W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x

 
Jesteś tutaj » Home » Mija dzień »
Emila, Laury, Rogera , 14 listopada 2018

Nie żyje Teresa Klimek – Honorowy Obywatel Miasta

2013-12-29

Teresa Klimek nie żyje. Zmarła dzisiaj, w niedzielę 29 grudnia br. Miała 84 lata. 

medium_news_header_6014.jpg

A jeszcze niedawno, bo na początku listopada pisaliśmy o Jej życiu i Jej zasługach dla miasta i życia innych. Były ogromne, za co w uznaniu i podziękowaniu otrzymała w tym roku  tytuł Honorowego Obywatela Miasta.

Przypominamy tamten reportaż Renaty Ochwat.

Wolności trzeba było się nauczyć

Jest pierwszą kobietą, która otrzymała tytuł Honorowego Obywatela Miasta. 

Myślę, że radni docenili taką postawę życiową, jak moja. Ale ja nie jestem kimś nadzwyczajnym, takich jak ja jest bardzo wielu – mówi Teresa Klimek, emerytowana matematyczka i jednocześnie człowiek, który całe życie działał na rzecz drugiego.

- Mnie przez całe życie zależało na poszerzaniu wolności, walczyłam o prawa człowieka. Bo wolność to odpowiedzialność za siebie, za innych - mówi Teresa Klimek. I tłumaczy, że choć działała na rzecz innych, to nigdy nie interesowała jej polityka. – Przecież ja nie kandydowałam na senatora, nie brałam udziału w życiu politycznym, bo nie o to chodziło – mówi.

Od KIK-u się zaczęło

Na początku był Klub Inteligencji Katolickiej, elitarna jak na lata 70. minionego wieku instytucja, która jak sama nazwa wskazuje, gromadziła inteligencję katolicką. Pani Teresa założyła go razem z mężem Władysławem. – W tamtych latach to była odwaga zakładać KIK. Władze mocno krzywo patrzyły na takie stowarzyszenia, no i nie mniejszej odwagi wymagało promowanie KIK-u własną twarzą – mówi jedna ze znajomych pani Teresy. Klub działał nielegalnie aż do 1981 r, kiedy to można było go zarejestrować. Trwał karnawał Solidarności, na chwile poluzował się gorset tamtego ustroju. Ale po 13 grudnia 1981 r. znów władza patrzyła na KIK i jego działaczy mocno nieprzychylnym okiem. Jednak państwo Klimek jakoś się tym za bardzo nie przejmowali.

Z tych samym powodów, czyli z troski o drugiego człowieka pani Teresa zaangażowała się w działalność Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”. Zasiadała nawet w zarządzie regionu. W tym samym czasie też powołała komitet więzionych za przekonania a w 1981 zaczęła działać w stowarzyszeniu opieki nad więźniami.

I za te wszystkie działania przyszło pani Teresie zapłacić wysoką cenę. Została internowana i przetrzymywana w „obozach internowania”, jak wówczas władza określała te miejsca, od 15 grudnia 1981 do 27 czerwca 1982r. Siedziała Poznaniu i Gołdapi.

Tak o jednym z incydentów, jakie ją spotkały podczas internowania opowiadała Ośrodkowi Karta. - Umówiłam się z synem, że przyjedzie do mnie 21 maja [1982]. Wizyty zaczynały się koło 12.00 i trwały do 15.00 czy do 16.00. Minął czas wizyt i on nie przyjechał. Byłam bardzo niespokojna. Zeszłam do hallu, tam gdzie właściwie nie wolno nam było wchodzić, tam byli strażnicy. Mówię – Proszę panów, czy nie było mojego syna, Klimek Kazimierz? A jeden strażnik mówi – Wie pani, to nazwisko mi się obiło o uszy, ale ten esbek go odesłał. – A dlaczego? – A my nie wiemy. Myślę: idę do komendanta dowiedzieć się, co się stało. Komendant mówi – No rzeczywiście był pani syn, ale ten esbek go odesłał. Mówię – Proszę pana, musimy coś zrobić, żeby on tu jeszcze przyjechał. – Ale już minęły widzenia. – No, ale to wyście zawinili. Proszę pana, niech pan zadzwoni na stację kolejową i przez megafony niech ogłoszą, że Kazimierz Klimek może przyjechać do obozu i spotkać się ze swoją matką. I komendant to zrobił. Komendant jedzie po niego swoim samochodem na dworzec, ale syn nie wie o tym, więc wsiada w taksówkę i przyjeżdża. Widzenie było nieograniczone. Nikt mnie nie pilnował, żaden strażnik. Pytałam syna, co esbek powiedział. – Pan się dowie w Gorzowie, co jest z matką. Matka nie chce pana widzieć. Dziewczyny z Poznania przynosiły mu herbatę, kanapki i pełno grypsów do swoich rodzin. On by mógł wtedy chyba wynieść czołg, nikt by nie sprawdził. Odwieźli go na dworzec służbową nyską. 

Po uwolnieniu z „internatu”, jak wówczas internowani nazywali areszt, została działaczką diecezjalnego komitetu pomocy podziemnej Solidarności, była też członkiem regionalnej komisji wykonawczej NSZZ Solidarność w Gorzowie.

Zresztą po uwolnieniu pani Teresa aktywnie wspierała innych, tych co byli internowani, ale też i tych skazywanych przez komunistyczne sądy. – No, jeździłam na rozprawy, wspierałam tych chłopaków jak tylko mogłam – przyznaje.

Ponaglenie od pana Boga

W 1987 roku pani Teresa współorganizowała gorzowskie koło Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta. – Było tak, że wracałam do swego domu i na klatce schodowej znalazłam śpiącego bezdomnego. Potraktowałam to jak ponaglenie od Pana Boga, że trzeba coś zrobić – mówi. I wspomina, że zanim się wzięła za powoływanie koła w Gorzowie, to już dużo wcześniej nawiązała kontakty w środowisku ludzi związanych z Towarzystwem Brata Alberta. – Dla mnie powołanie koła to była solidarność z tym ludźmi, którzy mieszkają obok nas, ale sobie zwyczajnie nie radzą w życiu. I taka sama zasada obowiązuje u Alberta. Mieszkańcy mają być solidarni z innymi, bo tylko wtedy działanie jakiekolwiek ma sens – mówi.

Za te działania została odznaczona nagrodą „Człowiek człowiekowi”, złotą odznaką sekcji krajowej oświaty i wychowania NSZZ Solidarność, medalem Pro Memoria, tytułem zasłużonej dla województwa lubuskiego, odznaczona Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, srebrnym medalem opiekuna miejsc pamięci narodowej, zasłużona dla miasta. I kiedy się patrzy na skromną sylwetkę pni Teresy aż trudno uwierzyć, że ta drobna miła pani o ujmującym uśmiechu aż tyle rzeczy zrobiła i nadal w miarę sił robi.

Dezyderatę też rozdaje

Ale pani Teresa robi jeszcze jedną fantastyczną sprawę. Wszystkim swoim zalatanym i zabieganym znajomym rozdaje kserówki z tekstem „Dezyderaty”. To anonimowy tekst z 1692 r. znaleziony w kościele św. Pawła w Baltimore. – Rozdaję i będę jeszcze rozdawać, bo trzeba pamiętać o tym, że trzeba przechodzić spokojnie przez hałas i pośpiech i należy pamiętać, jaki spokój można znaleźć w ciszy – mówi (to początek „Dezyderaty” – red.).

Pani Teresa zawsze ma przy sobie kserówki i ciągle zdumiewa ją, że ktoś może tego głęboko humanistycznego tekstu nie znać i w pewien sposób się nim nie kierować.

Ze szlacheckiej rodziny

Teresa Maria Klimek urodziła się 11 października 1929 roku w Hrubieszowie, była żoną Władysława Klimka, matematyka, nauczyciela, wieloletniego prezesa Klubu Inteligencji Katolickiej. Ma dwóch synów dzieci: Tomasz – architekt i Kazimierz – filozof, informatyk, zamieszkały w Kandzie.

Jej rodzicami byli Stanisław Bończa-Tomaszewski – więzień Kozielska, z armią gen. Andersa szlakiem bojowym dotarł na Zachód, ranny pozostał w Anglii oraz Maria z domu Skrzetuska. Pradziadek: Antoni Skrzetuski był powstańcem styczniowym odznaczonym z rąk marszałka Józefa Piłsudskiego orderem Virtuti Militari.

W Gorzowie mieszka od 1953 roku, zdała maturę w 1949 roku w Liceum Ogólnokształcącym w Gnieźnie, a w 1966 obroniła magisterium na Uniwersytecie im Adam Mickiewicza w Poznaniu. W 1976 roku ukończyła podyplomowe studia z informatyki na Uniwersytecie Warszawskim. Pracowała w szkole w Gdyni. W latach 1953-55 była nauczycielką w Technikum Gastronomicznym w Gorzowie, potem w latach 1957-72 w Technikum Chemicznym w Gorzowie. W latach 1972-84 uczyła matematyki w II LO przy Przemysłowej. Od 1984 roku na emeryturze.  W latach 1976-80 wprowadziła w II LO – to była jedna z 16 szkół w Polsce – informatykę jako ministerialny eksperyment. Wychowała wiele pokoleń matematyków, absolwentów II LO, laureatów olimpiad matematycznych i studentów matematyki. Jej metodą wychowawczą był bliski kontakt, budowa więzi z uczniami i wydobywanie ich indywidualności.


Radni byli jednomyślni
Tytuł Honorowy Obywatel Miasta otrzymała 2 lipca 2013 roku, czyli w dniu, kiedy Gorzów świętuje swoje urodziny. W jej przypadku wątpliwości nie było. Radni zdecydowali o tym jednogłośnie.
A ci, co mają przyjemność ją znać, kwitują krótko – Wspaniały, prawy, godny człowiek. Fantastyczny wychowawca i jednocześnie wzór postawy obywatelskiej i ludzkiej. Zaszczytem jest znać panią Teresę Klimek.

Renata Ochwat

Korzystałam między innymi z oficjalnych materiałów Urzędu Miasta Gorzów Wielkopolski.