W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x

 
Jesteś tutaj » Home » Mija dzień »
Jarosława, Konrada, Selmy , 21 kwietnia 2019

Papusza, cygańska poetka z wielką tajemnicą

2019-02-08

„Nie bardzo wiem, co to jest poezja. Co to jest bycie poetką. To duża reklama, ale mały interes”. Tak Papusza, Lalka, Bronisława Wajs z domu Zielińska mówiła o poezji.

medium_news_header_23968.jpg

O Papuszy opowiada Edward Dębicki, dla którego była ciotką

Nigdy nie chciała brać pieniędzy za wiersze, bo jak mówiła, że Bóg jej daje te piosenki (tak nazywała swoje wiersze) i brać za nie pieniądze to jakoś nie tak.

Niby bardzo znana, opisana. Cygańska poetka, autorka zaledwie ponad 30 wierszy, ale jak spojrzeć na nią nieco szczegółowiej, okazuje się być wielką i stale nierozpoznaną tajemnicą. 8 lutego mija 32. rocznica jej śmierci.

Władza widziała ją jako przywódczynię

Życie poetki można podzielić na kilka wyraźnych etapów. Pierwszy to dzieciństwo i młodość spędzone w taborach Krzyżanowskich, Wajsów, Dębickich na wschodzie, na dawnych Kresach, na Lubelszczyźnie. Drugi, to okres wielkiej smuty, lat II wojny światowej, Holocaustu Cyganów, Porajmos – jak oni sami nazywają ten czas. Potem kolejny etap, to czas taborów w ludowej Polsce do 1964 roku, czyli do czasu przymusowego osiedlenia i czasy po nim, w tym te kilkadziesiąt spędzonych w Gorzowie, w odsunięciu i samotności.

W każdym z tych etapów Papusza miała odgrywała inną rolę. Nie z wyboru, a z narzucenia. Do czasów wojny było to taborowe dzieciństwo, rozpaczliwe próby nauczenia się czytania i pisania, za „kurkę przyniesioną pani Polce”. Ale też i już samotność, bo Lalka, jak się na polski tłumaczy Papusza, od zawsze była dziwna, inna, niż romskie dzieci.

Potem przydarzyło jej się małżeństwo, albo i dwa, bo i takie są tropy. To wówczas przyszła poetka, która została niejako wydana za mąż za dużo od niej starszego harfistę Dionizego Dyśku Wajsa odkryła, że męża raczej nie kocha. Ale dużo straszniejszym dla niej odkryciem było i to, że nie może mieć dzieci. Przysposobiła sobie wówczas dziecko, syna Władysława, Tarzania, jak do niego i o nim mówiła. I jak czas pokazał, Tarzaniu okazał się dla poetki jednak nieszczęściem. Bo nie spełnił pokładanych nadziei, bo zadawał się z ludźmi, którzy mieli z prawem na bakier. Bo na starość wcale się nią nie interesował, choć Papusza kochała go chyba najbardziej na świecie.

Już w czasie PRL na jej losach zaważyło spotkanie z Jerzym Ficowskim i odkrycie przez niego jej wielkiego talentu. Zapłaciła za to wielką karę. Społeczność ją jeszcze bardziej wyizolowała. Padły słowa o chorobie psychicznej potwierdzone pobytem w szpitalu psychiatrycznym.

W 1964 r., po przymusowym osiedleniu Cyganów, poetka zdecydowała się osiąść w Żaganiu. Cieszyła się już uznaniem i sławą. A ówczesna władza ukuła na te decyzję określenie, że jest przywódczynią poprawnych postaw wśród Cyganów. – Taki jest język ówczesnych dokumentów – mówi dr. Piotr J. Krzyżanowski, znany cyganolog. Ale taką rolę i takie postrzeganie w środowisku romskim Papuszy zdecydowanie neguje Edward Dębicki, blisko z poetką spokrewniony. – W świecie cygańskim żadna kobieta nie mogła być przywódczynią czy kimś takim. To zawsze mężczyzna, nawet głupszy, miał taką rolę – tłumaczy.

Kolejny etapem w jej życiu było mieszkanie w Gorzowie, już po śmierci męża, samej, bo i ukochany Tarzaniu ją zawiódł. Żyła przy ul. Kosynierów Gdyńskich 20 właściwie sama. Czasami odwiedzali ją nieliczni, w tym Edward Dębicki. – Ona zawsze się wszystkim dzieliła. Nawet jednym cukierkiem. To była bardzo dobra kobieta, moja ciotka – mówi Edward Dębicki. Ostatnim etapem życie był okres przed śmiercią, kiedy mieszkała u siostry w Inowrocławiu. Tam umarła i tam została pochowana.

Karuzela z datami

Jeśli sięgnąć do różnych tekstów o Papuszy, to nagle okazuje się, że nie bardzo wiadomo, kiedy się urodziła, bo różni badacze, a po nich dziennikarze podają różne daty. Podobnie jest i z innymi szczegółami z życia poetki. Ale wydaje się, że przynajmniej ta tajemnica została wyjaśniona. Udało się to dr. hab. Dariuszowi A. Rymarowi, dyrektorowi Archiwum Państwowego, który przyjrzał się wnikliwym okiem historyka dokumentom, jakie się zachowały po poetce i ustalił ponad wszelką wątpliwość, że urodziła się ona 18 sierpnia 1908 roku w Sitańcu pod Zamościem. Znalazł w Archiwum Państwowym w Zamościu metrykę chrztu, w której zapisano, iż właśnie 18 sierpnia 1908 roku w parafii w Sitańcu pojawili się Józefa Popowicz, Stanisław Bobowicz oraz Karol Bogdanowicz, Cyganie,, którzy okazali tamtejszemu proboszczowi noworodka płci żeńskiej. Oświadczyli, iż dziewczynka urodziła się tego dnia około 5.00 rano z matki Katarzyny Zielińskiej, lat 20, z niewidomego ojca. Dziecko zostało ochrzczone, a rodzicami chrzestnymi byli Marianna Bogdanowicz i Stanisław Bobowicz. A jako że Cyganie byli niepiśmienni, akt chrztu podpisał proboszcz, ksiądz Jan Badowski. – No i tym samym kończą się dyskusje o dacie i miejscu urodzenia – mówi dr hab. Dariusz A. Rymar. I tłumaczy, że zawirowania, jakie panują w źródłach, bo podaje się lata urodzin 1906, 1907, 1909, 1910 są chyba wynikiem tego, że sama poetka podawała je różnie.

Podobnie drobiazgowe podejście do dokumentów pozwoliło ustalić, iż Papusza wzięła ślub z Dyśkiem Wajsem 28.02.1923 roku w kościele w Szumsku. Na zachowanym nagraniu sama poetka opowiada, że do ślubu saniami jechała, w sześć sań, a w kościele dywan ze świec był no i miała samych młodych świadków.

Jednak w taki scenariusz powątpiewa Edward Dębicki, który z przekazów rodzinnych wie, że nieco inaczej to wyglądało. – Dyśku zakochał się w Papuszy. A ona w moim ojcu, jednak on wolał moją mamę. Dyśku przekonał ojca, żeby wyprowadził mu Papuszę. O i tak się stało. Ojciec wyprowadził Papuszę, ten zabrał ją na wóz i pojechali. Wrócili po dwóch dniach już jako małżeństwo – opowiada.

Znana na całym świecie

- Moim zdaniem Papusza jest najbardziej znaną gorzowianką w Polsce, a może i na całym świecie, a to za sprawą tego, że ciągle wychodzą jej wiersze, powstają książki o niej – mówi Dariusz A. Rymar.

Jak to z tą sławą jest, sprawdziły Grażyna Kostkiewicz-Górska i Danuta Zielińska z Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Zbigniewa Herberta. I okazało się, iż rzeczywiście, tomiki Papuszy oraz teksty jej poświęcone można znaleźć w znakomitych i najbardziej liczących się bibliotekach świata. Bo tomiki wierszy znajdują się w Bibliotece Kongresu w Waszyngtonie, Bibliotece Uniwersytetu Harvarda, są w zbiorach niemieckich, francuskich, szwedzkich, słowackich, włoskich. Także można je znaleźć w polskiej Bibliotece Narodowej, Bibliotece Uniwersytetu Jagiellońskiego, różnych innych, ale także odnaleźć je przez dwa największe katalogi biblioteczne.

- Co pewien czas na nowo wzrasta zainteresowanie Papuszą właśnie za sprawą jej samej, kobiety z tajemnicą, ale i za sprawą jej wierszy – mówi Leszek Bończuk, mocno związany z tym środowiskiem. On sam zainteresował się Papuszą, kiedy obejrzał na początku lat 90. minionego wieku film nakręcony przez młodego amerykańskiego dokumentalistę Gregory’ego Kowalskiego. To pod wpływem tego filmu, a właściwie z niedosytu wiedzy zaczął szukać śladów po poetce, tych materialnych, listów do Ficowskiego i Juliana Tuwima, listów od nich. To on walczył i właściwie cały czas walczy, kiedy trzeba z pomówieniami dotyczącymi tego, że Papusza sama tych swoich gila – piosenek nie napisała, a uczynił to Jerzy Ficowski. Przypomniał też, że za głupie pomówienia o rzekomym autorstwie Jerzego Ficowskiego przeprosił tylko jeden człowiek – Kazimierz Furman, który uczynił to w specjalnym liście do poety. I on wspomniał wieczór poetycki w Poznaniu, podczas którego wiersze Papuszy recytowali poznańscy studenci uniwersytetu, a pieniądze za wieczór sprytnie ukryto w kwiatach, bo poetka nie chciała brać pieniędzy za gila.

Papusza banknoty odkryła już w Gorzowie, kiedy kwiatki zwiędły. Była zaskoczona.

Ciotka dobrze wróżyła

- W taborze mówili, nie słuchajcie jej, to głupia Cyganka – opowiada Edward Dębicki. Kiedyś poprosił, aby go wzięła ze sobą na wróżbę. Wzięła. I co się okazało? Ano to, że Papusza miała znakomite podejście do tych, którym miała wróżyć. Znakomicie potrafiła wykorzystać drobne niuanse, ułamki informacji „sprzedawanych” przez same zainteresowane, aby wróżba wypadła pomyślnie. – Kiedyś ją zapytałem, ciotko, a skąd wy wiecie, co macie mówić. Tak dobrze mówicie… Na co ona mi odpowiedziała – Wiesz, Edziu, jak ja karty rozłożę, to się jakoś tak samo mówi… - opowiada Edward Dębicki. I przytacza historię, która się jemu samemu i jego żonie Ewie, kiedy żoną jeszcze nie była, przydarzyło. – Jeszcze nie byliśmy małżeństwem, ani nikt za bardzo nie wiedział, że coś nas łączy. Ewa z koleżanką poszły do ciotki po wróżbę. No i Ewa usłyszała, że chodzi z jakimś ciemnym, Cyganem albo Rumunem i ślub z tego będzie. A koleżance ciotka powiedziała, że ona tu w Polsce mieszkać nie będzie. I okazało się, że rzeczywiście miała rację. Ewa została moją żoną, a koleżanka mieszka za granicą – mówi. A Ewa Dębicka tylko z uśmiechem potakuje, że rzeczywiście tak było.

Edward Dębicki dodaje, że ciotka choć niezamożna, to jednak skrajnie biedna i żyjąca w brudzie nie było, jak niesprawiedliwie i krzywdząco pokazało ją małżeństwo Krauze w filmie „Papusza”. – Bo teraz to się tyle tych cyganologów i znawców naszej kultury zrobiło, że jest ich więcej, niż samych Cyganów – kwituje Edward Dębicki.

I zdradza jeszcze jedną tajemnicę. – Cygan, gdzie mieszka, tam jest jego dom. Kocha go i szanuje. Tak samo było z Gorzowem w przypadku Papuszy – tłumaczy Edward Dębicki.

Renata Ochwat