś spośród nas, kandydatów na oficerów rezerwy, zwrócił mu uwagę, co pomogło na kilka minut. No, ale to był starszy kapral Ludowego Wojska Polskiego.

Od lat codziennie przy śniadaniu, obiedzie i kolacji słucham regionalnego Polskiego Radia. Nie wskazuję stacji dokładnie, żeby nie robić jej reklamy. Nie mam pretensji do dziennikarzy, kiedy robią błędy językowe. Wiem i rozumiem, że nie jest łatwo mówić mądrze, ciekawie, szybko i bez błędów. Mam pretensję do słuchaczy. Nie do tych, którzy na wszystkim się znają i wzorem zarządcy partii zwycięskiej, uważają, że jest tylko jedna racja: ich racja. Mam pretensję do tych, którzy „takują”, tzn. niemal w każde zdanie wtykają „tak”. Szlag mnie wtedy trafia, bo nie rozumiem, o co słuchaczowi chodzi. Pyta czy stwierdza? Np. Czarny poniedziałek zgromadził tysiące kobiet, tak. Przyszły one, tak, żeby wyrazić swój sprzeciw. To była siła, tak. Wedle mnie, każde z tych trzech zdań jest pytające. Słuchacz pytał, ale nie czekał na odpowiedź. Jego „tak” znaczyło tyle samo, co „kurwa” tego starszego kaprala, gdy byłem na przeszkoleniu wojskowym.

Albo „dokładnie”. Ku radości polonistów i polszczyzny w ostatnim czasie coraz więcej rodaków zapomina o tym wtrąceniu. Już mechanik samochodowy, nauczycielka, urzędniczka, lekarz nie „dokładnieje”. Teraz coraz rzadziej słychać „dokładnie”, a coraz częściej „tak”.

Po inauguracji roku akademickiego w gorzowskiej uczelni publicznej w trakcie audycji radiowej osoba przedstawiona jako doktor powiedziała, że jest to Akademia imieniem Jakuba z Paradyża. Imieniem. Pomyślałem sobie, że rektor tej uczelni, językoznawczyni, nie tylko będzie musiała starać się o to, żeby akademia wywiązała się z zobowiązań formalnych. Będzie musiała przeprowadzić szkolenie i wyjaśnić, że kto jak kto, ale pracownik naukowy musi mówić poprawnie. I że w Gorzowie jest Akademia imienia Jakuba z Paradyża. Imienia.

Wyszukaj w blogu: