W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x
 
Jesteś tutaj » Home »
Emilii, Julinana, Konstancji , 19 sierpnia 2019

Przekraczanie granic przyzwoitości

2018-12-13 15:10:32, Autor: Jerzy Kułaczkowski | Kategorie: Kultura,

W czasie ostatniej wyprawy do Berlina na świąteczne jarmarki postanowiłem zobaczyć Pomnik Spalonych Książek. Tak się bowiem składa, iż mimo wielokrotnych pobytów w stolicy Niemiec jakoś się nie zdarzyło odwiedzić tego miejsca. Naszym sąsiadom nie brakuje oryginalnych pomysłów dotyczących upamiętniania historycznych wydarzeń, czy osób. Kłóci się to mocno z szerzącym się u nas poglądem, że Niemcom brakuje naszej ułańskiej fantazji i pomysłowości. Jeżeli jednak porównamy sztampowe pomniki naszego papieża, stanowiące częstokroć swoiste potworki obrażające poczucie estetyki, czy prezydenta Kaczyńskiego z realizacjami niemieckimi to musimy to przekonanie natychmiast zrewidować. Bo czyż od naszych banalnych ławeczek, na których zasiadają jakieś historyczne postaci, nie przemawia bardzie do wyobraźni berliński Pomnik Ofiar Holocaustu? Czyż nie jest świadectwem dystansu i poczucia humoru fakt stworzenia w Berlinie Muzeum Currywurstu? Także rzeczony Pomnik Spalonych Książek potwierdza nie tylko niemiecką chęć odkupienia win nazizmu i faszyzmu, ale także taktowność i wyczucie istoty upamiętnienia haniebnego wydarzenia z maja 1933 roku, gdy hitlerowcy wkrótce po dojściu do władzy spalili blisko 20 tysięcy książek. Sam pomnik jest bardzo skromny, łatwo go przeoczyć, co i mnie się przydarzyło. Stanowią go bowiem płyty ze stosowną inskrypcją oraz pancerna szyba wpuszczona w chodnik. Pod szybą znajduje się niewielkie pomieszczenie z pustymi półkami na książki. Niby nic, ale to miejsce krzyczy. Zwłaszcza jeżeli się odczyta prorocze słowa Heinricha Heinego mówiące o tym, że „tam gdzie się pali książki, tam wkrótce będzie się palić ludzi”. Jednak najgorsze jest to, że te barbarzyńskie akty (bo berlińskie palenie książek nie były jedynymi w Rzeszy, naliczono ich blisko 100) były organizowane przez studentów przy milczącej aprobacie ich profesorów, a więc przez ludzi, którzy jak nikt inny powinni rozumieć i doceniać znaczenie książki dla człowieka. Pewnie, że niektórzy z nich robili to ze strachu, część na pewno była zaczadzona nazistowską ideologią, ale większość była tam ze zwykłego wygodnictwa i konformizmu. Jako żywo kojarzy mi się to z dzisiejszą Polską, gdzie też są ludzie wspierający „dobrą zmianę”; usłużni prokuratorzy będący na każde skinienie Ziobry, dziennikarze będący narzędziem prymitywnej propagandy w „narodowej” telewizji, artyści produkujący rozmaite gnioty (patrz film „Smoleńsk”), czy wreszcie sami politycy, którzy dla kariery, lepszego miejsca na liście wyborczej gotowi są na każdą niegodziwość i gadanie głupot,

Nawet sam Nadprezes ze swoimi fobiami i obsesjami staje się coraz mniej wiarygodny i przekonywujący, co podaje w wątpliwość szczerość jego intencji i przekonań.

Przyjdzie czas, gdy ci ludzie będą musieli się nie tylko wstydzić swoich zachowań i czynów, ale i ponosić odpowiedzialność za to wszystkie zło, jakie wyrządzają naszemu narodowi i naszej ojczyźnie. Kiedy to się stanie, to zależy tylko od nas i naszych decyzji wyborczych.

PS. Pomnik Spalonych Książek znajduje się w Berlinie na Bebelplatz naprzeciwko biblioteki Uniwersytetu Humboldta, tuż przy Unter den Linden, czyli w samym sercu stolicy Niemiec.

Wyszukaj w blogu: