W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x

 
Jesteś tutaj » Home » Mija dzień »
Anety, Lehca, Leona , 20 lutego 2020

Matka Boska Klewańska patronką sanktuarium

2020-02-13

Trwają przygotowania do otwarcia sanktuarium w kościele w Skwierzynie. To będzie dopełnienie losów cudownego obrazu, który po II wojnie światowej znalazł się w miasteczku nad Wartą.

medium_news_header_26951.jpg Fot. Archiwum Anny Basaj-Portały Stanisława Basaj z obrazem Matki Boskiej Klewańskiej

Choć najnowsze sanktuarium oficjalnie zostanie otwarte w maju, to już wierni w Skwierzynie cieszą się i przygotowują do tego wielkiego dla nich wydarzenia. Cieszą sięzwłaszcza potomkowie przesiedleńców z malutkiego Klewania, dziś na Ukrainie, wówczas w województwie wołyńskim. Bo to właśnie oni przywieźli i długo chronili obraz, który dziś wisi w głównym ołtarzu kościoła parafialnego pod wezwaniem św. Mikołaja i jest jedną z najważniejszych znaków kulturowych miasteczka. A teraz powstaje tu sanktuarium Matki Boskiej Klewańskiej – Patronki Kresowian, przy którym ma funkcjonować Centrum Pamięci o Kresowiakach , a także ośrodek wsparcia dla żołnierzy z misji zagranicznych.

Dziwne losy Matki Boskiej Klewańskiej

To II wojna światowa a właściwie jej reperkusje sprawiły, że obraz łaskami słynącej Matki Boskiej Klewańskiej pojawił się w skwierzyńskim kościele parafialnym. Jak to w innych przypadkach bywało, przywieźli go przesiedleńcy z Kresów. Do Skwierzyny „klewańscy”, jak się do dziś o tej grupie społecznej w Skwierzynie mówi, zabrali nie tylko własny dobytek, przywieźli też najważniejsze wyposażenie tamtejszego kościoła. I choć główni aktorzy wydarzeń sprzed 75 lat już nie żyją, to jednak ich wnukowie pamiętają o tamtych wydarzeniach i są ze swoich przodków bardzo dumni.

Klewań – miasto Czartoryskich

Miasto leży na Wołyniu, i od XV wieku było siedzibą rezydencjonalną książąt Czartoryskich. W połowie XV wieku zamek wzniósł tu książę Michał Czartoryski. W rękach książąt miasteczko pozostawało aż do 1860 r., kiedy to dobra zostały sprzedane carowi Aleksandrowi II.

PrzedII wojną światową obok stacji kolejowej znajdowało się największe na Wołyniu letnisko, goszczące latem kilkuset gości. Klewań liczył wówczas 1,3 tys. mieszkańców, głównieŻydów i był miejscowością wypoczynkową dla Łucka i okolic.

Poksiążęcy zamek zresztą stoi do dziś na urwisku nad rzekąStubłą, a szczególnie malowniczo przedstawia się on odzachodu przy wjeździe do miasta szosą od stronyŁucka iOłyki. Otaczały go niegdyśfosy, przez które wiódłzwodzony most.Barokowy,trzynawowykościół farny (1610-1630) fundacjiks. Jerzego Czartoryskiego z dwoma wieżami został odrestaurowany w1901 roku. Obok kościoła zachowała sięrokokowakapliczka z rzeźbąśw. Jana Nepomucena. Od1991 Klewań znajduje się na terenieobwodu rówieńskiego niepodległejUkrainy. Dziś w miasteczku mieszka około 8 tys. ludzi.

Pierwszy kościół parafialny p.w. Zwiastowania Najświętszej Marii Panny został wzniesiony i uposażony w 1590 r. przez księcia Jerzego Czartoryskiego. Parafia natomiast została erygowana w 1598 r. Nowy, murowany kościół powstał w miasteczku w 1630 roku za sprawą księcia Mikołaja Jerzego Czartoryskiego. Jego konsekracji dokonał w 1673 r. biskup pomocniczy diecezji łuckiej ksiądz Stanisław Łoza.

Jednak świątynia spłonęła w 1739 r. od uderzenia piorunem. Odbudowy świątyni dokonała w latach 1745-48 słynna księżna Izabela Czartoryska, a świątynię ponownie konsekrował w 1799 r. biskup Kacper Cieciszowski.

Już w 1938 r. parafia liczyła 2,2 tys. wiernych i miała liczne kościoły filialne. Tuż przed wojną proboszczowską posługę sprawował ks. Aleksander Pierzchała, ale w obawie przed represjami ukraińskimi opuścił miasteczko. Potem proboszczowską posługę sprawował ks. Piotr Sąsiadek. To między innymi on organizował sąsiedzką samoobronę przed banderowcami. Kiedy wojna dobiegała kresu, przez miasteczko nieustannie przetaczały się fale sowieckiej partyzantki.  Podczas pobytu jednego z nich, o mały włos nie doszłoby do tragedii. Rosjanie przekonani, że w kościele chronią się Niemcy, prawie że podpalili kościół. Na szczęście nic się nie stało, po partyzantce został tylko skład amunicji przy koście. Parafia katolicka w Klewaniu funkcjonowała aż do 15 maja 1945 r. Dwa dni później katolicka i polskiego pochodzenia ludność opuściła miasteczko.

Skwierzyna – miejsce docelowe

Przesiedleńcy z Klewania w liczbie około 800 osób przyjechali transportem 6 czerwca 1945 r. Transport wyruszył z Klewania 17 maja tegoż roku,. Przesiedleńcy nie wiedzieli dokładnie, gdzie jadą, wiedzieli tylko, że na zachód, bo na Wołyniu zostać nie mogli. Pierwotnie transport zatrzymał się w Międzyrzeczu, ale coś klewańskim nie odpowiadało i przyjechali do Skwierzyny. Oprócz cudownego obrazu przesiedleńcy przywieźli także chorągwie kościelne, feretron z Matką Boską z Lourdes, kilka ozdobnych ornatów, a także srebrną skrzynkę z relikwiami św. Bonifacego. Jednak losy tego przedmiotu nie są znane. Wiadomo tylko, że została na polecenie kurii przekazana w jej gestię.

Matka boska cudowna

Cudowny obraz Matki Bożej Klewańskiej Wspomożycielki Wiernych namalował Karl Dolce. Początki kultu sięgają 1458 r. Księga cudów prowadzona tu od XVII wieku świadczyła, że Matka Boża szczególnie ukochała te ziemie. W 1639 r. została powołana przez biskupa łuckiego Jędrzeja Gembickiego komisja, która miała sprawdzić cuda doznawane przy tym obrazie. Po zakończeniu prac przez komisję obraz został uznany za cudowny. Potwierdził to również notariusz apostolski Baptista de Rubeisa. Niezwykle ważną rolę spełniła Matka Boża podczas II wojny światowej. W 1943 r. podczas rzezi ludności polskiej na Wołyniu wielu Polaków szukało przed obliczem Matki Wspomożycielki ochrony. Ludzie gromadzili się całymi rodzinami i przez całą noc trwali na czuwaniu modlitewnym. Rano kościół się wyludniał. Polacy powracali do codziennych zajęć, wieczorem znów wracali, by błagać Matkę Bożą o litość.

To zdaniem mieszkańców właśnie Klewańska Pani sprawiła, że i kościół oraz miasto nie zostały zniszczone przez oddziały UPA. Ocalało tam wielu Polaków z Wołynia.

W bagażach pani Basaj

- Obraz wywiozła moja babcia Stanisława Basaj ‒ opowiada Anna Basaj-Portała, jej wnuczka (koleżanka szkolna piszącej te słowa). Tę wersję potwierdza też i kolejna wnuczka, Bogumiła Manulak, na co dzień bibliotekarka Biblioteki Głównej Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej im. Jakuba z Paradyża w Gorzowie.

‒  Nie wiedzieliśmy, że mama wiezie Matkę Boską. Powiedziała nam o tym na miejscu, już w Skwierzynie, ale też nie od razu – wspomina Janina Giba, córka pani Stanisławy. Autorka znała osobiście panią Stanisławę Basaj, ale nigdy wcześniej nie słyszała tej historii. Pani Stanisława Basaj była uroczą starszą panią, która nie miała w zwyczaju opowiadać o tej niezwykłej historii.

– Ten obraz i nas uratował. Podczas II wojny światowej wiele nocy spędziliśmy całą rodziną, całym miasteczkiem, zamknięci w kościele. Modliliśmy się o cudowne ocalenie. Chroniliśmy się przed banderowcami. Kto spędzał noce w kościele, ten ocalał. Bo Ukraińcy do kościoła nie wchodzili, mieli jednak jakiś szacunek – wspomina Janina Giba.

O tym, że malowidło weźmie ze sobą Stanisława Basaj, zadecydował fakt, że jej mąż Władysław walczył wówczas w Dywizji Kościuszkowskiej. – To dawało mamie szansę, że nie będzie mocno kontrolowana, jak inni – opowiada Janina Giba.

O zabranie ze sobą matki Boskiej Klewańskiej poprosił Stanisławę Basaj, sąsiad Henryk Wilogórski. On sam nie podjął się tego trudnego zadania, ponieważ w jego domu znajdował się sowiecki żołnierz i nie dałoby rady przygotować ewakuacji.

Na czas podróży obraz wycięto z ramy, zrolowano i ukryto w bagażu pani Basaj. Oprócz obrazu łaskami słynącego pani Basaj wiozła ze sobą czwórkę dzieci, dwa prosiaki, kozę i krowę. – Na stację rodzinę wraz z dobytkiem zawiózł zaprzyjaźniony Ukrainiec. – Modliliśmy się o szczęśliwą podróż – wspomina Janina Giba. – Gdybyśmy nie wyjechali, to wymordowaliby nas Ukraińcy – tłumaczy. Transport był kilka razy kontrolowany, ale szczęśliwym trafem zawiniątko (całkiem spore, trzeba zaznaczyć) z cudownym malowidłem nie wpadło w oczy i ręce kontrolujących.

Matka Boska w konspiracji

Stanisława Basaj przekazała obraz miejscowemu proboszczowi. Ale stałe kontrole ówczesnych władz sprawiły, że Matka Boska Klewańska nadal pozostawała w ukryciu. Dopiero w 1950 roku obraz trafił do kaplicy pod chórem. Ale nikt nie poinformował władz, jaka jest wartość cennego malunku. Nikt też już nie pamięta, dlaczego akurat taką datę wybrano, a źródła milczą.

Obraz, dzięki staraniom ówczesnego proboszcza Edmunda Ławińskiego, w głównym ołtarzu skwierzyńskiego kościoła znalazł się 30.04.1968 r. W 1990 r. przeszedł gruntowną konserwację, natomiast 23.05.1992 r. odbyła się uroczysta intronizacja i równie uroczyste wprowadzenie Matki Najświętszej Wspomożycielki Wiernych i Łaskami Słynącej.

Obraz jest bardzo ważny dla skwierzyńskich katolików. – Rzeczywiście tak jest. W moim pokoleniu obowiązywał obyczaj, że jak ktoś brał ślub, to Matce Boskiej Klewańskiej ofiarowywał kwiaty ślubne. Dla tych młodszych obraz już nie ma aż takiego znaczenia. Niestety, zmieniły się czasy – dodaje Janina Giba.

Jednak w ostatnim czasie coś się w tej kwestii zmienia. Młodzi też biorą śluby przy jej obliczu, modlą się lub zwyczajnie zaglądają do kościoła, żeby na Nią zerknąć.

Kiedy 17 marca 1991 r. w Klewaniu reaktywowano katolicką parafię, byli klewańczycy udali się tam z pielgrzymką. A w czerwcu 2004 r. kopię Cudownego Obrazu Matki Boskiej Klewańskiej zawiózł i ofiarował kościołowi w Klewaniu Chór Parafialny ze Skwierzyny.

Nikt bowiem w Skwierzynie nie chce słyszeć, aby na Ukrainę wrócił oryginał.

Losy obrazu ewidentnie pokazują, jak zawikłane były to czasy. Nikt w  Skwierzynie nie ma tez wątpliwości, że gdyby obraz pozostał na miejscu, to na pewno by nie przetrwał do dziś.

Sanktuarium i centrum

Przy sanktuarium działać będzie Centrum Pamięci o Kresowiakach oraz ekumeniczne centrum wsparcia dla żołnierzy z misji. Zwłaszcza centrum ma symboliczne ze wszech miar znaczenie. W Skwierzynie bowiem od zakończenia II wojny światowej był olbrzymi garnizon wojskowy. Dziś tam stacjonują Amerykanie. Losy miasteczka w jego powojennej polskiej historii nierozerwalnie związane były ze stacjonowaniem tu wojska. Wielu mieszkańców Skwierzyny, jeszcze jako wojskowi, bywało na różnych misjach wojskowych, jak choćby na Wzgórzach Golan czy innych.

Podobnie jest z centrum pamięci kresowian. Powojenną polską historię miasteczka od początku budowali właśnie kresowianie. Najwięcej było klewańskich, ale do miasteczka zjechali także mieszkańcy Lidy – dziś na Białorusi. Przyjechali także przesiedleńcy z innych miasteczek na Wołyniu. Długo po zakończeniu II wojny na ulicach Skwierzyny słychać było śpiewny wschodni zaśpiew tych, co tu zamieszkać musieli. W wielu domach zachowały się pamiątki z tamtych czasów.

Patronat nad otwarciem sanktuarium i centrum objęła marszałek Elżbieta Anna Polak, którą o to poprosili: ks. Kazimierz Małżeński oraz Jan Klemt, dyrektor Generalny Zarządu Krajowego Towarzystwa Inicjatyw Społecznych „Nowy Świat”.

Renata Ochwat

Tekst powstał dzięki pomocy bibliotekarzy z działu regionalnego Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej i za tę pomoc dziękuję. Pierwodruk nieznacznie tylko zmienionego artykułu jest w „Nadwarciańskim Roczniku Historyczno-Archiwalnym” nr 20, Gorzów Wielkopolski 2013, s. 193-196, wydawca Archiwum Państwowe i Towarzystwo Przyjaciół Archiwum i Pamiątek Przeszłości.