W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x

 
Jesteś tutaj » Home » Moto »
Florentyny, Ligii, Leona , 28 czerwca 2017

Motocykliści fruwali w powietrzu

2017-03-29

Wystarczył wzrost temperatury i trochę słońca, aby na drogach zaroiło się od jednośladów. Ostatni weekend marca stał w naszej części kontynentu pod znakiem Berlińskich Dni Motocykla. Już niebawem, 6 kwietnia, rozpocznie się poznański Motor Show. Nie zabraknie na nim krajowej oferty firm motocyklowych, efektownych customów, weteranów itp.

medium_news_header_17967.jpg

Sezon ruszył na całego. Berlińskie BMT to specyficzna impreza wystawiennicza. Obok najnowszych osiągnięć techniki motocyklowej można tam oglądać efektowne zabytki i zupełnie niespotykane u nas konstrukcje. Przede wszystkim podczas imprezy spotykają się miłośnicy motocykli, mogą wymieniać doświadczenia, wybiegać daleko w przyszłość motocykla i analizować przeszłość. Historia motoryzacji jest przy Messedam szczególnie blisko. Targi odbywają się pod słynną ażurową wieżą radiową, która przed II wojną była najwyższa na świecie. Tuż obok wejścia można oglądać pomnik dawnych motocyklistów wyścigowych i ciągle istniejące trybuny oraz budynek z charakterystyczną gwiazdą Mercedesa będące pozostałościami po legendarnym torze wyścigowym Avus.

Po raz kolejny gwiazdą targów był gigantyczny motocykl z wózkiem napędzany  12 cylindrowym silnikiem diesla o mocy 1000 KM i pojemności 38 l. Silnik pochodzi z radzieckiego czołgu nic też dziwnego, że na maszynie nie brakuje symboli dawnego imperium.

Kto znudził się oglądaniem konstrukcji najważniejszych marek świata oraz stoisk z akcesoriami, odzieżą, kaskami itp. mógł na zewnątrz hal oglądać pokazy sportów ekstremalnych. Motocykliści fruwali w powietrzu na tle wieży, quady dokonywały ewolucji z pogranicza praw fizyki itp.  

Wśród najnowszych konstrukcji uwagę zwracały maszyny firmy Zero. Oferta modeli  motocykli elektrycznych tej marki ciągle rośnie. Klientami tej marki są głównie osoby jeżdżące motocyklami na co dzień. Bikerzy niedzielni i wakacyjni ciągle preferują kapiące chromem i ryczące motocykle w stylu american dream. Na motocykl elektryczny przechodnie nie zwrócą większej uwagi, bo wydaje dźwięki tylko nieco głośniejsze niż rower. Słychać opony i świst powietrza.

Najnowszy Zero ZX to elektryczny motocykl enduro pozbawiony wad odpowiedników spalinowych. Jadąc nie zwraca uwagi służb leśnych i przechodniów.  Ze startu zatrzymanego pierwsze 100 km/h osiąga w niespełna 4 sek i na jednym ładowaniu potrafi przejechać ponad 360 km w mieście. Jego eksploatacja jest znacznie tańsza niż motocykla spalinowego a dobry kierowca, nie da szans tradycyjnym konkurentom. ZX nie ma sprzęgła ani biegów. Sprint do ponad 150 km/h odbywa się błyskawicznie ponieważ ogromny moment obrotowy przenoszony jest gładko i bez żadnych przerw od 0 do maksymalnych obrotów. Zero skonfigurowany jest komfortowo w porównaniu z również elektrycznym modelem KTM, przeznaczonym głównie na tory. Dlatego jest niepokonany na ulicach miast, po których przejechanie 360 km w ciągu dnia jest wyczynem na miarę rekordu Guinessa. Nie da się tylko na nim pokonywać  tysięcy kilometrów afrykańskich bezdroży, Syberii i podobnych miejsc ponieważ nie występują tam gniazdka elektryczne. Poza tym we wszystkim przerasta maszyny spalinowe. Nic dziwnego, że motocyklami Zero zainteresowała się nie tylko berlińska policja.

RAR