W celu zapewnienia poprawnego działania, a także w celach statystycznych, serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na przechowywanie cookies na Twoim komputerze. Zasady dotyczące obsługi cookies można w dowolnej chwili zmienić w ustawieniach przeglądarki. [rozumiem. zamknij okno] x

 
Jesteś tutaj » Home » Moto »
Cypriana, Justyny, Łucji , 26 września 2017

Drogowe pułapki na kierowców

2017-04-25

W czasie przedświątecznych szczytów komunikacyjnych gorzowscy kierowcy trafiali na wiele drogowych niespodzianek. Jedna z nich czekała na ulicy Mościckiego.

medium_news_header_18219.jpg

Korek tworzył się już na wysokości Archiwum Państwowego. Po cierpliwym pokonaniu kilkudziesięciu metrów oczom ukazywał się prawdziwy koszmar. Kierowcy nie bacząc na to czy zajmują pas do jazdy na wprost i w lewo, czy prawy, wciskali się między inne pojazdy nie oglądając się na linie. Okazało się, że to nie zbiorowa paranoja, ale efekt blokujących pas słupków ustawionych  wokół potężnej dziury tuż przed skrzyżowaniem.  Kierowcy, którzy wcisnęli się na lewy pas tylko dzięki obserwacji aut jadących z przeciwka mogli domyślać się jakie mają światło.  W efekcie zdarzały się wyścigi równoległe, w których nagrodą było pierwszeństwo na pasie po przeciwnej stronie skrzyżowania. Jeden startował z pasa przeznaczonego według oznakowania poziomego do jazdy w prawo, drugi myśląc, iż ma zielone światło z prawidłowego kawałka pasa ruszał na wprost. Trwało to przez kilka dni i było na co patrzeć.  Wesoło rozbrzmiewał ryk silników i dźwięk klaksonów a świąteczni goście z za granicy przez wiele lat będą mieli o czym opowiadać.  Przed drogową pułapką nie ustawiono żadnego znaku nie wspominając już o kierującym ruchem policjancie. Zupełnie jak w kultowym filmie Barei.

W końcu dzielna ekipa załatała dziurę i zdjęła słupki. Działo się to w poniedziałek  24 kwietnia. Oczywiście w czasie największego natężenia ruchu drogowego. W końcu nie jesteśmy ani Niemcami, ani Francuzami aby pracować w nocy a do tego szybko.  Tylko kierowcy jak zwykle zachowali się imponująco. Nikt nie zginął nie było nawet większych stłuczek. Ciekawe jak powiedzie się kolejny drogowy eksperyment, bo wcześniejsze kierowcy zdali na piątkę. Nawet nieoznaczony zamknięty pas na ul. Kosynierów  Gdyńskich, który straszył przez niemal miesiąc przed opisywaną wyżej sytuacją, nie spowodował większych szkód wśród gorzowskich samochodów.   Było to równie duże wyzwanie, szczególnie gdy ustawiony przed nim korek skutecznie blokował skrzyżowanie z ulicą Roosevelta. Działo się to oczywiście w godzinach szczytu komunikacyjnego  i nikt nie postawił wcześniej żadnego znaku a policja zjawiała się jedynie z powodu stłuczek.

Brak zewnętrznych uszkodzeń samochodu i  wyjście cało z trudnych sytuacji nie oznacza, że z każdej drogowej opresji udaje się wyjść nam bez szwanku. W wielu miejscach powstały głębokie dziury, które nagle pojawiają się przed maską, często w chwili gdy na pobliskim pasie jadą inne samochody. Kierowca nie ma szans na żadną reakcję i sprawdza jakość zawieszenia. Mimo, że technika samochodowa zbliża się do doskonałości, żaden konstruktor nie przewidział tak ekstremalnej eksploatacji. Dlatego krąży opinia, że sprowadzony z za granicy samochód  o tym samym przebiegu co eksploatowany w Polsce jest w znacznie lepszym stanie technicznym. Trudno się z tym nie zgodzić. Nasi kierowcy mają jednak nieporównywalnie większe doświadczenie niż ich zachodni koledzy, dla których remonty dróg przeprowadza się nocą lub w weekendy a miejscowy policjant może zamknąć drogę z powodu kilku dziur, uzasadniając to zagrożeniem katastrofą w ruchu lądowym. Efekty takiej decyzji widać na ogół podczas kolejnych wyborów.

Ciekawe jak na naszych drogach zachowywać się będą delikatne, aluminiowe podwozia miejskich samochodów elektrycznych, od których według zapewnień rządu ma się niebawem zaroić.

RAR